Myśląc sobie
Nie poszedłem dobrą drogą. Prawdopodobnie będę musiał zmienić klase czy nawet szkołę! Dziwne to. Czasami pewne żarty, zachowania czy teksty pozostają śmieszne jedynie w pewnym kręgu. I taka jest ta klasa. Krąg + reszta. Niestety, chyba parę osób przegięło pałę.
Kiedy dopiero wchodziłem do tej szkoły i do tej klasy to już na początku wiedziałem, że ta klasa nie będzie zwyczajną klasą. To był zlepek kilku światów. Nawet te śmieszne subkultury były wymieszane. Żadna z nich nie miała większości i żadna nie patrzyła na druga z góry.
Wczoraj nalałem sobie Coli, odpaliłem Poems and Insults i położyłem się na wyrze ze szklanką na brzuchu. Myślałem o tym wszystkim i średnio mi wychodziło. A z wieży wychodził potok słów. Połowy nie zrozumiałem, płyta jest przecież po angielsku… Dziwnie się czułem, szkoda że nie przelałem tego wtedy tylko teraz.
Leżałem tak i zastanawiałem się gdzie leżą granice pewnych zachowań. Dużo, za dużo mówi się o samobójstwie tej gimnazjalistki w Gdańsku. I za dużo się mówi o obojętności. A obojętność na pewno jest wśród nas obecna, na wiele zachowań nią reagujemy. I myślę sobie, jaką zbieraniną jesteśmy.
Młodość. Cały świat jest nasz, leży u naszych stóp, czeka na nasze podboje. Takie myśli siedzą w głowie chyba każdego. Ale niestety, tylko jedno pokolenie na ileś robi coś znaczącego. Chłopcy z wojny, chłopcy z drugiej wojny, beatnicy, chłopcy z Wietnamu, Iraku, chłopcy z Solidarności… Statystycznie, większy czyn przypada raz na 15 lat. Od Solidarności ledwie tyle minęło, a chłopcy znowu pojechali do Iraku. Co za kolejne 15 lat? Pewnie następna wojna i chłopcy wracający z niej bez nóg. Mnie to ominie i pewnie nie będę jeździł z medalami na zjazdy z innymi staruszkami ale tym sposobem świat o nas zapomni. Czy lepsze zapomnienie czy krew na rękach? Cholera, nigdy nie chciałbym być uczestnikiem kretyńskiego przelania krwi które spaczy mnie na zawsze.
Ale, byc może sami, jednostkowo zrobimy coś co uczyni nas nieśmiertelnymi. Uweicznieni w ksiazkach, obrazach, filmach na półkach milionów. To piękna wizja. Ale mimo tego piękna, świat najprawdopodobniej zapomni już niedługo, kim był Domator. Kapitan małego bloga. Bo Domator nie zrobi niczego wielkiego, nie napisze wielkiej książki, nie nakręci wspaniałego filmu. Domator umrze, a testament na złość rodzinie schowa do butelki po wódce i położy za piec w piwnicy. Ale swobodny potok myśli pozostawi takie notki jak ta, która właśnie kończysz czytać.
Widzę, że ostro się musiało u Ciebie w szkole dziać ostatnio? Dziwne czasy nastały, ostatnimi czasy. Nagle wszędzie się słyszy o potwornościach w szkołach..
Ale nie o tym chciałem - nie o gówniarzach, którymi ostatnio wyjątkowo chętnie zajmują się media, ale o młodości.
Bardzo mi się spodobał ten akapit o młodości i przemijaniu. To będą takie nieprzemyślane kontrprzemyślenia, ok.? ;) Pozwolę sobie potraktować siebie jako młodego (bo zazwyczaj myślę o sobie jak o emerycie). I tutaj…niewiele jest mojego. Świat wcale nie jest taki łatwy do podbicia, tylko każe ciągle użerać się z idiotyzmami tej planety, kontynentu, kraju, miasta, wreszcie podwórka. Z kolei, kiedy myślę o chłopcach z wojen, myślę sobie: walczyli dla nas. Żebyśmy to my mieli dobrze. I to jest coś znaczącego, ale nie chciałbym być zmuszonym do takich “wielkich” czynów. Oczywiście miewałem czasem myśli, że to cudownie musi być zjednoczonym z wszystkimi w jednej misji. W jednym marzeniu - wolnego kraju, chociażby. Z drugiej strony spokojne życie - nomen omen - domatorskie bardziej mi służy. Nieco na marginesie: akurat dziś widziałem kawałek wywiadu z Markiem Kondratem, i on spytany tam o dzisiejszą władzę, zacytował swoją wypowiedź z Przekroju. I stwierdził, że ci wszyscy rządzący zajmują się generalnie pierdołami. Skupiają się na błahostkach, podczas gdy to, co powinni nam - ludziom - zapewnić, to: “jedzenie, wino, seks, podróże. Wszystko, czego człowiek naprawdę pragnie”. Coś w tym jest, nieprawdaż? A gdzie tu miejsce na walki? Powiem na koniec, że nie zależy mi na zapisie w historii, ani na wielkich czynach.
“Bo Domator nie zrobi niczego wielkiego”
A skąd Domator to wie? Jeszcze jest trochę życia przed Domatorem. Znaczy dotąd Domator był najwyżej krytykiem, czy krytykantem, tych kilku dzieł, które miały zapisać niektóre nazwiska w historii, ale z czasem? Przecież już Domator sporo pisze, ćwiczy swój język chociażby tworząc tego bloga. Nie wspominając o pojedynczych…hm…użyję słowa - “tworach”, w stylu AS. Czemu z czasem nie miałby stworzyć czegoś wiekopomnego? Albo zapamiętałego, chociaż dla najbliższych?
Komentarz napisany przez: Burzol — listopad 9, 2006 o 11:08 po południu
Kurwa,niech Domator nie pierdoli, bo jak ja czytam to co Domator pisze majac lat 16 i po jakie booki sięga, to aż sie boje co i jak bedzie pisał majac ich 40;)
ost akapit -> Zresztą to też zależy od tego czy chcesz zeby cie ludzie zapamiętali dobrze, czy zapamietali wogóle. Jakby nie było, różnica jest.
Komentarz napisany przez: Leo — listopad 12, 2006 o 11:12 po południu
A tak BTW. Zawsze możesz napisać na szkole “Eat Pussy” :P - przynajmniej zapamiętaja cię ci, którzy beda musieli to zamalowywać;)
Komentarz napisany przez: Leo — listopad 12, 2006 o 11:14 po południu