Dzień, w którym upolowałem sobie obiad.
Historia polowania wydaje się być prosta jak przysłowiowy drut. Człowiek w końcu wyszedł ze swojej pieczary krzycząc, że dość jedzenia zieleniny i robaków, że czas na coś innego. I tak, krok po kroku zaczął polować, rękami, kijami, kamieniami, dzidami, nożami, bronią palną… Dzisiaj już nie trzeba polować, wszystko jest w sklepach, polują tylko najbogatsi. Płacą grube pieniądze żeby upolować sobie np. żubra. 
Tego po południa nastał taki czas, że i ja wyszedłem ze swojego pokoju-pieczary krzycząc. Musiałem bowiem zrobić sobie obiad a dość już miałem jakiś tostów i grzanek. Nie jestem dobry w gotowaniu, bo nie mam podzielności uwagi. Tu się smaży mięso, tam “pyrkają” na ogniu ziemniaczki a obok jakieś warzywka się gotują. I skup się tu teraz, żeby wszystko w odpowiednim momencie powyłączać. Żeby warzywko się nie rozgotowało, mięso nie spaliło a woda z ziemniaków nie zaczęła kipieć. Ja nie potrafię. Dlatego moje obiady są proste, zazwyczaj jednodaniowe i jedno składnikowe. Na przykład frytki. Albo jakaś pizza czy lasagne (mam na myśli, że na talerzu jedzenie nie dzieli się na parę obozów tylko jest w jednej kupie).
Totalnie nie miałem pomysłu na coś ciekawego, więc włączyłem Internet i w oczy wpadł mi omlet! Przepis na którym się wzorowałem znajdziecie tutaj.
Zajrzyjcie do składników. W lodówce znalazłem tylko 5 pierwszych rzeczy. Dlatego też podczas przygotowywania potrzebny był mi jedynie punkt 2,3 i w połowie 4. Zdjęcie obok przepisu wyglądało wtedy - dla człowieka głodnego - niesamowicie. Zrobiło mi “smakę” więc zabrałem się do roboty. Kuchnię uwaliłem w jajach i serze, śmietana jakoś dziwnie nie chciała się zmieszać z jajkiem (a była dobra, próbowałem).
Udało się, otrzymałem w miarę jednolitą konsystencję. Rozpuściłem masełko i wlałem całość. Głupio zrobiłem, bo nie przeczytałem, że to na dwie porcje. Nie mieszałem tego, bo przecież nie robiłem jajecznicy. Elegancko całość zaczęła się rumienić. W przepisie jasno jest napisane, że “Kiedy spód się zarumieni, a środek jest jeszcze nieco płynny położyć na nim połowę nadzienia, złożyć na pół i smażyć jeszcze przez chwilę.” Ja nadzienia żadnego nie miałem, więc po cholerę miałem go składać na pół? Jednak kiedy boki się pięknie zarumieniły to środek nie był “nieco płyny” ale był po prostu surowy i rozlany. Stwierdziłem, że nie ma rady, trzeba to przewrócić jakoś na drugą stronę bo chyba wrzuciłem za dużo jaj na raz. Jeszcze chwilę odczekałem i nagle czuję, jak mój omlet się jara i widzę trochę dymu. Szybko biorę w łapę dwie łopatki i przewracam mój niedoszły - lub doszły aż za bardzo - obiad. Niestety, nie udaje się. Omlet rozrywa się w dziwny sposób na dwie części, gdzie jedna jest w pół surowa a druga czarna.
Wkurzam się strasznie, no bo zmarnowałem sześć jaj na jakiś głupi eksperyment kulinarny zamiast po ludzku zjeść co to zawsze. Wychodzę przed dom w wrzucam do kubła swojego czarno-surowego omleta. W koszu sie jeszcze trochę paruje od tego dymu. Po powrocie widzę w kuchni delikatną mgiełkę. Włączam dmuchawę, uchylam okno i czekam. Cały czas myślę, co zjeść na obiad. Jakoś się uczepiłem tych jajek. Zrobiłem sobie prostą i klasyczną jajecznicę. Bomba.
Wychodzi więc jasno. Człowiek długo uczył się w jaki sposób wyciągać swoje posiłki z lasu i w jaki sposób je jeść. Ja jeszcze trochę się pouczę jak wyciągać je z lodówki i jak, co najważniejsze, przygotować je do smacznej i jadalnej formy.
A na razie jedna nauczka: nigdy więcej przepisów z kulinarnego Onetu.
szybkie. Criss zawsze miał zamiłowanie do wolnych piosenek, do rożnego typu balladek. Dało się to wyraźnie odczuć na jego pierwszej solowej płycie z 1978 pod szyldem KISS wydanej razem z solowymi płytami pozostałych trzech członków zespołu (wszystkie wyszły jednego dnia). Zatytułowana była po prostu “Peter Criss”.
