TheElder.net - Domator

wtorek 29 stycznia 2008 , 11:40 przed południem

KISS w Europie w 2008!

Autor: Domator
KISSONLINE EXCLUSIVE

Last night, Paul Stanley confirmed that KISS will tour Europe and Scandinavia this May and June. The band will play arena and stadium shows.

Details to follow….Stay tuned to KISSONLINE!

Oj, mnóstwo plotek było. Zaczęło się od jednego koncertu na festiwalu Download, potem że niby jeszcze w Sztokholmie a teraz robi się nam z tego trasa. Może trwająca dość krótko, ale liczę że zaliczą wszystkie najważniejsze punkty na mapie Europy. Oczywiście optymiści niech wykreślają Polskę :)
I oto na horyzoncie pojawiła się możliwość pójścia na koncert marzeń! Bardzo mnie ta informacja uszczęśliwiła…

* * *

piątek 11 stycznia 2008 , 5:49 po południu

Dig, Lazarus, Dig!!! - teledysk

Autor: Domator

No i się pojawił: teledysk promujący nadchodzącą płytę Nick Cave & The Bad Seeds (ma być wydana 3 marca 2008). Teledysk do singla promującego płytę. Dla mnie zapowiada się naprawdę nieźle.

* * *

niedziela 6 stycznia 2008 , 9:08 po południu

Zima zła, leń, byczenie się!

Autor: Domator

Cóż za wspaniały dzień. Po wczorajszej imprezie dzisiaj cały dzień naginam w piżamie. Czytam, słucham muzyki, chodzę do toalety, leżę w łóżku. Przed chwilą skończyłem czytać gazetę, która wręcz zaskakująco się czyta biorąc pod uwagę, że jest piątkowa. Teraz wdupiam bałwanka z marcepanu, który został ze świąt i piszę ten tekst. W zanadrzu mam inny - moim zdaniem - ciekawy tekst, który musiałem podzielić na dwie raty. No i podsumowanie 2007 wypadało by zrobić. Moim skromnym zdaniem rok 2007 był znacznie lepszy niż rok 2006. Spełniło się to, co życzy drugiemu prawie każdy: “Oby ten rok był lepszy od poprzedniego”. Jeżeli to życzenie spełni się w tym roku to będzie naprawdę nieźle!
Za oknem niemiłosiernie biało, nienawidzę tego. Myślałem, że cała najgorsza zima już za mną. Myślałem sobie, że już po grudniu, teraz będzie lżej. Myślałem, że w tym roku co do zimy się udało i obeszła moje miasto bokiem. Niestety. Minusy na termometrze, wychodzenie z ciepłego łóżka do bijącego chłodem kibla. No i wychodzi człowiek z domu a tam jest ciemno, para z buzi i patrzenie pod nogi. Och, ileż to razy w życiu poleciałem na glebę. Ale to jeszcze nic, jednej rzeczy nienawidzę w zimie ponad wszystko. Są to mianowicie zimne powiewy, która wlatują do tramwaju. Siedzi człowiek w środku pojazdu a przez otwarte drzwi wlatuje wiatr, przeszywający całe ciało. Sutki z kamienia, gęsia skórka i wzdrygnięcie się.

Ale są i dobre strony zimy, takie jak dzisiaj. Mogę grzać się pod pierzyną, mogę wlewać w siebie herbatę, mogę oparty o kaloryfer oglądać jak prószy. Mogę myśleć o wszystkim z perspektywy w jakiej chciałbym się znaleźć zawsze, gdy czekam na autobus albo gdy idę chodnikiem.
Tak, w zimnie każdy chce być domatorem.
Ale po co rozdrapywać takie pierdoły? Przepraszam, po prostu w takie dni jak ten poza ciepłem czuję nudę. Na która nie działa żaden telewizor.

* * *

poniedziałek 24 grudnia 2007 , 12:03 po południu

Evolution of the Groove

Autor: Domator

Miles Davis znów w zaskakującej odsłonie - niczym kameleon zmienia swoje muzyczne oblicze. Ewolucja-rewolucja, gdzie wizja muzyki wielkiego jazzmana miesza z współczesnym hip-hopem, jazzem i rockiem. Gościnnie rapper NAS i Carlos Santana. Prowokujące i odkrywcze!

Covery, remixy, utwory z udziałem jakiś gwiazd. Znamy to doskonale, bo dzisiaj to już norma. Przypominam tylko zeszłoroczną płytę The Beatles, “Love” pełną właśnie remixów. Jeżeli zaś chodzi o covery, to wydawnictw tego typu jest mnóstwo, a każdy zespół czy wykonawca określany już mianem legendy ma takich płyt nawet kilka(naście).
Panom z Columbii nie wystarczy to, że wydają przepiękne box sety Milesa Davisa, zawierające naprawdę wartościowy materiał. Tegoroczny The Complete On The Corner Sessions na pewno może równać się z pozostałymi wydawnictwami tego typu.
Fakt, że są to rzeczy nie dla wszystkich jeżeli weźmiemy pod uwagę cenę. Inna sprawa, że tylko w Polsce box sety tego typu kosztują ponad 300 zł. W USA kosztuję one około 30 paru dolarów. Widać dla Polskich handlowców kurs dolara wynosi i wynosić bedzie jakieś 10 zł. Przerażające.
Ale nie chciałem o box setach, bo te piękne kartoniki, zdobywcy nagrody Grammy i powody by fani mogli wydać swoje pieniądze na coś co ich strasznie podjara są zazwyczaj godne wysokiej oceny (i ceny). Ich sposób wydania i ich zawartość to mistrzostwo.

Jednak w sklepach pojawiło się coś takiego, jak Evolution Of The Groove. Opis macie powyżej. Co wyszło z odkrywania, prowokowania i uwspółcześniania Davisa?
No niestety nie za wiele.
Zaprezentowano nam tutaj pięć utworów:
1. Freddie Freeloader (z płyty Kind Of Blue)
2. Freedom Jazz Dance (Evolution Of the Groove) (z płyty Miles Smiles)
3. It’s About That Time (z płyty In A Silent Way)
4. Honky Tonk (z płyty Get Up With It)
5. Black Satin (z płyty On he Corner)
Przesłuchanie całości na potrzeby recenzenckie nie zajęło mi dużo czasu. A to z prostego powodu, płyta jest tak skandalicznie krótka, że to już obniża jej ocenę o połowę i sprawia, że człowiekowi się nóż w kieszeni otwiera. Fakt, trudno jest przecież powiedzieć ile powinien trwać album muzyczny. Są jednak jakieś granice przyzwoitości, chociażby ograniczające cenę płyty. Kiedy człowiek kupuje singla to jest to oczywiste, że płaci mniej niż za cały album. W sklepie płyta kosztuje około 35 zł. Trwa niecałe 15 minut! Okładka...
Według np. MySpace’a projektu to Evolution of the Groove rzeczywiście jest taką EPką do najnowszego boxu z sesji On The Corner. Średnio to do mnie przemawia, bo chociaż o płycie On The Corner mówi się czasami, jakoby była fundamentami dla muzyki elektronicznej i Hip Hopu (w to akurat nie wnikam, nie mam takiej wiedzy muzycznej by to potwierdzać lub by temu zaprzeczać). Niestety po najnowszym krążku nie czuć jakoby covery na nim zawarte były jakby stworzone dzięki, i w naturalnej konsekwencji, On The Corner.
Utwory wykonane są profesjonalnie, na nowoczesną modę. Przynajmniej tak dla mnie brzmią, bo nie znam jakoś za dobrze nowoczesnego jazzu. W każdym razie - brzmią inaczej niż w wersjach oryginalnych, “Milesowych”. I brzmią ciekawie, przyjemnie się tego słucha. Ale zawiedzie się ten, kto spodziewa się typowo rapowych i typowo rockowych aranżacji, które zapowiada opis płyty.
A zawiedzie się jeszcze bardziej ten, który będzie doszukiwał się na płycie jakieś prowokacji. Tu nie ma czegoś takiego, Milesa potraktowano z ogromnym szacunkiem, przez co jakby zapomniano skupić się na tym całym prowokowaniu. I wyszło co wyszło, covery grane z typową pokorą ucznia do mistrza, z pochyloną głową. A przecież cover poza docenieniem jest wyzwaniem, które stawia dokonanie mistrza ze stylem ucznia. Kto połączy obie te rzeczy dostanie świetny cover. Trzeba stworzyć taki mix, starego ducha i nowego ciała.
Przykładów świetnych płyt z coverami możemy mnożyć, jak zauważyłem na początku. Dlatego też jeżeli w głowie mamy to, że jest to projekt z coverami, ku czci Milesa Davisa to płyta strasznie traci w oczach. Jeżeli pomyślimy o tym jak o zwykłej płycie jakiegoś tam artysty to płyta zyskuje. Ale ile taka płyta może zyskać? Pomyślcie sami, jak bardzo można kochać 15 minutową płytę, na której ani jeden kawałek nie jest na tyle konkretny by mógł stać się ulubioną piosenką.

No, niestety, nie popisali się, acz artyści intencje mieli szlachetne - unowocześnić Milesa. Za to nie można tego powiedzieć o wytwórni. Ci chcieli zarobić na nazwiskach Davis, Santana i NAS… I chyba się udało, bo oddałem im swoje pieniądze.

Ocena: 3/10

* * *

sobota 15 grudnia 2007 , 11:19 przed południem

Wkrótce…

Autor: Domator

Dawno niczego nie pisałem, to fakt. Dlatego dzisiaj wszem i wobec chciałem się przed wami zobowiązać. Grudzień upłynie mi tutaj pod znakiem recenzji. Do końca 2007 roku ujrzycie tutaj recenzje następujących rzeczy, bo myśle że warto recenzje tych pozycji napisać ot dla samego siebie żeby utrwalić sobie zdanie o czymś.
Oto co następuje:

1. Miles Davis - Evolution Of The Groove, czyli jak przygotować fanów na nowy box set i jak wycisnąć dużo pieniędzy za mało muzyki.
2. John Fante - Pył, czyli dlaczego wydawnictwa dla kobiet zaczynają wydawać u nas świetne książki w niskiej cenie, które właściwie wydrukowane są tak, że same się czytają.
3. John Fante - Bractwo winnego grona, czyli jakim cudem w kraju takim jak Polska wydano drugi raz pisarza niepopularnego u nas w ogóle.
4. Howard Sounes - Charles Bukowski. W ramionach szalonego życia, czyli dlaczego kiedy Noir Sur Blanc boi się wydać kolejnej książki Bukowskiego wydawnictwo takie jak Twój Styl (!!) wydaje jego biografię, bardzo zgodną z oryginałem (wkładki ze zdjęciami, przypisy, rysunki jak w amerykańskiej edycji).

No i ogólnie będę rozkminiał czy wydawnictwa dotychczas specjalizujące się w książkach kobiecych rozpoczęły jakiś boom na amerykanów czy to może po prostu kobiety zmieniły preferencje na pisarzy bardziej brudnych, mniej skomplikowanych, nie bawiący się w smętolenie jak na przykład pan Coelho.

To wszystko jeszcze w 2007!

* * *

czwartek 8 listopada 2007 , 4:54 po południu

Magiczny kibelek

Autor: Domator

Parę dni temu
przytrafiło mi się coś, w co właściwie cały czas nie mogę uwierzyć.
Drzwi od ubikacji w domach mają zazwyczaj zamek, nieskomplikowanej konstrukcji, służący do tego, by nikt nie wszedł nam do łazienki podczas gdy my załatwiamy tam potrzeby lub myjemy się. Człowiek tak już jest skonstruowany, zazwyczaj wstydzi się pokazywać siebie nagiego innym. To chyba dobrze?
W każdym razie drzwi zamyka się od środka i nikt na zewnątrz do nas nie zajrzy. To dość oczywiste.
Niestety, tylko z moim talentem można zamknąć drzwi tak, by dało otworzyć je się tylko od zewnątrz!
Jakże się zdziwiłem, gdy po umyciu rąk szarpnąłem na zamknięcie a ono tylko się kręci w kółko.
Tak oto dokonałem cudu, zamykając się zniszczyłem zamek w ten sposób, żeby nie wyjść. Po 15-minutowym waleniu w drzwi w końcu ktoś sie obudził i otworzył mi drzwi.

Teraz na parapecie leżą dwa śrubokręty. A tak, w razie następnego cudu.

* * *

niedziela 4 listopada 2007 , 1:15 przed południem

Wszystkich świętych, zaduszki, śmierć i inne

Autor: Domator

Jak co roku, mamy młyn. Policja na drogach, pierniki jedzone tradycyjnie na cmentarzu, zawalone tramwaje, pozamykane sklepy, lub pootwierane - z właścicielem za ladą.
To jedno z tych polskich bezmyślnych świąt. Bo bądźmy szczerzy, mamy parę takich świąt w kalendarzu, gdzie jako naród działamy automatycznie. Oczywiście uogólniam teraz, ale chodzi mi o większość społeczeństwa niźli o tą myślącą (?) mniejszość.
Na Dzień Niepodległości flaga musi być, ale mało kto powie ci dlaczego ją wywiesza. Tak po prostu jest, wypada żeby wisiała. Na Boże Narodzenie z brzuchami wypełnionymi do granic możliwości zawsze znajdą się desperaci którzy pójdą w środku nocy na mróz i do kościoła. A przecież można grzać się cały czas w domu.
I tak właśnie na Wszystkich Świętych i na Zaduszki ludzie automatycznie, bez chwili namysłu, wychodzą z domów. Kierują się na cmentarz i chodzą po nim gdy już dawno zapadły nocne ciemności. Ot, bo ładnie się znicze palą. Niektórzy zjeżdżają pół kraju, żeby zapalić znicz na jednym czy dwóch grobach. Owszem, to szlachetne, ale czy potrzebne? Stajemy przed kamiennym pomnikiem a w środku leżą obleśne, rozkładające się, zjadane, lub już dawno nieistniejące zwłoki.
Groby, kopczyki, pola z rozsypanymi, mogiły, urny. To wszystko jest człowiekowi potrzebne po to, że gdy dociśnie tęsknota to jest gdzie pójść i rozmyślać, mieć chociaż jakąś nieporównywalnie marną namiastkę tego, że osoba już nieżyjąca jest blisko. Jako człowiek, który stracił w życiu kogoś z rodziny potrafię to zrozumieć. Ale już nigdy nie zrozumiem, jak można “po przebywać” z taką osobą czy oddać się rozmyślaniom i wspomnieniom na jej temat, skoro obok przechodzi tak głośny i liczny tłum z kwiatami, grabkami i paletami zniczy. znicz
Nie rozprasza mnie spokojnie palący się znicz, obok krzyża, z kilkoma skromnymi kwiatkami. To buduje nastrój. Natomiast znicz z lampką zamiast knotu, który gra jakąś melodyjkę zdecydowanie nie.
Czy do rozmyślania ludziom potrzeba zgiełku, gofrów, hot-dogów, szaszłyków, pierników, golonek i kiełbas? Bo to wszystko było do dostania przy bramie najbliższego mi cmentarza.
Chyba daliśmy się zwariować. Daliśmy sobie wcisnąć, że na cmentarz chodzi się od okazji a nie potrzeby. I to po to żeby odwalić robotę pod postacią wsadzenia kwiatka i zapalenia znicza. Potem idziemy, a krewny niech dalej leży, bo co mu pozostało?

Niemniej idąc cmentarzem widać - co jest prze oczywiste - mnóstwo grobów. Różnią się od siebie i to zmusiło mnie do zastanowienia się: Jak będzie wyglądał mój grób?
Rozglądałem się wokół i zauważyłem. Stał na skrzyżowaniu dróg, był metalowy wypełniony siatkami, pustymi zniczami, papierami, no ogólnie - śmieciami. To idealne miejsce na mój wieczny spoczynek. Zwykły śmietnik.
Bo ja mam jedno życzenie, chcę być spalony, chę poddać się kremacji. I nic innego do wiecznego szczęścia nie będzie mi potrzebne! Umrę ze świadomością, że moje zwłoki nie zostaną zjedzone ani nie zajmą tak potrzebnego w dzisiejszych czasach miejsca. Po co leżeć w marmurowym pudle? Po co przejmować się własnym ciałem? Myśleć co z nim zrobią, skoro ono już nie przyda się absolutnie nikomu. Chyba, że podejmiemy słuszniejszą decyzję i możemy z tych martwych zwłok zrobić użytek. Leżenie przez całą wieczność w ziemi naprawdę jest nieprzydatne. Lepiej, by uczyli się na jego kawałkach studenci, albo - jeżeli zginiemy młodo np. w wypadku - oddać własne mięso komuś innemu, niech żyje na naszych częściach, skoro my nie potrafiliśmy ich docenić.
Ale jeżeli nie podejmiemy takie decyzji, to najlepiej będzie nam na śmietniku. Wywiozą nas autem i wrzucą miedzy ryby, jedzenie i butelki. Tam elegancko zaczniemy się rozkładać. Po na co nam luksusy, kiedy jesteśmy już w takim nieciekawym położeniu?

Wyobrażam sobie różne żarty ze mną, jako już tylko kawałkiem nieżywego mięska. Np. zostawienie mnie komuś na wycieraczce, albo przewieszenie na płocie. Gdybym zobaczył zwłoki na swoim płocie, to chyba bym dostał zawału.
Albo gdybym był już tylko prochami. I zażyczył bym sobie rozsypanie nad szczególnie bliskim mi miejscem - o, moim osiedlem. Już widzę te rodzinki jedzące grilla na które ni stąd ni zowąd spada dziwny proch, wlatuje im do buzi, na włosy do jedzenia.
“Hej, hej, to był kiedyś żywy człowiek” - chciało by im się wykrzyczeć i oglądać jak ich jedzenie wychodzi nie tą stroną którą trzeba.

I tutaj pada ważne pytanie czy właściwie zadanie dla czytających to głów i dla mnie samego: Czy należy szanować zwłoki? Jeżeli tak/nie, to dlaczego?
Tak, bo i tak już po zawodach, nie będzie czuł bólu, upokorzenia, niczego?
Nie, bo jeszcze przed chwilą był to myślący i żyjący człowiek a dopiero od niedawna jest martwy i niezdolny do jakiejkolwiek pogawędki?
Jestem rozdarty. Nie wydaje mi się moralne uszkadzanie fizycznie kogoś, kto już nie ma wpływu na to co się dzieje z jego ciałem. Dlaczego mam prawo obciąć mu ucho, skoro on nawet nie może się obronić? A z drugiej strony - na co mu to ucho? Czy miałbym takie skrupuły gdyby zdechła mi krowa? W życiu! Czyżbym wpadł na ślad jakiegoś błędu w naszym ludzkim systemie?
Sam widok zwłok, budzi w nas obrzydzenie. Widzimy np. ofiarę morderstwa. Przytłacza nas sam widok zwłok ale i to, że każda jego rana pozostanie tajemnicą. On nie wstanie, nie otrzepie się i nie powie: “Heh, ziomek chciał na piwo ale powiedziałem nie to mi sprzedał kosę”.

zniczMoim cmentarnych refleksji nie było końca! Po rozmyślaniu na temat zwłok pomyślałem o samej chwili śmierci. Jak ona powinna wyglądać? Jak będzie wyglądać w moim wypadku?
Podzieliłem to sobie na dwie kategorie: śmierć naturalna i samobójstwo.
Śmierć naturalna: Jestem gruby, czeka mnie więc prawdopodobnie zawał albo jakiś wylew. Może nawet rak, od jakiś używek. Szybko na to wpadłem więc tu skończyła mi się zabawa.
Samobójstwo: Tu się robi ciekawie. Czy myśleliście kiedyś o samobójstwie? Jestem pewien, że tak. Może nie koniecznie mieliście nóż w ręce, nie odkręcaliście gazu i nie pletliście sobie stryczka ale myśleliście - chociażby przelotnie - co byście wybrali, jakby to było. Sposobów jest wiele.
Preferowałbym skończyć ze sobą jakoś romantycznie. Weźmy na ten przykład Hemingwaya. Zabił się on, o ile mi wiadomo, z broni dwu rurkowej, służącej mu do polowania w Afryce. Skoro była to broń typowo do zabijania a on strzelił sobie w głowę to prawdopodobnie jest czaszka podzieliła się na mnóstwo części a mózg odbył pierwszą solową podroż w życiu. I tak skończył jeden z największych pisarzy w historii, tak mógłbym skończyć także ja. Ale jak każdy samobójca musiałbym mieć jakiś powód, na razie mi go brakuje, bo lubię siebie. Ale gdybym dowiedział się na przykład, że mam raka mózgu to zamiast się leczyć zrobił bym szybko zezwolenie na tego typu broń.
Słyszałem też o innym typie samobójstwa a mianowicie o rzuceniu się do wulkanu. Czad!

Można by jeszcze pisać godzinami. O tym gdzie wsadzić pistolet, którą żyłę przeciąć, jak ukrywać siebie martwego przed rodziną i tak dalej. Ale po co? Trzeba mieć jaja żeby ze sobą skończyć, ale to życie jest trudniejsze niż niebycie.
Przecież to żywi odwiedzają umarłych a nie odwrotnie. Widać, umarłym musi być tam dobrze, tylko nas dupa rwie tam, gdzie śmierć jest najobecniejsza.
Wszystko się zmieni, gdy ktoś wróci z zaświatów i powie: “Jest zajebiście, lepiej umierajcie szybciej”. Tego sobie życzę, bo na razie plany na drugie życie malują mi się tak, jak przed narodzinami. Czarna plama.

czern.jpg

* * *

sobota 27 października 2007 , 7:04 po południu

Tak, to był nudny dzień.

Autor: Domator

A ja czuję się jak ostatnia szmata. Wypompowany do końca, bez sił do życia, z chęcią dalszego oglądania telewizji.
Powiecie: nienormalny, chory, zagubiony. Ale ja jeszcze nigdy nie zmarnowałem w ten sposób połowy swojego wolnego dnia.
Do kanału Disney Chanel zasiadłem o godzinie bodajże 10:30. Obejrzałem pełnometrażowego “Piotrusia Pana” (wspaniały film) by już totalnie odlecieć przy 4-godzinnym maratonie serialu Hannah Montana. Między 12 a 16 widziałem niezliczoną ilość odcinków tego serialu.
Opowiada on o Miley Stewart graną przez Miley Cyrus (zabijcie mnie, ona ma dopiero 14 lat!), która żyje podwójnym życiem. W dzień jest zwykłą nastolatką, która uczy się w liceum, ma przyjaciół, chłopaków, randki, ojca. Nocami zamienia się w wielką gwiazdę, sławną piosenkarkę pop - Hannah Montanę. Ukrywa ona swoją sławną tożsamość żeby żyć normalnym życiem, wolnym od sztuczności i oblegających ją fanów.
No i ja wytrzymałem calutkie 4 godziny tegoż maratonu, czyli całość. Poznawałem historię jej kariery gwiazdy pop i jej rozterki. Alem się uśmiał, hohoho. I nie starczył mi sam maraton, to za mało. Zwiedziłem oficjalne strony aktorów, posłuchałem piosenek z serialu, zorientowałem się kiedy będzie w TV olimpiada Disneya.
Kiedy skończyła się Hannah Montana to zaczął się High School Musical 2. No i tu się już zdziwiłem, bo nie wiedziałem czego się spodziewać. I podobało mi się, chociaż pewnie Burzol ze swoim mjuzikalowym koncikiem wyraził by opinię znawcy i wytknął wszystkie wady i zalety owego musicalu i jego ocena była by prawdziwsza i prawdziwsza. Niemniej, wciąga. Przyjemne pop pioseneczki. Jak się skończyłem to aż chciałem obejrzeć jedynkę. Żałuję tylko, że kwestie bohaterów były dubbingowane, a piosenki leciały w oryginale - po angielsku.

Co mogę powiedzieć więcej? Jak widać, był to dzień pełen lukru, masochizmu i nudy. Ale fajnie, odpoczął człowiek.

* * *

poniedziałek 22 października 2007 , 5:10 po południu

POjebani?

Autor: Domator

No i skończyły się wybory. Tj. skończyły się dla takiego jak ja: telewizja pokazała słupki, wiadomo kto rządzi, można dać sobie spokój. W rzeczywistości jednak ledwie trwa liczenie głosów. Policzą i zacznie się cały młyn. Obsadzanie stanowisk, zawiązanie koalicji etc. Media zwyczajnie podłożyły PO kłodę pod nogi sugerując na każdym kroku ich koalicję z PSL. Teraz lewica wycofała się póki co z jakichkolwiek porozumień i zostawiła PSL z PO sam na sam. Pawlak z tą małą ilością mandatów może teraz giąć Tuska jak kawałek miedzi.
Osobiście życzyłbym sobie zwycięstwa LiDu. Jako, że się nie udało to zadowolę się chociaż tym. Przynajmniej PiS nie będzie na pierwszym planie. Bo może oklepanym w sieci stało się narzekanie na partię Kaczyńskich, ale nie dawałem już rady. Zresztą to nie narzekanie bez powodu, co pokazuje ten filmik:

Co prawda ten filmik ma zachęcać do zagłosowania, ale jako podstawy krytyki też się nadaje. Mam dziwne uczucie, po wczoraj, że PO = PiS. Proszę po mnie teraz tutaj nie jeździć, to tylko uczucie czy może przeczucie. Nie chciałbym, żeby było aż tak źle! Śledziłem kampanię wyborczą i myślę, że natężenie zajebistych obietnic na jeden spot u PO było za dużo. Na ludzi podziałało, na mnie nie.
Więc śledźmy pana Tuska i jego ekipę, zobaczymy co z tego wyniknie. Jest godzina 17:10 a cudu gospodarczego wciąż nie ma :)

* * *

niedziela 21 października 2007 , 7:27 po południu

Chciałbym mieć drzewo

Autor: Domator

Spyta ktoś, dlaczego nie pisałem przez tyle czasu. Jeszcze trochę, a minął by miesiąc. No tak to czasami jest. Ja ten okres czasu zwyczajnie w większości zmarnowałem. Marnowanie czasu to coś, w czym jestem przecież dobry. Tępo pogapię się w monitor, telewizor, książkę, czasopismo. Wyskoczę gdzieś w weekendy, ponudzę i polenię się. Jakoś tak ten czas sam siebie kasuje. A ja potem patrzę w kalendarz i się dziwię. Jak to? Przecież jeszcze nie dawno wpadłem na pomysł loga. Niestety, loga jeszcze nie ma, ale mam nadzieję że będzie.
Upływ czasu jest coraz wyraźniejszy w pogodzie. Nieuchronnie w nasza stronę zmierza najciemniejsza, najzimniejsza i najbardziej mokra pora roku. Ubrany warstwowo będę uważał, żeby nie polecieć na śliskim stopniu czy zamarzniętej kałuży. Nienawidzę tego, ale wiem, że inaczej się nie da. To nie do obejścia, to do zaakceptowania.
Kiedy idę ulicą i jest mi zimno to myślę na przykład o słonecznej Kalifornii. Chciałbym wyjść w słoneczny poranek, zabrać gazetę z trawnika i iść do ogrodu pozrywać pomarańczki z drzewa. Wycisnąć z nich sok w dużych ilościach, popijać do śniadanka i nie dygotać z zimna idąc wzdłuż ulicy. Ostatnio wyciskałem sok z pomarańczy (ale w Polsce). A jakąś godzinę później otworzyłem karton biedronkowego “soku” pomarańczowego. Fatalna decyzja. Chciałbym mieć takie drzewko, zamiast “Biedronki” całkiem blisko.

Złożyło się dzisiaj, że piszę te słowa w dzień wyborów. To ważny dzień, a widzę w telewizji że frekwencja wszystkich zszokowała. Miło było by zobaczyć na ekranie, że mogło być gorzej. Bo dwa lata temu nie mogło.
Ale o tym wszystkim dowiemy się wstępnie za jakąś godzinę.

* * *
« Nowsze wpisyStarsze wpisy »







"Lubię siebie. Jestem najlepszą rozrywką jaką mam."
Charles Bukowski
BYKOM STOP!Spam Karma 2.3GET FIREFOX!Powered by WordPress