30 lat Gwiezdnych Wojen
Niejeden stary fan patrzy teraz w kalendarz i nie wierzy. Nie jeden młody chwyta się za głowę gdy porównuje film z czasem. Ale to fakt, saga Gwiezdnych Wojen zamknęła za sobą trzecią dekadę. 25 maja, roku 1977 “Nowa nadzieja” (wtedy po prostu “Star Wars”) trafiła do kin. Czas zawsze leci cholernie szybko, więc i teraz nikt nie może się nadziwić. I niestety, tylko po fanach widoczny jest upływ czasu. Filmy się nie starzeją!

To fascynujące, że po tych 30 latach wciąż nie możemy sobie wszystkiego jasno podsumować. Wokół Gwiezdnych Wojen narosło niesamowicie dużo mitów. Piętno odciśnięte w popkulturze widoczne jest z daleka. Gdzie tkwi sekret Star Wars? Długo zadawałem sobie to pytanie, jeszcze w czasach gdy byłem naprawdę fanatykiem. Oglądałem te filmy dziesiątki razy, czytałem mnóstwo książek, a jeszcze więcej komiksów. Na mojej ścianie wisiały plakaty, w tornistrze miałem zeszyty a w kiosku pani odkładała mi naklejki, gazetki itp. Pani w bibliotece owijała mi wszystkie książki folią, by trudniej się niszczyły. W księgarniach przed zakupem spędzałem z dobrą godzinę na oglądaniu książki. Jej stan zawsze musiał być idealny, nie było innej opcji. Oglądałem okładkę nawet pod światło, by spojrzeć ile jest rys. Tak, to książki z tej magicznej serii, książki z Gwiezdnych Wojen sprawiły, że mam manię na punkcie stanu książki. Ludzie patrzą na mnie jak na fetyszystę. Jedni z obuwniczych oglądają pantofle, ja biorę do łap po trzy egzemplarze i je porównują.
Ale fanatykiem już nie jestem, patrzę na swoją dawną pasję troszkę trzeźwiej i już wiem, co sprawiło, że Star Warsy są aż tak popularne.
Sprawiła to prostota.
Tak! Nie dajcie się zwieść skomplikowanymi maszynami, niestworzonymi kreaturami i próżnią w której słychać wszystkie dogłosy. Gwiezdne Wojny są opowieścią czarno-białą. O dobrych i złych. Nie ma tam postaci szarych. Każdy w filmie przedstawiony jest albo w świetle korzystnym dla niego, albo w świetle niekorzystnym. Do tego cały cykl inspirowany jest niezliczonymi komiksami czy filmami. Niektóre odniesienia są wyraźnie, niektóre mniej. Gwiezdne Wojny to gigantyczne pole do nawiązań. Chyba to mnie teraz najbardziej w nich kręci. Te wszystkie smaczki, poukrywane przez reżyserów. Nie oglądam tych filmów w normalny sposób. Nie oglądam już bohaterów. Teraz oglądam ściany pomieszczeń, znaki na statkach czy ubiór bohaterów. Oglądam każdego statystę. I za każdym razem widzę coś nowego! Najpiękniejsze jest w tym to, że fani mają w tych szczegółach rozszerzenie swojego świata. Filmy to taka mała część świata SW. To tylko sześć epizodów, które chociaż ważne to w stosunku do reszty krótkie. Ja już sam straciłem rachubę w tym, ile jest książek, komiksów a ile gier. Wszystko to ma swoje miejsce w wielkiej gwiezdno-wojennej linii czasu!

Nie zapominajmy, że na wielkim światowym rynku nie istnieją tylko rzeczy opowiadające o historii tego wspaniałego świata. Gadżetów jest cały ogrom i potrafią zamienić życie fana w raj (lub piekło, jeżeli uprze się uzbierać wszystkie). Wyobraźcie sobie dowolny przedmiot codziennego użytku. Naklejcie na to logo Star Wars. Jeżeli potraficie, to znaczy że taki gadżet istnieje. Gadżetów nikt nie zdołał zliczyć a ich fantazyjność zaskakuje niejednego. W tym roku, w rocznicę, Lucas sypie gadżetami jak z kapelusza. A każdy fan nie może zasnąć, myśląc skąd wytrzasnąć pieniądze.
Dla mnie to fenomen. Cholerny fenomen. I jestem pełen podziwu dla tego wielkiego dzieła. Może to i filmy proste, a nowe części odbiegają strasznie poziomem od tych starych, ba, są nawet bardzo słabe (oj, tęsknię za czasami, gdy w dzień premiery leciało się po wszystkie codzienne gazety a Internet przeczesywało się poszukiwaniu różnych zdjęć. Znajdywało się różne foty z plany albo zabawne przeróbki [pamiętam tą z II epizodu z Bushem]. Potem czytało się pierwsze recenzje z jakiś zagranicznych pokazów). Ale co z tego. Obie trylogie mają zagrzane miejsce w historii filmów. Ot, dlatego że po prostu nazywają się Gwiezdnymi Wojnami. Inna sprawa, że były to filmy które często pokonywały bariery. Efekty z pierwszej nakręconej części były ówczesnym objawienie. Kto widział coś takiego w roku 77?! Wtedy królował KISS, Starsky & Hutch czy Aniołki Charliego a nie jakieś kosmiczne filmy o latających kartonach. George Lucas to zmienił. Bo jego statki nie wyglądały jak kartony.
Tak, mija trzydziesty rok, a gorączka wciąż trwa.
Władca Pierścieni? Piraci z Karaibów? Spider-Man? Te trzy wielkie ostatnimi czasy i szalenie popularne trylogie to naprawdę małe miki przy tym, czym są Gwiezdne Wojny. To olbrzym, który od 30 lat dzierży nieprzerwanie berło. Co tam Oscary, których saga nie zagarnęła, bo pokonywały ją wymienione wyżej filmy. Liczy się to, że fani Star Wars tworzą gigantyczną armię na całym świecie, a filmy zostawiły na nas swój ślad. I jeszcze nie raz zostawią. Każdy kolejny seans zostawia w nas coś nowego. To dlatego oglądamy się jeszcze raz, jeszcze raz i jeszcze raz…

Niech Moc będzie z Wami.

to prawda, Domator, to wszystko prawda :D
Komentarz napisany przez: Urthona — maj 25, 2007 o 11:04 po południu
Ech…30 lat, a przeżyłem z tego lekko ponad połowę ;) . SW jest wielkie i wspaniałe :P ot tyle, co tu więcej dodać. A no może tylko tyle, że Firefly/Serenity jest ciekawsze i lepiej skonstruowane, tylko że nie dostało takiej szansy jak saga Lucasa.
Swoją drogą, Lucas to mistrz…bo żeby przez 30 lat ten sam film sprzedawać i jeszcze czerpać z tego gigantyczne zyski…to trzeba mieć łeb :P
Komentarz napisany przez: Corn. — maj 25, 2007 o 11:05 po południu
Ładnie napisane Brenczu, drugi Bukowski z Ciebie rośnie :) I nie wiedziałem, że z takim pietyzmem podchodziłeś do książek :)
A co do sagi - well, trzydziestka to rzeczywiście ładny wiek dla filmu, który pozostaje wciąż tak żywy.
Komentarz napisany przez: Kyle Katarn — maj 25, 2007 o 11:15 po południu
Corn –> Robi różne wersje filmów no i sprzedaje te wszystkie gadżety. Głowa mnie boli, jak myślę o ich ilości.
Kyle –>Podchodziłem i nadal podchodzę (ale bez przesady z tym Bukowskim :P). To naprawdę zboczenie, na Allegro maltretuję sprzedawców o dokładne zdjęcia a jak paczka z Merlin.pl idzie to się modlę żeby książki były ok. :D
Komentarz napisany przez: Domator — maj 25, 2007 o 11:20 po południu
Dla mnie to dopiero 10 lat ale i tak czuje sie mimo ostatniego wygaszenia w fanostwie, dość mocno z sagą związany o czym z resztą pisze na swojej stronie (a co, też tą chile uczciłem na swój sposób :) ). Co tu dużo mówić, uniwersum wspaniałe, bogate, pobudzające wyobraźnie no i jakby nie patrzeć piękne.
A i oskary zgarnęło, a konkretnie “Nowa Nadzieja” ich kilka otrzymała.
Komentarz napisany przez: Strid — maj 26, 2007 o 1:30 przed południem
Mi chodziło o nowe filmy, które tej statuetki nie dostały na korzyść tytułów, które wymieniłem. No i co zrobić, nowe filmy były mierne ale za parę rzeczy Oscara bym dał (muzyka, efekty). Wygrał Jackson, trudno.
A i pominę tą twoją reklamę, niech zostanie :P
Komentarz napisany przez: Domator — maj 26, 2007 o 9:44 przed południem
Dla mnie to w sumie dopiero 5 lat. Ale i tak jest fajnie. Z okazji święta życzę wszystkim geekom i niegikom Mocy.
betewu. Ładnie napisałeś o tym fenomenie, Piotrze.
Komentarz napisany przez: Burzol — maj 26, 2007 o 2:55 po południu
Brenczowi starwarsogeekostwo przechodzi i zamiast isc sie leczyc to sie cieszy :P
Komentarz napisany przez: Jackson — maj 27, 2007 o 12:18 przed południem
Och, pizdeczko. Jak ślicznie opisałeś co czujesz do SW i swoje na nie spojrzenie :D
Ale nie, serio. Fajne wypociny i z większością się zgadzam. Te starłorsy to, powiem wam, nawet całkiem fajne są xD
21 lat raz mniejszego, raz większego fanostwa. Odkąd skończyłem szósty rok życia. Przejebane :D Thank you, George :)
Komentarz napisany przez: Gunfan — maj 29, 2007 o 10:19 po południu
Z czym się nie zgadzasz? :>
Komentarz napisany przez: Domator — maj 29, 2007 o 10:44 po południu