Tak, to był nudny dzień.
A ja czuję się jak ostatnia szmata. Wypompowany do końca, bez sił do życia, z chęcią dalszego oglądania telewizji.
Powiecie: nienormalny, chory, zagubiony. Ale ja jeszcze nigdy nie zmarnowałem w ten sposób połowy swojego wolnego dnia.
Do kanału Disney Chanel zasiadłem o godzinie bodajże 10:30. Obejrzałem pełnometrażowego “Piotrusia Pana” (wspaniały film) by już totalnie odlecieć przy 4-godzinnym maratonie serialu Hannah Montana. Między 12 a 16 widziałem niezliczoną ilość odcinków tego serialu. 
Opowiada on o Miley Stewart graną przez Miley Cyrus (zabijcie mnie, ona ma dopiero 14 lat!), która żyje podwójnym życiem. W dzień jest zwykłą nastolatką, która uczy się w liceum, ma przyjaciół, chłopaków, randki, ojca. Nocami zamienia się w wielką gwiazdę, sławną piosenkarkę pop - Hannah Montanę. Ukrywa ona swoją sławną tożsamość żeby żyć normalnym życiem, wolnym od sztuczności i oblegających ją fanów.
No i ja wytrzymałem calutkie 4 godziny tegoż maratonu, czyli całość. Poznawałem historię jej kariery gwiazdy pop i jej rozterki. Alem się uśmiał, hohoho. I nie starczył mi sam maraton, to za mało. Zwiedziłem oficjalne strony aktorów, posłuchałem piosenek z serialu, zorientowałem się kiedy będzie w TV olimpiada Disneya.
Kiedy skończyła się Hannah Montana to zaczął się High School Musical 2. No i tu się już zdziwiłem, bo nie wiedziałem czego się spodziewać. I podobało mi się, chociaż pewnie Burzol ze swoim mjuzikalowym koncikiem wyraził by opinię znawcy i wytknął wszystkie wady i zalety owego musicalu i jego ocena była by prawdziwsza i prawdziwsza. Niemniej, wciąga. Przyjemne pop pioseneczki. Jak się skończyłem to aż chciałem obejrzeć jedynkę. Żałuję tylko, że kwestie bohaterów były dubbingowane, a piosenki leciały w oryginale - po angielsku.
Co mogę powiedzieć więcej? Jak widać, był to dzień pełen lukru, masochizmu i nudy. Ale fajnie, odpoczął człowiek.