Beat Cinema, dzień 2
Jeżeli i dzisiaj nie wypali (chociaż to chyba złe słowo) to po prostu się załamię. Ale póki co jestem dobrej myśli…
Tak kończyłem swoją relację z dnia pierwszego Beat Cinema. I wiecie co? Było super! Wczoraj puszczono “tylko” trzy filmy. Za to ich długość starczyła nam na prawie dwie godzinki projekcji.
Wyświetlono film Pull my Daisy (nareszcie!) z polską ścieżką. Fajnie było usłyszeć dobre tłumaczenie tego filmu. Niektóre teksty niszczyły (”Zachowujesz się jak jakiś hipis”). Poprosiłem nawet organizatorów o ten tekst. Powiedzieli, że mogą wysłać na maila. Czy wyślą, to pokaże przyszłość. Niestety, tytułów następnych filmów nie podam, bo nie ma ich w programie. Ostatni był odczyt poetycki z Albert Hall. Publiczność reagowała jak na normalnym koncercie! Wielka hala, a w środku jeden mały poeta z mikrofonem na szyi, czytający swoje wiersze. Coś wspaniałego. Atmosfera totalnego luzu a jednocześnie widać skupienie nad zrozumieniem wiersza. Aż żal człowieka bierze, że urodził się tak późno.
Generalnie to co tu więcej pisać? Dzień drugi o wiele bardziej podobał mi się niż pierwszy. Najchętniej to bym oba dni zmiksował i poszedł na jeden, mocny dzień.
Nie było mnie też na afterparty po pokazie (pierwszy dzień - klub Dragon, drugi - Kisielice) więc może trudno mi jest wyłowić najpełniejszy obraz imprezy.
Ale grunt, że w ogóle takie coś jest organizowane. Miło posiedzieć na plastikowym krzesełku przed ekranem i posłuchać jak wielka szpula z taśmą się obraca. Miło posiedzieć wśród ludzi, z których tylko niewielki procent nie wie na co przyszło. I wreszcie, miło usłyszeć, że kolejne pokazy są W drodze…
Oby więcej takich imprez.