Psy wojny i Englert
Do audio booków podchodziłem zawsze z rezerwą i pewnie dlatego nigdy żadnego nie odsłuchałem. Owszem, mam jakieś tam archiwa Bukowskiego i Ginsberga gdzie czytają pojedyncze wiersze ale to jednak nie to samo co cała książka. Okazja do straty dziewictwa pojawiła się wczoraj, gdy w Gazecie Wyborczej dali płytę, gdzie Jan Englert czyta Psy wojny. Cała kolekcja ma się składać z 21 płyt a każda ma mieć zawartość książki nagraną w formacie mp3. Wspaniałe rozwiązanie, człowiek wrzuci to sobie do odtwarzacza i idzie przed siebie.
Jako, że jadę do szkoły aż przez 40 minut to sobie tą płytę puściłem. Cholera, wciągnęło mnie. Englert nie bawi się w przesadne udawanie głosów jak ojciec czytający dziecku, nie przeżywa ale i nie jest wypruty z emocji jak lektor w filmie porno.
No i słucham sobie, słucham (dobra ta książka) i nagle film mi się urwał. Patrzę, a tu tramwaj zaczyna już drugi kurs. Czyli przespałem całą pętlę ale szczęśliwie wysiadłem na pierwszym przystanku trasy. Nienawidzę tego.
(Ale i tak czekam na płytę z drugiego lipca gdzie Marek Kondrat będzie czytał Złego!)