TheElder.net - Domator

wtorek 26 lutego 2008 , 2:42 po południu

Meneliada

Autor: Domator

Pijacy, żule, menele, włóczędzy, męty. Każdy nazywa ich jak chce, ale są nieodłączną częścią pejzaży małych spożywczych, osiedli i blokowisk.
Osobiście mam do nich wielkie szczęście. Albo pecha. Często zaczepiają właśnie mnie, zasypując mnie historiami życia, które szczególnie ochoczo z nich wypływają kiedy da im się parę groszy.
Na moim osiedlu mamy kogoś, kogo nazywają Stasiem Biedroną. Kiedyś dałem mu zaledwie 20 groszy, a on zapamiętał mnie bardzo dobrze. Co mnie widzi to wznosi za mnie toasty piwkiem z plastikowej butelki, pokazuje mi cześć, krzyczy za mną na ulicy. I to bardzo miłe, lubię rozmawiać z takimi ludźmi do czasu, aż są zalani do tego stopnia że zdania układają im się średnio.
Pamiętam, jak szedłem z własną matką do domu a on mnie zaczepił żeby podziękować za te dawne groszaki i poprosić o następne. Nikt nie zbiednieje, gdy pozbędzie się z kieszeni jakiś miedziaków a temu człowiekowi może to uratować popołudnie! No więc idę z tą mamą, daję mu grosiki i gdy się oddaliliśmy usłyszeliśmy jego krzyk: “Tej! Ale żeś se niezłą kurwa wyrwał dupę!”. Oj, ale się wtedy uśmiałem, autentycznie.

Kiedyś do autobusu wsiadł facet obwieszony złotem. Nie wiem czy prawdziwy, ale z jego szyi biło prawie światło a jakieś mini diamenciki na ręce robiły wrażenie. Gdyby nie niechlujna reszta i obita maska, to nikt nie powiedział by o nim “menel”. Wsiadł i zaczął rozmawiać z takimi typowymi pijaczkami, co z przewieszonymi torbami po robocie idą z kumplami do jakiegoś bistra, piją po parę piwek i wracają do domowego piekła. Chyba ich polubił, chociaż oni bardziej się z niego śmiali niż z nim poważnie rozmawiali. Kiedy wysiedli pijaczek przysadził się do jakiegoś dresa, który siedział z dziewczyną. Nie wiem dokładnie jak to wyszło, ale słyszałem tego łysola jak mówił do niego coś w stylu
- Kurwa śmieciu, zaraz ci mordę obije drugi raz i będziesz miał cały ryj w takich strupach!
Na co pijak do mnie:
- Pff, niech się ten młodziak cieszy, że ma przyjemność jechać moim prywatnym autobusem! - Dodam, że był to autobus linii miejskiej. - Bo ja mam właśnie tą sześćdziesiątkę czwórkę (numer tego autobusu), pięć tirów i inne szpargały! I niech mi taki ktoś tutaj nie pierdoli. Admirał nie admirał, generał nie generał, to jest chuj. Ludzie są równi, a oczy muszę mieć dookoła głowy jak lis! Ja wszystko widzę! Wszystko słyszę! Trzy lata w wojsku byłem za stanu wojennego, tuż obok Jaruzelskiego siedziałem. Jestem generałem, pilotowałem łódź podwodną z głowicami jąąądrowymi!
Chyba nic więcej pisać nie muszę, niezłą miałem komedię. Między dresem a nim nic nie zaszło.

Parę tygodni temu, w rewirach dalekich ode mnie gdy wychodziłem ze sklepu zaczepiła mnie parka żuli.
- Witam, powiem szczerze. Nie na bułkę, nie na mleko. Do jabola nam złotóweczki brakuje. Da radę? - mówi. Ja cenię ludzi za szczerość, kiedy nie żebrzą na jakieś operacje przepukliny, dzieci bez nóg czy szczepionkę na raka ale mówią wprost, że chcą się nawalić ale ich na to nie stać.
Szperam po drobnych i odzywam się.
- Przykro mi, mam tylko 50 groszy.
- Kurwa, nie no kurwa, dlaczego? Kurwa, dlaczego?! Tyle szukałem.
No i kumpel się ulitował i wyszperał drugie tyle.
- Dzięki, zajebiście! Dzięki! - bardzo się nasz nowy znajomy podekscytował. Poszedł sobie a jego przyjaciel, lekko przygarbiony, odzywa się nareszcie:
- Dziękówa! Powodzenia!
Do dziś nie wiem, w czym nam tego powodzenia życzył, ale chyba w życiu.

Zaledwie parę dni temu spotkałem materiał na dłuższą historię. Na przystanku podchodzę do rozkładu jazdy a na ławeczce siedzi poczciwy pan z wąsikiem i się uśmiecha.
- Przepraszam, jak dojadę do dworca PKP?
- Jadę kawałek dalej, to mogę ci pokazać gdzie masz wysiąść i jak iść.
- No to elegancko, bo ten cymbał - facet pokazuje na jakiegoś chłopaka w kapturze - chciał mnie wyprowadzić kuźwa w jakąś dupę! A w ogóle to jestem Leszek, a ty?
- Piotr - mówię i podaję mu rękę. Leszek poczęstował mnie papierosem i zaczyna ucinać sobie ze mną pogawędkę, żeby czas jakoś zleciał.
- Wiesz co? Urodziłem się w Jeleniej Górze. Wiesz gdzie to jest? No, ale teraz mieszkam w Inowrocławiu i dlatego jadę na dworzec bo wracam do domu. Jestem budowlańcem i alkoholikiem.
I to mnie rozbroiło, bo rzadko który z nich mówi tak o sobie wprost! Zawsze się zasłaniają, że życie ciężkie, że pić się chce bo gorąco i tak dalej. Wsiedliśmy do tramwaju a Leszek nadaje dalej.
- Kurwa, syna teraz proszę żeby gdzieś się nie błąkał, tylko do woja poszedł na helikoptery. Byłem w wojsku i to jest człowiekowi potrzebne. - Nagle jakaś kobieta podchodzi, żeby odbić sobie bilet Leszek zasłania kasownik, ale szybko się odsuwa i mamrocze tylko coś w stylu “Kurwa, ten kasownik to ja sobie w klatkę wmontuję”.
- Słuchaj, Piotras, powiesz mi coś szczerze?
- No.
- Przyznaj, że jak se podkręcę wąsa to wyglądam jak Piłsudski. - I podkręca sobie wąsa.
- Przyznaję, widzę podobieństwo.
- A gdzie tak właściwie jedziesz?
- Umówiłem się z koleżanką.
- Dobra, kurwa, Leszkowi kitu nie wciśniesz. Do dupy jedziesz?
- No dobra, do dupy - naprawdę nie chciało mi się z nim kłócić.
- To wiesz co? Mam na nią sposób.
- Jaki?
- Powiedz jej, że poznałeś Leszka z Jeleniej Góry. Pokocha cię wtedy do końca życia, na wieki.
- Ok, powiem.
- Tylko nie idź do ołtarza za szybko. Bo powiem ci coś: Każda żona jest szalona! - Uwielbiam te ich powiedzonka, są genialne po prostu.
Gdy już prawie mieliśmy dojechać do celu drogi Leszka, on mi coś dał.
- To dla ciebie - powiedział, i wyciągnął nadgryzionego Snickersa.
I wiecie co? Wcale nie poczułem obrzydzenia czy czegoś podobnego. Wziąłem batona i podziękowałem.
- Daje ci wszystko co mam, bo jesteś gościu z klasą - usłyszałem.
I to było zajebiste, nie zjadłem tego ale doceniłem jak rzadko. Bo to dar, dał to co miał, od serca. Jego podziękowanie za pomoc jaką mu okazałem. Coś pięknego.

I chyba za to cenię tych ludzi. Bo pomimo swoich błędów i wykolejenia. Pomimo tego, że w życiu im nie wyszło są to ludzie prawdziwi. Może i ktoś poliże dupę za drobne, ale kiedy wejdziecie w głębszą rozmowę oni was czarować nie będą. I podzielą się swoją wiedzą, której nie zdobywa się w szkołach ale poprzez doświadczenie. Miałem takich historii znacznie więcej, ale mniej zakręconych. Mógłbym tu opisać każdego pijaczka jakiego spotkałem w życiu. Ale po co? Te cztery typy obrazują doskonale tych, których spotkacie w każdym mieście tego kraju. Ludzi, którzy liczą na odrobinę serca pod postacią paru drobnych. Żeby jeszcze raz, niezależnie od pory dnia i roku, zatopić swoje smutki w tanim alkoholu popalając do tego znalezionego na ziemi peta.
Bo cóż innego im pozostało?

* * *

piątek 22 lutego 2008 , 3:19 po południu

Gorzka anegdota

Autor: Domator

To najbardziej gorzka anegdota jaką słyszałem w życiu. Jasno pokazująca jakie życie może być chujowe i jak bardzo prawdziwy jest tekst “ironia losu”. Posłuchajcie (no, poczytajcie):

Pewien nauczyciel z Poznania uginając się pod namową uczniów wypuścił ich z ostatniej lekcji jakieś 5 - 10 minut przed dzwonkiem. I wszystko szło ok., każdy poszedł do szatni po kurtkę, nie było żadnej burdy, rozróby w szkole, nikt nikogo nie zrzucił ze schodów. Uczniowie poszli na przystanek i czekali na tramwaj. Kiedy ten nadjechał, oni posłusznie wsiedli. Wszystko działo się tak, jakby lekcje skończył się normalnie. Podobno parę minut nikogo jeszcze nie zbawiło, ale to nie prawda. Kiedy pojazd ruszył, parę przystanków dalej rozpędzony samochód w niego uderzył. Uderzony wagon wykoleił się powodując parę ran i stłuczeń, a także coś gorszego.
Jeden uczeń bowiem zmarł.
To brutalna historia, bez szczęśliwego zakończenia. Podobno nauczyciel, który zwolnił uczniów do dziś odsiaduje swoje w zakładzie karnym.
I podobno jest to historia autentyczna, a nie zwykły straszak na uczniów. Przecież nikt zdrowy i młody śmierci się tak naprawdę nie boi, uważa ją za rzecz zbyt odległą.

Więc jeżeli ktoś kiedyś będzie zachęcał was do czegoś słowami “Daj spokój! To tylko pięć minut” to nie idźcie na taki układ. Ten krótki czas - jak widać - nie jedno potrafi zdziałać. Opowiedzcie mu tę historię i znajdźcie sobie inną wolną chwilę.

* * *

wtorek 19 lutego 2008 , 11:19 po południu

Nowa wizja piekła

Autor: Domator

Wyobraźcie sobie taką sytuację:

Spotykacie na jakimś zorganizowanym zlocie wszystkich swoich znajomych. Obecnych, byłych, tych z którymi kontakt zatraciliście lub zerwaliście, tych na których jesteście obrażeni lub z którymi rozstaliście się w takich okolicznościach że nie było nawet czasu na żadne “do widzenia, stary”. No wszystkich.

Będąc na tym zlocie musicie między nimi krążyć, robić sztuczne miny, jak to miło wam kogoś widzieć, jak to się cieszycie, kłamiąc w twarz że skradziono wam telefon ze wszystkimi numerami stąd brak kontaktu, że nie mieliście czasu na przyjaźnie, wymyślając najgłupsze preteksty przez które niby zrobiliście coś kiedyś.
Mijacie tych wszystkich ludzi, z każdym ucinacie krótką pogawędkę. Szlag was trafia, bo widzicie że temu-i-temu wciąż powodzi się lepiej od was. Widzicie, że dziewczyna do której kiedyś się śliniliście jest dziś jeszcze piękniejsza ale nic z tym nie zrobicie. Wkurzają was stare docinki, dowcipy na wasz temat i fakt, że nie macie na to lepszej riposty niż głupi uśmiech.
To prawdziwy horror! Każdy jest lepiej ubrany od ciebie, każdy prezentuje się lepiej, każdy patrzy na ciebie jak na zero i od niechcenia kiwa ręką na “cześć”.
Oblatujesz obecnych znajomych by tłumaczyć im różne niezręczności związane ze starą ekipą. Odkrywasz po kolei karty rozmaitych historii, których do tej pory nie słyszeli ale nie jest ci z tym za dobrze. Naginasz prawdę po obu stronach, bo żadna nie wydaje ci się dostatecznie dobra. Oni nie wierzą, każą wybierać a ty biegniesz dalej.
Najgorsza jest świadomość, że nie tylko wy - przez ten czas gdy się nie widzieliście - ulegliście zmianom. Oni też, a fakt że masz wysłuchiwać historii ich życia napawa cię obrzydzeniem. Bo właściwie z dużą częścią tych ludzi nie łączy cię już nic. Dobrze wiesz, że z kolei twoja historia nie interesuje nikogo. W końcu samemu zaczynasz wątpić w jej wartość dając się nieść na fali. Liczysz ile razy ktoś do ciebie podchodzi z zaczepnym “co tam?” i zaczyna kolejną nudna rozmowę. Noszą garnitury. Nigdy nie widziałeś ich w garniturach. Piją drinki. Nigdy nie widziałeś ich przy drinkach, na podobnego rodzaju “standing party”.
I jesteś po prostu świadkiem tego, jak w pewnym momencie jedna historia rozgałęziła się na kilkanaście innych by na tą jedną chwilę, na to jedno spotkanie rozgałęzienia mogły się znów spleść. Żałujesz, że nie masz sekatora ani niczego w tym stylu. Pozostaje czekać, gdy oczy masz coraz szersze ze zdziwienia, a wory pod oczami coraz głębsze ze zmęczenia.

Czujecie to? Potraficie to sobie wyobrazić? Ja do tej pory nie potrafiłem, ale oto nowa wizja piekła.
Dzisiaj przez taki sen (koszmar) zaspałem o pół godziny.

* * *

wtorek 12 lutego 2008 , 6:45 przed południem

Wydawnictwo

Autor: Domator

Nie pomyślał bym, zakładając tą stronę, że stać mnie na coś takiego i że wypuszczę się z taką inicjatywą. TheElder.net to już nie tylko zwykła strona internetowa, jakiś tam blog, jakieś tam miejsce do wyszczekiwania się anonimowego gościa z Poznania. To także wydawnictwo. Owszem, podziemne. Owszem, z niskimi nakładami. Owszem, robiące dla idei, a nie zarobków. I oczywiście kultywujące starym tradycjom maszyny do pisania, powielaczy i limitowanych nakładów.
Wydałem broszurę! Są w niej moje wiersze. Nic wielkiego, przyznaję. Nie zrobiłem tego dlatego, że nie bierze mnie żadna gazeta, bo wydawcy kopią mnie notorycznie w dupę. W swoim życiu nie zapukałem jeszcze nigdy do żadnych drzwi wydawnictwa. Zrobiłem mnie bo załapałem taką zajawkę. Napisałem na maszynie do pisania, odbiłem sto razy i oto cały nakład znalazł się nagle u mnie w domu. Następnie spiąłem wszystko, każdemu egzemplarzowi nadałem osobny numerek. Nakład wynosi 100 egzemplarzy. Obecnie kilka z nich trafiło do paru księgarń i między kilku znajomych.
Dodatkowo każdy ma podpis. Nie czuję się jakąś sławą która łaskawie składa autografy. Uznałem, że coś musi potwierdzać autentyczność tego dzieła.

Całość nosi tytuł “Słońce i Stal i 5 innych”. Nie wnikam, jak to brzmi. Jak można się domyślić, jest tam 6 wierszy. Nie jest to wykonane spektakularnie, ale przecież nie rozchodzi się o formę. Całość wykonana oczywiście pod patronatem niniejszej strony. Dodam nieskromnie, że jeden z wierszy które wchodzą do broszurki został niedawno wydrukowany w prasie. No co, może to kogoś zachęci?

Czy setka to dużo? Na pewno, biorąc pod uwagę że to czysto domowa robota a za drzwiami nie czeka na mnie stado głodnych czytelników, to to chyba aż za dużo. Ale zobaczymy jak się rozejdzie.
I teraz uwaga, nie zarabiam na sprzedaży tego, bo sam wykonałem to nie wkładając w projekt ani grosza. Po szczegóły zapraszam do sklepu.

* * *

niedziela 10 lutego 2008 , 3:33 po południu

Poranna zaduma

Autor: Domator

Prawdziwa to zaduma o poranku, gdy o godzinie czternastej patrzę na własny ogród, wypełniony słońcem i zielenią. Zieleń może nie jest jeszcze taka żywa jaka jest latem, ale na boga, mamy dzisiaj dziesiąty lutego i nie wydaje mi się by było to normalne. Wzięło mnie na zadumę bo miałem małą opcję - podsumować sobie ferie zimowe (ha, to słowo zupełnie do nich nie pasuje, nie było żadnego śniegu, lodu i wielkich mrozów).
W filmie “Kawa i papierosy” bodajże dwukrotnie padają słowa, że warto pić kawę przed snem, bo wtedy sny przelatują w twojej głowie z wielką prędkością. Ja nie piję dużo kawy, nigdy przed snem. Pije ją w dzień i wtedy to dni przelatują przede mną za szybko. Jak na przyśpieszeniu. Nie potrafił bym wam opowiedzieć o tych dwóch tygodniach po kolei, tak jak wszystko się działo. Dni zlewają mi się w jedną całość, szczegóły ulatują z pamięci, niektóre zdarzenia jawią się wspaniałymi a inne koszmarami ale nie potrafię ich wskazać.
Wiem za to, że to były bardzo ważne dwa tygodnie w moim życiu. Przyniosły mi tyle zmian, tyle zdziwień. I pytam się sam siebie: kiedy? Przecież nie miałem nawet czasu pomyśleć. W ciągu ostatnich dwóch tygodni nie miałem czasu nawet na to, żeby położyć się na łóżku i przeczytać chociaż kawałek jakieś książki. Słuchałem za to dużo muzyki,ale głównie podróżując gdzieś. Chciałbym znów mieć słuchawki na uszach i w autobusie numer 64 jechać przed siebie, wysiąść na Literackiej i przemierzać to dziwne osiedle, by dojść do znajomych. Znów odwiedzić Wojska Polskiego, posiedzieć gdzieś przy ognisku, porąbać drzewa siekierą, pisać list, zaprosić kogoś na śniadanie. Wiem, że przez te ferie zjadłem więcej jajek niż na Wielkanoc. Nie wiem jakie są konsekwencje za dużej ilości żółtek. Nie dbam o to, wszak jajecznica to rzecz o której mogę powiedzieć “hej, umiem to zrobić”.
Niby chciałbym zrobić takie “Previous” jak na Winampie, ale z drugiej strony to normalna kolej rzeczy, że coś mija szybko i przychodzi następna rzecz. Dzisiaj kończę śniadanie i popijam herbatkę, podczas gdy jutro o tej samej godzinie będę wychodził ze szkoły. Pewnie strasznie wyjebany, zdenerwowany i bez perspektyw na inny dzień niż piątek wieczór, sobota.
Ale im więcej dni pokonam, tym bliżej do wakacji. A wcześniej majówka. A wcześniej Wielkanoc i związane z nią wolne.

Im więcej kawy w nas, tym szybciej przyjdzie po nas czas, na który czekamy. Tym więcej dni na przyspieszeniu, tym więcej zlanych chwil, które przecież są bezwartościowe i pełne rutyny. Które tylko stoją na drodze tym ważniejszym.
Kawa zabije rutynę, kawa da jej kopa w dupę, odsunie ją do przyszłości która jest “gdzieś tam” i obecnie się nie liczy. Luzik.

Kawa

* * *







"Nudzą się jedynie ludzie nudni. Muszą stale się podkręcać, żeby czuć, że żyją."
Charles Bukowski
BYKOM STOP!Spam Karma 2.3GET FIREFOX!Powered by WordPress