TheElder.net - Domator

środa 1 sierpnia 2007 , 4:01 po południu

Spotykając legendę…

Autor: Domator

W okolicach koncertu The Rolling Stones odwiedziłem sobie Warszawę. Zobaczyłem siłą rzeczy dworzec kolejowy a także, przy wychodzeniu, “piękny” pałac kultury. No co tu dużo mówić, wyszedł ze mnie w tej Warszawie typowy Poznaniak. W ogóle nie rozumiałem ludzi. Pytam się jednej pani gdzie leży najbliższa poczta a ona na mnie patrzy i… odchodzi! Ale co tam, ja się nie zrażam i w końcu pocztę znalazłem. A tam co? Urbanizacja pełną gębą! Numerki które pozwalają podejść do odpowiedniego okienka. Inny kwitek bierzesz z maszyny na list, paczkę czy kuriera. Dziwnie się czułem. Wielkie miasto, z jednej strony niesamowicie nowoczesne a z drugiej to jak na wsi. Ale ja nie o tym chciałem. O Warszawie można pisać w nieskończoność. A to o genialnej komunikacji miejskiej a to o mrowiu antykwariatów… Warszawa - jak każde miasto - ma swoje ogromne plusy, klimatyczne miejsca itd. Nie usłyszycie ode mnie słów w stylu “cholerni krawaciarze”. Byłem w stolicy przez trzy dni i z dnia na dzień podobało mi się bardziej.

Szczytem mojego zachwytu była wizyta w muzeum “Powstania Warszawskiego”. Nie dlatego, że to muzeum jest po prostu genialnie wymyślone, uświadamia, nie nudzi i każde się angażować w siebie zwiedzającemu. Moje zadowolenie spowodował jeden człowiek - Henryk Jerzy Chmielewski.
autor
Któż nie zna Papcia Chmiela, autora słynnych “Tytusów“? Papcio to już legenda Polskiego komiksu. I nie jest to słowo na wyrost. To jego nazwisko konsekwentnie wymienia się od paru lat obok nazwisk takich jak Christa czy Rosiński.
Wyobraźcie sobie moje zaskoczenie, gdy razem z kolegą Rafałem zobaczyłem człowieka, który odpowiedzialny jest za spłodzenie książeczek męczonych przeze mnie całe dzieciństwo. Książeczek do których nawet teraz wracam bardzo chętnie.
Podszedłem do niego, podałem mu rękę i pogratulowałem poczucia humoru. Na co on wyjął z walizki pocztówkę i podpisał ją dla mnie. Nie odwalił zwyczajnej parafki. Narysował Tytusa etc. Potem opowiedział o swojej nowej książce w której opisuje swoją ewolucję jako rysownika. Oczywiście ją kupiłem. No to znowu autograf proszę, Papcio pokazał jak się rysuje Tytusa. Myślałem, że to idzie inaczej. Głowa, uszy, buzia, oczy i już. A tu się okazuje, że na taki rysunek jest specjalna metoda. Parę linii, parę pociągnięć i dopiero po chwili wychodzi z niego małpka!
Bardzo imponował mi wygląd Papcia Chmiela. Pomimo sędziwego już wieku człowiek ten cały czas ma bujne, gęste włosy. Bielutkie co prawda, ale bujne. Ułożone w idealne fale. Niejeden chciałby się zestarzeć w taki sposób!
Potem Pan Autor pokazał mi konkurs na… epitafium na własnym nagrobku! Jaki wielki dystans trzeba mieć do siebie, żeby w wieku 84 lat móc z pełną swobodą mówić o śmierci i zorganizować konkurs o tematyce pogrzebowej :) Każdy, kto nadeśle takie epitafium dostanie oryginalny rysunek od autora. Ja tam jakoś nie miałem odwagi, żeby pisać osobie którą podziwiam wierszyk, który być może będzie na jego grobie.

Takie spotkania zawsze mnie zadziwiają. Co innego iść na umówione spotkanie, np. podpisywanie w księgarni etc. a co innego spotkać kogoś zupełnym przypadkiem. I to kogoś takiego! Co tam Jagger, który w tym czasie był w tym samym mieście. Sto lat dla Papcia Chmiela!

* * *

Komentarze » (2) »

  1. Chłopie tak Ci zazdroszczę spotkania z Papciem, że to chuj:D

    Komentarz napisany przez: Krachu — sierpień 7, 2007 o 11:50 po południu

  2. Ooo. No właśnie co tam Jagger, jak tu taka sława. Rispekt za to spotkanie!

    To jest chyba w Stolycy najzabwaniejsze, że można się z Vipami w spożywczym spotkać.

    Komentarz napisany przez: Burzol — sierpień 9, 2007 o 1:37 po południu

Kanał RSS dla tego wpisu. TrackBack URI

Shout It Out Loud!








"Nie ma żadnego diabła, jest tylko pijany bóg."
Tom Waits
BYKOM STOP!Spam Karma 2.3GET FIREFOX!Powered by WordPress