Piękni przegrani
Piękni przegrani to najsłynniejsza powieść Leonarda Cohena, kultowa książka lat 60., wysoko ceniona przez krytykę i
erotyczne, ale też kult Katarzyny Tekakwitha, indiańskiej świętej z XVII wieku. W dalszym planie powieść dotyka tematu masowych zagład nowożytnych cywilizacji, rewolucji seksualnej, rewolty politycznej lat 60. i kultury masowej jako substytutu religii.
- Z tylnej okładki Pięknych przegranych
Kiedy człowiek czyta taki opis na okładce, to ma ochotę książkę zwyczajnie odłożyć bo wydawca napisał to tak, że wyszedł bełkot, którym jarają się niesamowicie oświeceni literaci. Ja żem jest zwykły chłop, i chcę czegoś normalnego.
Wyszło kiedyś tak, że koniecznie chciałem przeczytać coś Cohena i z braku wolnej kasy zaproponowałem jakąś jego książkę mojej mamie na prezent gwiazdkowy, wybrała Pieknych przegranych. Po przeczytaniu już wiem, że nie warto wierzyć ani krytykom ani opisom z okładki. Podobieństwa do Kerouaca nijak nie da się znaleźć. A jeżeli ktoś znajdzie, to znaczy, że szukał bardzo na siłę. Joyce’a nie czytałem nigdy, ale skoro porównanie do W drodze jest chybione to pewnie i do Portretu… też.
Kim jest Leonard Cohen? Na pewno znacie go ze spotów radiowych i telewizji, bo w Polsce jest sławny głównie za sprawą swojej muzyki. Muzyka niezła do posłuchania ale nie żeby jakoś przeżywać. Przebojowy singiel In my secret life średnio mi sie podobał. Ale często słowo pisane daleko leży od śpiewanego, więc zacząłem czytać.
Piękni przegrani to książka cholernie osobista, napisana przez kogoś, kto debiutował nie prozą a poezją! Efekt był więc dziwny, często autor raczy czytelnika dziwnymi wizjami, sformułowaniami które pasowały by znacznie lepiej do tomu poetyckiego. Autor miota się między tym co chce powiedzieć, tym co wypada mu powiedzieć a tym co może powiedzieć. I mimo, że czasami opisy są odważne jak na czas, gdy ksiązkę wydano, czyli rok 1966 to i tak Cohen boi się wszystkiego nam opowiedzieć. Błądzi między odwoływaniami i “puszczaniem oczek” do znajomych i nie żyjącego przyjaciela a czytelnym i czystym odbiorem czytelnika. Moim zdaniem średnio mu to się udało a czasami wypada wręcz blado. Czytasz, ale z trudem.
Postawiłem sobie pytanie: Dlaczego? Odpowiedź może tkwić w tym, że książki tej nie powinno się ruszać gdy dopiero zaczynasz z Cohenem i ma to być jego pierwsza książka którą czytasz. Polecano mi zaczęcie od Ulubionej gry albo nawet od Księgi tęsknoty (i właśnie leży u mnie na stoliku). Mądry polak po szkodzie, poetyckie książki pełne kwiecistego języka są dla mnie nie do przejedzenia, gdy nie jestem w tych klimatach. Przewalona książka, treści góruje nad formą. Takie przegięcie nie jest dobre dla czytelnika, co innego gdyby było na odwrót i to forma była lepsza od treści. Zasnął bym, ale czytał z łatwością.
Więc, panie Cohen, poromansuję z pana wytworami przy innej okazji, teraz odkładam pana na półkę, po męczącej walce. A ja nie lubię walczyć z książką.
Na koniec mała obserwacja. Jacy są krytycy, to wie każdy kto czyta więcej niż jedną książkę rocznie. Mnóstwo, ale to mnóstwo recenzji przeczytałem, gdzie Piękni przegrani są “głosem pokolenia lat 60″, “manifestem młodych ludzi lat 60″, “największym kultem lat 60!”. Boże, zacząłem się zastanawiać czy ci ludzie czytali tą książkę.
Ocena książki: 3/10
Dopisek (11.01.2007):
“Pięknych przegranych” napisałem, siedząc na zewnątrz, przy stole otoczonym skałami, zielskiem i stokrotkami, przed moim domem na Hydrze, wyspie na Morzu Egejskim. Mieszkałem tam wiele lat temu. Lato było wyjątkowo upalne. A ja nie zasłaniałem głowy. Trzymasz więc w rękach, Czytelniku, coś, co jest bardziej udarem słonecznym niż książką.
- Leonard Cohen, Nota do Chińskiego Czytelnika, Księga Tęsknoty - Wyd. Rebis 2006.
Ziom. Nigdy. Ale przenigdy. Nigdusieńko.
Nie czytaj opisu z tyłu książki.
Komentarz napisany przez: Burzol — styczeń 8, 2007 o 7:53 po południu
Dzięki za info!
Komentarz napisany przez: Domator — styczeń 8, 2007 o 7:55 po południu
polactwo powtarza zasłyszane od innych sformułowania i pzyjmuje je za własne, siląc się na inteligencki tok wypowiedzi, a z butów im słowa wyłazi. głowę dam, że pierwsza recenzja była w wybiórczej.
życie
Komentarz napisany przez: anks — styczeń 9, 2007 o 10:21 przed południem
Akurat jedna była z Toronto Star (dodatkowo napisali, że książkę się świetnie czyta, hih) a druga była z New York Times :D
Czyli głowa stracona, inne recenzje był już z polskich gazet ale żadna z Wyborczej.
Inna sprawa, że pewnie Wyborcza też ostre teksty dawała :)
Komentarz napisany przez: Domator — styczeń 9, 2007 o 5:13 po południu