Chciałbym mieć drzewo
Spyta ktoś, dlaczego nie pisałem przez tyle czasu. Jeszcze trochę, a minął by miesiąc. No tak to czasami jest. Ja ten okres czasu zwyczajnie w większości zmarnowałem. Marnowanie czasu to coś, w czym jestem przecież dobry. Tępo pogapię się w monitor, telewizor, książkę, czasopismo. Wyskoczę gdzieś w weekendy, ponudzę i polenię się. Jakoś tak ten czas sam siebie kasuje. A ja potem patrzę w kalendarz i się dziwię. Jak to? Przecież jeszcze nie dawno wpadłem na pomysł loga. Niestety, loga jeszcze nie ma, ale mam nadzieję że będzie.
Upływ czasu jest coraz wyraźniejszy w pogodzie. Nieuchronnie w nasza stronę zmierza najciemniejsza, najzimniejsza i najbardziej mokra pora roku. Ubrany warstwowo będę uważał, żeby nie polecieć na śliskim stopniu czy zamarzniętej kałuży. Nienawidzę tego, ale wiem, że inaczej się nie da. To nie do obejścia, to do zaakceptowania.
Kiedy idę ulicą i jest mi zimno to myślę na przykład o słonecznej Kalifornii. Chciałbym wyjść w słoneczny poranek, zabrać gazetę z trawnika i iść do ogrodu pozrywać pomarańczki z drzewa. Wycisnąć z nich sok w dużych ilościach, popijać do śniadanka i nie dygotać z zimna idąc wzdłuż ulicy. Ostatnio wyciskałem sok z pomarańczy (ale w Polsce). A jakąś godzinę później otworzyłem karton biedronkowego “soku” pomarańczowego. Fatalna decyzja. Chciałbym mieć takie drzewko, zamiast “Biedronki” całkiem blisko.
Złożyło się dzisiaj, że piszę te słowa w dzień wyborów. To ważny dzień, a widzę w telewizji że frekwencja wszystkich zszokowała. Miło było by zobaczyć na ekranie, że mogło być gorzej. Bo dwa lata temu nie mogło.
Ale o tym wszystkim dowiemy się wstępnie za jakąś godzinę.
