Być jak Piotruś Pan…
No i stało się, z dniem pierwszym września zostałem oficjalnie “tegorocznym maturzystą”. Gratulacje! - odezwie się chórek życzliwych osób. Lecz czy jest czego gratulować?
Matura od dawien dawna przedstawiana jest mi przez każdego, jako coś szalenie ważnego, trudnego i czasochłonnego. Jako coś, co przypomina walkę. Nie można do niej podejść nie będąc przygotowanym. Przepraszam, czy moja szkoła nie przygotowuje mnie na nią od pierwszej klasy, a system edukacji w ogóle od początku podstawówki? - Pytam naiwnie.
A tu się okazuje, że szkoła może mnie co najwyżej kopnąć w dupę, gdy nie będę za bardzo ogarniał swojej wiedzy. Jeżeli nie spędzisz miesięcy z książką w ręku siedząc we własnym domu, to kariera w McDonaldzie, publicznych szaletach albo jako szukającego debilom książek w Empiku stoi otworem!
I zastanawiam się, jaki to ma sens. Dlaczego w szkole nie wbija mi się czystej wiedzy, ale także sposoby na jej przelanie, żeby podobało się oceniającym? Dowiaduję się jak profesjonalnie lać wodę, pieprzyć bzdury i rozciągać zdania by miały jak najwięcej słów. Poglądy piszącego nie są ważne. Ważne jest to, czy piszący trzyma się zasad stworzonych nie dla jego dobra, lecz dla dobra oceniających. Przecież łatwiej jest ocenić setną pracę, gdy ma się wypisane jak krowa na rowie za co przyznawać punkty.
Doznaję właśnie szoku, bo to mój pierwszy kontakt z czymś w miarę dojrzałym i odpowiedzialnym. Gdy stałem się pełnoletnim i pełnoprawnym obywatelem, to jakoś mnie to nie ruszyło. Na cholerę 18-stka takim jak ja? Żeby móc kupić sobie piwo, papierosy i wejść do jakiegoś klubu. Mój dowód osobisty czeka na odebranie od 28 sierpnia. Wszyscy w koło pozdawali egzaminy, mają prawo jazdy, wożą się autami. No, prawie wszyscy. A mnie w ogóle do tego nie ciągnie. Nie tylko panicznie boję się wypadku, ale też wsiadania do samochodu “pod wpływem” (to się chyba wiąże) albo tracenia fortuny na benzynę. I tak oto, jako jeden z niewielu otwarcie mówię, że w dupie mam prawo jazdy. Bo to tylko słowa, rzeczywistość jest inna.
Fakt jest taki, że ja się dorosłości po prostu boję. Przypomina mi się świetna piosenka Toma Waitsa. Jej tytuł to “I don’t wanna grow up“, scoverowali ją później Ramones. Opowiada ona o tym, jakie lęki w dorosłości widzi dziecko, tudzież młody człowiek. A przecież to zajebiste być smarkiem, szczonkiem, gówniarzem, młodzieżówką. Pamiętacie “I’m Eighteen” Alice’a Coopera?
Dlatego tak dobija mnie matura. Pokazuje mi wprost, że coś się kończy i coś się zaczyna. Zaczyna się ten etap życia, gdzie z dnia na dzień nie będzie lżej, tylko ciężej. Może nie zaraz, od jutra, czy dzień po egzaminach. Ale jednak, nadchodzi nieubłaganie i jest bliżej niż kiedykolwiek. I może to nie oznacza końca życia, a wręcz przeciwnie, początek nowego długiego etapu, ale ja czuję, że wcale nie jestem na to gotowy.
“Masz jeszcze mnóstwo czasu” - mówią wszyscy. A chciałbym, żeby było go jeszcze więcej.

Jedyne co mogę powiedzieć to…na pocieszenie masz jeszcze studia, człowieku. Najpiękniejszy okres w życiu to studia. I nie chodzi tu o moje - liche przecież- doświadczenia, ale o same fakty. Studia to: ludzie, imprezy, młodość („ta nasza”) w rozkwicie, ale też spotkanie elit intelektualnych, z których niektórzy mogą pomóc rozwinąć się, albo chociaż tę wiedzę (oczywiście może się trafić sam tłum tytularnych jełopów, ale na to rady nie ma).
Choć dziwnie się żyje wiedząc, że potem będzie już tylko gorzej.
Komentarz napisany przez: Burzol — wrzesień 7, 2008 o 10:24 po południu
Mówiąc gorzej, myślę o odpowiedzialności. Nie czuję się gotów, by być odpowiedzialnym za cokolwiek :) Studia na pewno będą zajebiste, ale trzeba do nich jeszcze dorosnąć, tak uważam. Bo na co mi elity, kiedy ja wole pić piwko za sklepem i śmiać się z jakieś cycatej koleżanki.
A czy będzie gorzej? To już zależy jak się na to patrzy. Ludzie zazwyczaj stawiają sobie różne cele na różnych etapach życia, żeby aż tak do dupy nie było. Jak będzie ze mną - czas pokaże.
Komentarz napisany przez: Domator — wrzesień 8, 2008 o 6:20 przed południem
problem jest taki, że świat nie czeka
albo będziesz miał jaja i wyciągniesz z systemu to co najlepsze dla ciebie
albo zrobi się za późno
i zostaniesz przez niego zerżnięty
a puki co tutaj się nie najebiesz za 2$ to nie Ameryka
btw Piotruś Pan był dzieckiem ale przynajmniej był gotowy i miał ikrę do podejmowania wyzwań
Komentarz napisany przez: splited thought — październik 1, 2008 o 6:22 po południu
bo ja mieli się mu dobrać do dupy to się mobilizował
Komentarz napisany przez: splited thought — październik 1, 2008 o 6:24 po południu
O Piotrusiu był tutaj tylko tytuł, więc nie rób tutaj z tego całego sensu wpisu… Cała podróż Piotrusia Pana zaczęła się od niechęci do dorastania. A to, że na miejscu los rzucał mu wyzwania pod nogi a on zmobilizowany dawał im radę to zasługa pisarza. I bajkowej formuły. Wyobrażasz sobie bajkę z morałem: “Dorosłość jest do dupy. Trzeba się opierdalać i będzie dobrze, jak w Nibylandi, gdzie Piotruś mając wyjebane i leżąc pod drzewem podszczypywał Wandę w pupę.”?
Co ma do rzeczy fakt, że to nie Ameryka i że się “PUKI” co nie najebie za $2? Bo nie rozumiem.
Komentarz napisany przez: Domator — październik 1, 2008 o 7:09 po południu
Z Piotrusiem przesadziłem, przyznaję rację.
Co do tego czego nie rozumiesz.
np. W anglii ludzie nie chcą iść na studia bo nie ma takiej potrzeby. Po zwykłej maturze czy też bez niej jesteś w stanie dostać pracę wystarczająco dochodową aby posiadać dom i samochód. Czyli krótko mówiąc nie ma takiej presji i można mieć zwis, poświęcić się temu co sprawia przyjemność. Alkohol mają tańszy, jedzenie również. Czyli przesłanie brzmi opierdalając się tutaj nie pozwolisz sobie na to na co oni mogą sobie pozwolić. To miałem na myśli, równie dobrze zdanie mogło brzmieć - nie zjesz w makdonaldzie.
miało to OBRAZOWAĆ do że nasz polski system rucha do tego stopnia że będziesz wpierdalał najtańszy keczup. Przespanie momentu w którym miałeś się uczyć nie jest tragedią ale nie u NAS W KRAJU. zdanie może dotyczyć za równo alkoholu jak i zaspokajania podstawowych potrzeb ogólnie.
Jeśli zarzucisz mi że mam za duże skróty myślowe to też ci przyznam rację.
aha a do tego całego morału pp, tak tylko o nim walnąłem ani nie pamiętam nazwy nibylandia ani tego jaki faktycznie był morał. Wybacz, pierdolę a sie nie znam na bajkach.
Komentarz napisany przez: spilled — październik 1, 2008 o 8:05 po południu
Z tym się zgadzam, dlatego jeżeli chcę się w spokoju najebywać a potem najebanym rozwalić moje piękne, przyszłe rodzinne kombi to wyedukować się muszę. A to, że skok w następny etap życia jest dla mnie trudny, czy też niespodziewany (jeżeli wiesz co mam na myśli, bo oczywiście zdaję sobie sprawę kiedy będzie matura a kiedy rekrutacja na studia) nie znaczy, że nie chcę skakać. Dlatego ani przez myśl nigdy mi nie przeszło, by studia mieć w dupie. Chociażby dlatego, że najtańszy keczup smakuje chujowo ;)
Komentarz napisany przez: Domator — październik 1, 2008 o 9:11 po południu
No Brencz, czas nadszedl by wypowiedzail się ktoś kto teraz edukuję się w uczelni wyższej. Na wykadzie “wprowadzenie do historii” kobieta na samym wstępie powiedziała wprost - historia jest kierunkiem ktory gwarantuje bezrobocie, będziecie bezrobotni w przyszłości albo zasilicie grono nauczycieli nie dyplomowanych zarabiając 1000 zeta na miech. Co racja to racja, ale jak narazie studia uczą jednego: ja się uczyć to uczyć, jak balować to do upadłego;D Optymistycznym akcentem kończę: chuj z tym, że będę na zasiłku, ważne, że będę miał flaszkę i czipsy, a znając polskie realia stanę się kolejnym pionkiem z budżetówki, a nie bohaterem rodem z amerykańskiego snu. Elo
Komentarz napisany przez: Krachu — październik 27, 2008 o 8:14 po południu