TheElder.net - Domator

wtorek 24 października 2006 , 8:51 po południu

Clerks 2

Autor: Domator

Clerks 2!

Oto nadeszło zwieńczenie poprzednich wpisów. Świeża, acz nie pisana na gorąco tylko z trzeźwym spojrzeniem na film recenzja! Tak, wreszcie udało mi się zmobilizować i napisać parę słówek! Spoilery czychają w recenzji, ostrzegam.

Czy nie boicie się sequeli? Bo ja się boję, tymbardziej jeżeli poprzednie części należą do grupy moich ulubionych filmów. Nie czekam na nie z takim spokojem jak np. na kolejnego Spider-mana. To znak, że poprzednią część uwielbiałem i liczę, że nowa pokaże klasę. Gdy dowiedziałem się, że będzie Clerks 2 to nie wiedziałem co o tym myśleć. Pierwszą część uważam za genialną, serial tez mi się podobał, spełnił moje oczekiwania. Komiksy były trochę gorsze, ale co innego papier a co innego ekran. Pozwiedzałem Internet, zobaczyłem parę newsów o drugiej części. Dowiedziałem się, że będzie kolorowa, że nie będzie dziać się w sklepie z jedynki, że będzie dziać się dużo później i że nie wiadomo czy będzie Jay i Cichy Bob. Właściwie, odebrałem to jako zaprzeczenie pierwszej części. Gdy reżyser wprowadza tak duże zmiany względem poprzedniego filmu to nie za bardzo wiesz co o tym sądzić. Nie wiesz jak to będzie wyglądać i jak to wypali i jesteś wkurzony. Nie masz tej wizji którą ma reżyser. Gdy odszedłem od komputera byłem załamany, wyobrażałem sobie totalny upadek ulubionych bohaterów. I czas mijał, nie interesowałem się już filmem tak jak np. interesowałem się wcześniej “Zemsta Sithów” czyli nie czytałem spoilerów, nie oglądałem zdjęć z planu czy z samego filmu. A mogłem to zrobić, gdyż Clerks 2 miało całego bloga na którym dawali zdjęcia i filmy z planu.

Został miesiąc do premiery a ja ruszyłem do Internetu. Polska premiera: BRAK. No tak, do przewidzenia. Wszedłem na bloga Clerksów i co czytam? 8 minutowe owacje na stojące w Cannes, zadowolony Tarantino! Zadowolony Rodriguez! Nie było to gadanie w stylu “parę osób widziało i im się podobało”. To było gadanie autorytetów filmowych. To był słowa Tarantino, jednego z najlepszych reżyserów na tej planecie!
Ok, dostałem małe spoilery, plakaty, kilka screenów i moje nastawienie poprawiło się tylko trochę. W końcu nie miałem jakiegoś sensownego zarysu fabuły, nie wiedziałem, naprawdę nie wiedziałem czego się spodziewać.
Aż nastał dzień dwudziestego pierwszego lipca roku 2006. Z zasady nie ściągam masowo filmów z neta. Właściwie to wcale ich nie ściągam ale tu musiałem zrobić wyjątek, gdyż nic nie wskazywało jeszcze na Polską premierę. EMule świecił pustką, aż w końcu po tygodniu coś znalazłem. Wrzuciłem 5 plików i jak sie po kilku dniach okazało, tylko jeden z nich był drugą a nie pierwszą częścią filmu. I to ten o najmniejszej wielkości! Rip był średni, ale na szczęście wszystko z filmu zrozumiałem, widziałem i przyjąłem. Byłem zachwycony ale brakowało mi jeszcze chociaż jednego seansu by mieć wyrobione zdanie.

Aż nastał dzień dwudziestego października roku 2006. W tym właśnie dniu nastąpiła Polska premiera filmu i jak się okazało ktoś ruszył głową oraz ruszył z reklamą nie gorzej niż z jakąś komedią lata! Widziałem reklamy w TV, plakaty na mieście, plakat w mojej szkole oraz polską oficjalna stronę! Wiele do życzenia pozostawiała oczywiście forma tej reklamy w której porównywano Clerks do Americam Pie… No cóż, czymś do kina ludzi trzeba przyciągnąć.

Dwudziestego pierwszego października wybrałem się na wieczorny seans razem z fandomowym kolegą - Burzolem. Jako, że obaj jesteśmy także wielkimi fanami Smitha to mieliśmy mnóstwo pytań. Jakie będzie tłumaczenie? Czy będzie cenzura? Czy będzie dobry dźwięk? Ile osób będzie w sali? I jak do diaska będzie wyglądał pierwszy nasz film Smitha na wielkim ekranie?
Na każde z tych pytań otrzymaliśmy (no, przynajmniej ja otrzymałem) odpowiedzi. Ale może od początku.

Film zaczyna się jako czarno-biały, po pierwszych minutach przechodzi w kolor. Na początku Dante jak codzień przyjeżdża pod sklep by go otworzyć. Niestety pożar który spowodował Randal przez nie wyłączenie expressu do kawy uniemożliwia duetowi sprzedawców dalszą pracę w tym miejscu. Drugiemu duetowi bohaterów uniemożliwia za to handlowanie trawką i obijanie się pod sklepem. Chcąc nie chcąc Dante i Randal muszą iść do nowej pracy, a Jay i Cichy Bob muszą znaleźć nowe miejsce do psucia…
Następnie akcja rzuca nas w przyszłość, niedaleką co prawda ale już widzimy Sprzedawców szykujących się do kolejnego, dnia w restauracji “Mobby” (w sieci fast foodów, które mogliśmy widzieć i w innych filmach Smitha). W przeciwieństwie do pierwszej części filmów dzień pracy nie zapowiada się zwyczajnie. Tutaj bowiem ma być to ostatni dzień pracy Dantego. Jako 33-letni mężczyzna postanowił się on ustatkować i wyjechać z narzeczoną na Florydę. Od początku wiemy więc, że nie będzie tak “zwyczajnie” jak ostatnio ;)
Między czasie do New Jersey wracają Jay i Cichy Bob. Z rozmowy dowiadujemy się, że złapała ich policja i wracają z odwyku. Jay stara się zachować abstynencję od narkotyków za pomocą Boga, Jezusa i Biblii.
Smith jak już to pokazał nie raz ma talent to rozkręcania filmu z pozoru brakiem akcji i rozmowami. Dialogi są genialne, że wspomnę tylko rozmowę o Transformerach (i o tym jak to one są do dupy), o wyższości Gwiezdnych Wojen nad Władca Pierścieni (wspaniała rozmowa!) czy o tym, że nigdy nie idzie się z dupy do ust podczas seksu. Ale wbrew pozorom i wbrew reklamom film nie stara się pozować na młodzieżową komedię o seksie jak wspomniane już “American Pie”. Owszem, seksu jest dużo, ale tym razem z perspektywy dojrzałych ludzi, którzy z sentymentem wspominają liceum i z sentymentem patrzą w przeszłość. Tak, jak widać dojrzałość bohaterów daje się im we znaki co mi się osobiście podobało. Pokazało, że nie wszyscy, nawet wiecznie pewny siebie Randal są zadowoleni z obecnego stanu rzeczy. Widzą, że mając 30 lat i pracując w fast foodzie zaszli strasznie nisko. To dlatego Dante wyrywa się z miasta do innego stanu, by wreszcie ustatkować się i stać się poważnym. Ale w restauracji nie pracuje tylko Randal, Dante i ich szefowa Becky. Dla rozweselenia czy nawet rozjaśnienia tej knajpy dano tam nerdowatego 19-latka o imieniu Elias. Ten fan Transformerów i Władcy Pierścieni, pochodzący z bardzo katolickiej rodziny, prawiczek i nie doświadczony niczym chłopak jest w restauracji obiektem żartów Randala a także przeciwieństwem dla “starych” Clerksów. To świetnie wymyślona postać, dobrze że ją wprowadzono. Pokazuje to różnice pokoleniowe. Jedni na przykład uważają za jedyną prawdziwą i świętą Trylogię “Gwiezdne Wojny” a drudzy “Władcę Pierścieni”.
Sądzę, że reżyser sam bije się w pierś. Przecież Sprzedawcy byli wzorowani na jego życiu. Nie skończył studiów, od 16 roku życia pracował w sklepie, aż w końcu został reżyserem. Smith mówi do widza, że nie należy popełniać niektórych błędów w życiu, oczywiście nie dosłownie ale pod maską śmiechu daje się wyczuć coś takiego. Co zresztą pokazuje też scena z kolegą Sprzedawców z liceum, który odwiedza restaurację oraz rozmowa Dante i Randala w samochodzie. Oglądając to, świetnie czułem się ze świadomością, że jestem jeszcze taki młody :) . Ale broń boże nie jest to jakieś wielkie i główne przesłanie filmu! Nie zdziwią mnie osoby, które czegoś takiego nie poczuły. Ale mamy coś, co napewno zauważyliście. Pochwałę, czy docenienie przyjaźni. Scena w więzieniu mówi wszystko.
Ale nie chciałbym rozpływać się tylko w pochwałach bo były trzy sceny, które po prostu poraziły mnie w oczy.
Pierwsza to ta, gdzie Dante i Becky tańczą na dachu. Muzyka porywa cały personel i całą klientelę do tańca. I zamienia się to z zabawnego roztańczenia któremu ulega i widz w przesadę rodem z Hollywoodzkich musicali, otóż przypadkowi ludzie z ulicy zaczynają masowo tańczyć układ taneczny jak profesjonalny zespól taneczny na dworze. Wiem, że miał być to taki przerywnik właśnie w lekko przesadnym stylu, ale jednak nie pasowało mi to ni w ząb. Można było to jakoś “uciąć” przed przesadzeniem :) Druga scena miała być bardzo wzruszająca ale taka nie była. Znowu coś nie pasowało. Nie chcę tu się jeszcze bardziej rozwijać nad fabułą bo to zamieszane. Chodzi w każdym razie o małą dziewczynkę z okna kiwającą do Dantego. Wiem, że miało mu to cos uświadomić, ale nic a nic mi ta scena nie pasowała. Trzecia scena to końcowa impreza, niby śmieszna ale taka jakoś dziwna. A zachowanie Eliasa może i śmieszyło, ale do czasu. Aż nie rozpiął rozporka.
Na szczęście, sceny chociaż słabe to nie zepsuły mi znacząco wizerunku filmu w moich oczach. Ale podsumowanie będzie na końcu.
Teraz parę słów nie o samym filmie ale o jego polskiej stronie medalu. Tłumaczenie? Mówcie co chcecie, dla mnie pierwsza klasa. Mieli nawet konsultanta od wulgaryzmów! I pewnie dzięki temu przeklinanie bohaterów wypada bardzo naturalnie, tak jak my to robimy na codzień ;)

Może napiszę jeszcze o muzyce. Soundtrack nie składa się ze specjalnie dla filmu komponowanych utworów np. przez orkiestrę czy jakiegoś wykonawcę. To bardzo różni artyści, w różnych numerach pasujący jak ulał do swoich scen.
King Diamond w kawałku “Welcome Home” w scenie w której Jay i CIchy Bob wracają do miasta rządzi! Później bohaterowie (Jay i Randal) straszą Eliasa (mega-katola) też Diamondem, tym razem “Invisible Guest”. Piosenki w oryginale nie ma w filmie, ale pojawiła się na płycie z muzyką. Do tego mamy Samanthę Fox, która urozmaica muzycznie imprezę czy fenomenalnie “odtańczone” przez Jay’a “Good bye, horses” (Q Lazzarus and Garvey). Pokochałem tą piosenkę. Całość jest idealnie zamknięta przez zespół którego się nie spodziewałem. Znany z pierwszej części Soul Asylum i tutaj użycza swojego repertuaru. Film sie kończy, znów robi się czarno-biały. Kończy się w znanym sklepie więc naprawdę czujesz się jakbyś widział scenę z jedynki. Wspaniały zabieg. Szkoda jedynie, że końcówkę czyli powrót sklepu ograniczono do scen, z muzyką, tak że dawało to efekt “przyspieszenia”.

Podsumowując, ten film jest świetny. Wspaniale ogląda się druga część ulubionego filmu, która spełnia twoje oczekiwania. Jedynka nie została pobita, o nie. Ale z czystym sumieniem położę DVD z drugą częścią obok pierwszej. Z Bardzo czystym, czego nie mogę powiedzieć o najnowszych Gwizdnych Wojnach. Padło kiedyś pytanie, podaj od Gunfana: “czy to w takim razie powinno nazywać się Clerks DWA?”. Odpowiadam dzisiaj z całą pewnością siebie: TAK. Ja jako fan jestem zadowolony. Znowu mamy przekrój przez pop kulturę, już nowszą, już tą, która tak strasznie wybiegła na przód.
Prawdą jest też, że Smith nie zrobił z drugiej części powtórki z kina niezależnego. Kogo to dziwi, gdy na koncie pojawia się kolejne zero na końcu liczby i gdy ktoś wyrabia sobie markę, może włożyć w film o wiele więcej pieniędzy niż te 12 lat temu, gdy wsadzono naprawdę małą sumę na amatorski film. Dziś gdy Kevin ma wielu fanów na świecie oczekiwania wobec dalszego ciągu tak kultowego filmu były ogromne. Czy Smith je spełnił? Na to pytanie każdy musi sobie odpowiedzieć sam. Moje oczekiwania zostały spełnione, co będę powtarzał.

I jeszcze małe info na koncu, jako jedyni, zostaliśmy w sali do końca napisów, wyganiały nas dwie osoby ale my uparcie siedzieliśmy. Dzieki temu wyłapaliśmy jeden komunikat na końcu napisów: “Jay and Silent Bob will return one day.”
Niech każdego fana natchnie to do wyczekiwania jakiegokolwiek info i pierwszych wieści na blogu Smitha. Bo po tym filmie aż się chce więcej. Z niecierpliwością czekam, i wracam do poprzednich dokonań.

Moja ocena: 10/10 (kogo to dziwi?)

Do tego wszystkiego, parę dodatków:

Clerks 2 Red Band Trailer

* * *

Komentarze » (3) »

  1. Koment będzie niegrzeczny. Zostaliście ostrzeżeni :>

    Na początek powiem, że recki nie czytałem - ani tu, ani na Bastionie. No, może nie tak do końca, bo przeczytałem podsumowanie i część dotyczącą polskiej wersji; ale treści właściwej nie ruszyłem. No-spoiler policy, my friends.

    A teraz tak: jestem wkurwiony. Bardzo. Bo bielski kinopleks nic nie wie o tym filmie, a mają już harmonogram poukładany aż do grudnia. Zajebioza, nie? Jest to tym bardziej chujowe, że Jaya załatwiła nam dwa bilety otwarte z roboty, więc mielibyśmy w tymże kinopleksie seans za free (uprzedzam pytanie - tak, Jaya też bardzo lubi Smitha. Nie ściemniam). W Bielsku jest jeszcze jedno kino, mała salka, puszczająca kino ambitne i niszowe, którego nie dają w komercyjnym kinopleksie. Mam wrażenie, że kiedyś tam coś Smitha leciało, choć nie dam głowy. Tak czy owak, trza się dowiedzieć, czy Clerksów tam puścić nie zamierzają. A jak nie, to, do kurwy nędzy, musimy jechać na ten film do Kato. Specjalnie do Kato, płacąc za PKP i ofkoz sam bilet w kinie. Normalnie nie robiłbym z tego problemu, ale ostatnio cienko stoję z kasą, więc jestem dodatkowo wkurwiony.

    Tak więc, polska premiera tego jakże wyczekiwanego filmu trochę mi się spierdoliła. Ale nic to, ja go i tak dorwę w kinie. Snoogans.

    “jak do diaska będzie wyglądał pierwszy nasz film Smitha na wielkim ekranie?”

    Haha, n00bs! Ja byłem w kinie już na “J & SB Strike Back”, bo w roku 2001, kiedy film szedł w kinach, byłem już fanem Smitha od ok. roku! :D

    (sorry, nie mogłem się powstrzymać :P)

    Komentarz napisany przez: Gunfan — październik 25, 2006 o 10:36 przed południem

  2. Hehe, skoro Bielsko lezy pod Bestwiną to sie nie dziw że filmy do Azji nie docierają:P

    Komentarz napisany przez: Leo — październik 26, 2006 o 4:11 po południu

  3. Cicho, pindolu jeden, bo zamiast do Kato, przyjadę do Wrocka, do tego kina co w nim podłogi zamiatasz :D

    I ciesz się, że masz tylu kumpli za granicą :P

    A poza tym to Bestwina leży pod Bielskiem, nie odwrotnie! :D

    Komentarz napisany przez: Gunfan — październik 26, 2006 o 10:20 po południu

Kanał RSS dla tego wpisu. TrackBack URI

Shout It Out Loud!








"Nudzą się jedynie ludzie nudni. Muszą stale się podkręcać, żeby czuć, że żyją."
Charles Bukowski
BYKOM STOP!Spam Karma 2.3GET FIREFOX!Powered by WordPress