Mark St. John ~ 7.02.1956 - 5.04.2007

Tego popołudnia dostałem telefon informujący mnie, że mój przyjaciel, były gitarzysta KISS, zmarł dziś rano przez wylew krwi do mózgu. Miał 51 lat.
Znałem go od dawna. Jeździłem z jego zespołem White Tiger, a także rozmawiałem z nim podczas ostatniego NAMM.
Jak tylko będę wiedział coś więcej to dam wam znać. Łączę się w bólu z jego rodziną. To bardzo smutny dzień.
Junkie
- Źródło: KNAC.COM

Wczoraj, gdy czytałem powyższego newsa, czułem się fatalnie. Ludzie tu o Jezusie, papieżu a ja o gitarzyście. Też niecodziennie, można powiedzieć. Mark St. John nazywał się właściwie Mark Norton. Był najkrócej żyjącym muzykiem KISS a do tego był muzykiem o najkrótszym stażu w zespole. Z KISS grał przez osiem miesięcy co zaowocowało jedną płyta (Animalize), jednym teledyskiem i trzema koncertami. Wszedł w skład zespołu w zastępstwie za Vinniego Vincenta, który z kolei z zespołu został wyrzucony. Choroba St. Johna zaczęła o sobie dawać. Bruce Kulick stał na każdym koncercie za kulisami, w gotowości do zastąpienia obecnego gitarzysty w każdej chwili. Po jakimś czasie Mark Norton nie był w stanie utrzymać gitary w rękach więc zastąpiono go na stałe Kulickiem.
St. John założył swój zespół - White Tiger - który nagrał tylko jeden album. Na stałe jednak zapisał się w kanonie Hair Metalu lat 80.
Cóż można jeszcze powiedzieć? Może w KISS zdziałał niewiele, to jednak nie zostanie przez fanów zapomniany. Skoro można pamiętać o Antonie Fig’u, perkusiście przechodnim, nigdy nie będącym stałym członkiem zespołu wymienionym gdziekolwiek, to dlaczego nie pamiętać by o St. Johnie? Fani nie zapominają o ludziach, którzy zrobili coś wartościowego dla zespołu. Mark St John na pewno będzie bardziej doceniany od Thommy’ego Thayera, bo ten pierwszy nagrał z zespołem chociaż jeden album. A Thayer żadnego.
51 lat to nie dużo. Gdyby nie choroba na pewno pociągnął by dłużej a jego życie wyglądało by zupełnie inaczej (wciąż byłby w zespole?).
Cześć jego pamięci.

