Wszystkich świętych, zaduszki, śmierć i inne
Jak co roku, mamy młyn. Policja na drogach, pierniki jedzone tradycyjnie na cmentarzu, zawalone tramwaje, pozamykane sklepy, lub pootwierane - z właścicielem za ladą.
To jedno z tych polskich bezmyślnych świąt. Bo bądźmy szczerzy, mamy parę takich świąt w kalendarzu, gdzie jako naród działamy automatycznie. Oczywiście uogólniam teraz, ale chodzi mi o większość społeczeństwa niźli o tą myślącą (?) mniejszość.
Na Dzień Niepodległości flaga musi być, ale mało kto powie ci dlaczego ją wywiesza. Tak po prostu jest, wypada żeby wisiała. Na Boże Narodzenie z brzuchami wypełnionymi do granic możliwości zawsze znajdą się desperaci którzy pójdą w środku nocy na mróz i do kościoła. A przecież można grzać się cały czas w domu.
I tak właśnie na Wszystkich Świętych i na Zaduszki ludzie automatycznie, bez chwili namysłu, wychodzą z domów. Kierują się na cmentarz i chodzą po nim gdy już dawno zapadły nocne ciemności. Ot, bo ładnie się znicze palą. Niektórzy zjeżdżają pół kraju, żeby zapalić znicz na jednym czy dwóch grobach. Owszem, to szlachetne, ale czy potrzebne? Stajemy przed kamiennym pomnikiem a w środku leżą obleśne, rozkładające się, zjadane, lub już dawno nieistniejące zwłoki.
Groby, kopczyki, pola z rozsypanymi, mogiły, urny. To wszystko jest człowiekowi potrzebne po to, że gdy dociśnie tęsknota to jest gdzie pójść i rozmyślać, mieć chociaż jakąś nieporównywalnie marną namiastkę tego, że osoba już nieżyjąca jest blisko. Jako człowiek, który stracił w życiu kogoś z rodziny potrafię to zrozumieć. Ale już nigdy nie zrozumiem, jak można “po przebywać” z taką osobą czy oddać się rozmyślaniom i wspomnieniom na jej temat, skoro obok przechodzi tak głośny i liczny tłum z kwiatami, grabkami i paletami zniczy. 
Nie rozprasza mnie spokojnie palący się znicz, obok krzyża, z kilkoma skromnymi kwiatkami. To buduje nastrój. Natomiast znicz z lampką zamiast knotu, który gra jakąś melodyjkę zdecydowanie nie.
Czy do rozmyślania ludziom potrzeba zgiełku, gofrów, hot-dogów, szaszłyków, pierników, golonek i kiełbas? Bo to wszystko było do dostania przy bramie najbliższego mi cmentarza.
Chyba daliśmy się zwariować. Daliśmy sobie wcisnąć, że na cmentarz chodzi się od okazji a nie potrzeby. I to po to żeby odwalić robotę pod postacią wsadzenia kwiatka i zapalenia znicza. Potem idziemy, a krewny niech dalej leży, bo co mu pozostało?
Niemniej idąc cmentarzem widać - co jest prze oczywiste - mnóstwo grobów. Różnią się od siebie i to zmusiło mnie do zastanowienia się: Jak będzie wyglądał mój grób?
Rozglądałem się wokół i zauważyłem. Stał na skrzyżowaniu dróg, był metalowy wypełniony siatkami, pustymi zniczami, papierami, no ogólnie - śmieciami. To idealne miejsce na mój wieczny spoczynek. Zwykły śmietnik.
Bo ja mam jedno życzenie, chcę być spalony, chę poddać się kremacji. I nic innego do wiecznego szczęścia nie będzie mi potrzebne! Umrę ze świadomością, że moje zwłoki nie zostaną zjedzone ani nie zajmą tak potrzebnego w dzisiejszych czasach miejsca. Po co leżeć w marmurowym pudle? Po co przejmować się własnym ciałem? Myśleć co z nim zrobią, skoro ono już nie przyda się absolutnie nikomu. Chyba, że podejmiemy słuszniejszą decyzję i możemy z tych martwych zwłok zrobić użytek. Leżenie przez całą wieczność w ziemi naprawdę jest nieprzydatne. Lepiej, by uczyli się na jego kawałkach studenci, albo - jeżeli zginiemy młodo np. w wypadku - oddać własne mięso komuś innemu, niech żyje na naszych częściach, skoro my nie potrafiliśmy ich docenić.
Ale jeżeli nie podejmiemy takie decyzji, to najlepiej będzie nam na śmietniku. Wywiozą nas autem i wrzucą miedzy ryby, jedzenie i butelki. Tam elegancko zaczniemy się rozkładać. Po na co nam luksusy, kiedy jesteśmy już w takim nieciekawym położeniu?
Wyobrażam sobie różne żarty ze mną, jako już tylko kawałkiem nieżywego mięska. Np. zostawienie mnie komuś na wycieraczce, albo przewieszenie na płocie. Gdybym zobaczył zwłoki na swoim płocie, to chyba bym dostał zawału.
Albo gdybym był już tylko prochami. I zażyczył bym sobie rozsypanie nad szczególnie bliskim mi miejscem - o, moim osiedlem. Już widzę te rodzinki jedzące grilla na które ni stąd ni zowąd spada dziwny proch, wlatuje im do buzi, na włosy do jedzenia.
“Hej, hej, to był kiedyś żywy człowiek” - chciało by im się wykrzyczeć i oglądać jak ich jedzenie wychodzi nie tą stroną którą trzeba.
I tutaj pada ważne pytanie czy właściwie zadanie dla czytających to głów i dla mnie samego: Czy należy szanować zwłoki? Jeżeli tak/nie, to dlaczego?
Tak, bo i tak już po zawodach, nie będzie czuł bólu, upokorzenia, niczego?
Nie, bo jeszcze przed chwilą był to myślący i żyjący człowiek a dopiero od niedawna jest martwy i niezdolny do jakiejkolwiek pogawędki?
Jestem rozdarty. Nie wydaje mi się moralne uszkadzanie fizycznie kogoś, kto już nie ma wpływu na to co się dzieje z jego ciałem. Dlaczego mam prawo obciąć mu ucho, skoro on nawet nie może się obronić? A z drugiej strony - na co mu to ucho? Czy miałbym takie skrupuły gdyby zdechła mi krowa? W życiu! Czyżbym wpadł na ślad jakiegoś błędu w naszym ludzkim systemie?
Sam widok zwłok, budzi w nas obrzydzenie. Widzimy np. ofiarę morderstwa. Przytłacza nas sam widok zwłok ale i to, że każda jego rana pozostanie tajemnicą. On nie wstanie, nie otrzepie się i nie powie: “Heh, ziomek chciał na piwo ale powiedziałem nie to mi sprzedał kosę”.
Moim cmentarnych refleksji nie było końca! Po rozmyślaniu na temat zwłok pomyślałem o samej chwili śmierci. Jak ona powinna wyglądać? Jak będzie wyglądać w moim wypadku?
Podzieliłem to sobie na dwie kategorie: śmierć naturalna i samobójstwo.
Śmierć naturalna: Jestem gruby, czeka mnie więc prawdopodobnie zawał albo jakiś wylew. Może nawet rak, od jakiś używek. Szybko na to wpadłem więc tu skończyła mi się zabawa.
Samobójstwo: Tu się robi ciekawie. Czy myśleliście kiedyś o samobójstwie? Jestem pewien, że tak. Może nie koniecznie mieliście nóż w ręce, nie odkręcaliście gazu i nie pletliście sobie stryczka ale myśleliście - chociażby przelotnie - co byście wybrali, jakby to było. Sposobów jest wiele.
Preferowałbym skończyć ze sobą jakoś romantycznie. Weźmy na ten przykład Hemingwaya. Zabił się on, o ile mi wiadomo, z broni dwu rurkowej, służącej mu do polowania w Afryce. Skoro była to broń typowo do zabijania a on strzelił sobie w głowę to prawdopodobnie jest czaszka podzieliła się na mnóstwo części a mózg odbył pierwszą solową podroż w życiu. I tak skończył jeden z największych pisarzy w historii, tak mógłbym skończyć także ja. Ale jak każdy samobójca musiałbym mieć jakiś powód, na razie mi go brakuje, bo lubię siebie. Ale gdybym dowiedział się na przykład, że mam raka mózgu to zamiast się leczyć zrobił bym szybko zezwolenie na tego typu broń.
Słyszałem też o innym typie samobójstwa a mianowicie o rzuceniu się do wulkanu. Czad!
Można by jeszcze pisać godzinami. O tym gdzie wsadzić pistolet, którą żyłę przeciąć, jak ukrywać siebie martwego przed rodziną i tak dalej. Ale po co? Trzeba mieć jaja żeby ze sobą skończyć, ale to życie jest trudniejsze niż niebycie.
Przecież to żywi odwiedzają umarłych a nie odwrotnie. Widać, umarłym musi być tam dobrze, tylko nas dupa rwie tam, gdzie śmierć jest najobecniejsza.
Wszystko się zmieni, gdy ktoś wróci z zaświatów i powie: “Jest zajebiście, lepiej umierajcie szybciej”. Tego sobie życzę, bo na razie plany na drugie życie malują mi się tak, jak przed narodzinami. Czarna plama.


Cóż, przelinkowałam się tutaj z Dziwnych Tabletek. Wczoraj wieczorem. I czytałam całą noc. Kiedy wypadły mi oczy zastosowałam sztuczkę z taśmą klejącą, teraz co prawda widzę gorzej ale mogę się pochylać bez obawy, że mi ponownie wylecą.
Gratuluję stylu. Gratuluję weny. Gratuluję podejścia do życia (tak życia przez Ż, gdyż niejednokrotnie jakieś idiotki z blogaskooofff twierdziły coś zupełnie innego).
W każdym razie, wyrażając się jaknajbardziej po młodzieżowemu, jest zajebiście.
I Henry Miller w czytanych. Och. Ach. Myślałam ze tylko ja jestem takim perwersem i go czytam. Że w ogóle czytam książki.
Dobra kończę.
Ale jeszcze się odezwę.
HA!
Siwucha co sie dobrze…jej słucha.
Komentarz napisany przez: Siwucha — listopad 4, 2007 o 1:20 po południu
Dzięki za miłe słowa, faktycznie dobrze się słucha, a może czyta. Bo każdy lubi jak się go łechta :D . No i odezwij się, możesz na maila, możesz w komentarzach, byle śmiało :) .
Komentarz napisany przez: Domator — listopad 4, 2007 o 3:51 po południu
To jeszcze raz ja.
Miałam iść spać ale zobaczyłam Twój komentarz. O brak śmiałości z mojej strony proszę się nie bać:)
Osobista refleksja: Jak nazywa się kobieta która łechta męską próżność?
:]
Czekam z niecierpliwością na nowy wpis. Tymczasem muszę się przespać.
Komentarz napisany przez: Siwucha — listopad 4, 2007 o 4:12 po południu