Poranna zaduma
Prawdziwa to zaduma o poranku, gdy o godzinie czternastej patrzę na własny ogród, wypełniony słońcem i zielenią. Zieleń może nie jest jeszcze taka żywa jaka jest latem, ale na boga, mamy dzisiaj dziesiąty lutego i nie wydaje mi się by było to normalne. Wzięło mnie na zadumę bo miałem małą opcję - podsumować sobie ferie zimowe (ha, to słowo zupełnie do nich nie pasuje, nie było żadnego śniegu, lodu i wielkich mrozów).
W filmie “Kawa i papierosy” bodajże dwukrotnie padają słowa, że warto pić kawę przed snem, bo wtedy sny przelatują w twojej głowie z wielką prędkością. Ja nie piję dużo kawy, nigdy przed snem. Pije ją w dzień i wtedy to dni przelatują przede mną za szybko. Jak na przyśpieszeniu. Nie potrafił bym wam opowiedzieć o tych dwóch tygodniach po kolei, tak jak wszystko się działo. Dni zlewają mi się w jedną całość, szczegóły ulatują z pamięci, niektóre zdarzenia jawią się wspaniałymi a inne koszmarami ale nie potrafię ich wskazać.
Wiem za to, że to były bardzo ważne dwa tygodnie w moim życiu. Przyniosły mi tyle zmian, tyle zdziwień. I pytam się sam siebie: kiedy? Przecież nie miałem nawet czasu pomyśleć. W ciągu ostatnich dwóch tygodni nie miałem czasu nawet na to, żeby położyć się na łóżku i przeczytać chociaż kawałek jakieś książki. Słuchałem za to dużo muzyki,ale głównie podróżując gdzieś. Chciałbym znów mieć słuchawki na uszach i w autobusie numer 64 jechać przed siebie, wysiąść na Literackiej i przemierzać to dziwne osiedle, by dojść do znajomych. Znów odwiedzić Wojska Polskiego, posiedzieć gdzieś przy ognisku, porąbać drzewa siekierą, pisać list, zaprosić kogoś na śniadanie. Wiem, że przez te ferie zjadłem więcej jajek niż na Wielkanoc. Nie wiem jakie są konsekwencje za dużej ilości żółtek. Nie dbam o to, wszak jajecznica to rzecz o której mogę powiedzieć “hej, umiem to zrobić”.
Niby chciałbym zrobić takie “Previous” jak na Winampie, ale z drugiej strony to normalna kolej rzeczy, że coś mija szybko i przychodzi następna rzecz. Dzisiaj kończę śniadanie i popijam herbatkę, podczas gdy jutro o tej samej godzinie będę wychodził ze szkoły. Pewnie strasznie wyjebany, zdenerwowany i bez perspektyw na inny dzień niż piątek wieczór, sobota.
Ale im więcej dni pokonam, tym bliżej do wakacji. A wcześniej majówka. A wcześniej Wielkanoc i związane z nią wolne.
Im więcej kawy w nas, tym szybciej przyjdzie po nas czas, na który czekamy. Tym więcej dni na przyspieszeniu, tym więcej zlanych chwil, które przecież są bezwartościowe i pełne rutyny. Które tylko stoją na drodze tym ważniejszym.
Kawa zabije rutynę, kawa da jej kopa w dupę, odsunie ją do przyszłości która jest “gdzieś tam” i obecnie się nie liczy. Luzik.

Spoko Brencz;] pod koniec marca mam wystawienie ocen, a w połowie kwietnia papa szkółko, naszczam “ci” na drzwi od wewnętrznej strony i zatkam kibel książką od chemii. Boże (tak się w języku przyjęłło by zwracać się do Boga hehe), ja chce najdłuższe wakacje życia już;D
Komentarz napisany przez: Krachu — luty 12, 2008 o 10:03 po południu