Dlaczego gapię się w sufit?
Dlaczego gapię się w sufit?
Od jakiś dwóch godzin leżę na łóżku i słucham muzyki. Łóżko jest nie pościelone, leżę obok piżamy i kołdry zwiniętej w jakiś kłębek. Prześcieradło zjechało mi prawie całe, pilot od telewizora wplątał się gdzieś głęboko, nie mam siły żeby go podnosić. Co najgorsze, nie wiem gdzie te siły się podziały, nie pamiętam żeby był powód do ich stracenia.
Przed chwilą okropnie lało, teraz świeci słońce. Przez okno oglądam winogrona na ogrodzie. Ciekaw jestem ile jeszcze ten wrak rośliny będzie wisiał na tym płocie. A przecież nawet nie lubię winogron.
Nic nie pcha mnie do działania. Myślę, że zaraz pójdę na obiad. Czyli jest na co czekać przez najbliższe dziesięć minut. A co z resztą dnia? Nie mam na co czekać, nie mam przy czym trwać. Pracę znowu odkładam na niebezpiecznie późno.
I leżę i gapię się w sufit, jakby zaraz miał zejść do mnie syn boży i powiedzieć “nie lękaj się, twoje przepocone wyro nie jest już schronieniem, powitaj słońce i ciesz się”.
I tydzień dobiega końca, już jutro piątek. Ale jutro wydaje się odległe. Tak odległe, że przyjdzie jeszcze po synu bożym.
Nie łam się - po obiedzie jeszcze możesz czekać na podwieczorek, potem na kolację, a potem znów na śniadanie itd. itd. Tak więc istnieje zawsze jakiś cel w życiu i jest na co czekać;) A co do tego syna bożego, to nie wywołuj wilka z lasu, dobra? :)
Komentarz napisany przez: Czestmir — marzec 14, 2008 o 11:59 przed południem