TheElder.net - Domator

piątek 13 lipca 2007 , 8:51 po południu

Iggy & The Stooges (24.VI.2007)

Autor: Domator

Długo się obijaliśmy, oj długo! Przeleciał nam Pan Czerwiec z zaledwie kilkoma aktualizacjami. Ale nic straconego, materiały na nowe teksty są, więc należy się wakacyjnie spodziewać częstszych aktualek (chyba, że ogarnie mnie leń totalny, w końcu to sezon ogórkowy, więc pewnie tak będzie). Póki co, mam tu do napisania relację z koncertu Iggy Pop’a we Wrocławiu. Było to 24 czerwca. Czyli że miałem małego zamuła, skoro pisze o tym tak późno. Ale co tam - zaczynamy.

Iggy Pop to postać, którą znałem tylko z opowiadań. Wiedziałem, że ktoś taki istnieje. W ogóle nie znałem jego muzyki. Oprócz, oczywiście, Pasażera.
Pewnego razu kupiłem tygodnik “Przekrój” i był tam niezły artykuł właśnie o Iggy’m. Tak mnie zaciekawił, że pościągałem sobie parę płyt. Dopiskom o koncercie we Wrocławiu pod artykułem tymczasowo nie byłem zainteresowany.
Muzyka mi się spodobała, kawałek I Wanna Be Your Dog uważam za mistrzostwo. No i nie wytrzymałem, kupiłem bilet. Dziwiło mnie niesamowicie, że tak mało znany w Polsce artysta ma szansę tutaj zagrać i to za takie śmieszne pieniądze. W końcu udało się.

Stwierdziłem, że przed takim frontmanem (obejrzałem sobie wcześniej na youtube na co tego pana stać) nie mogę być gdzieś daleko, lecz pod samą sceną. Więc udało mi się zamówić bilety pod samą sceną.

We Wrocławiu spotkałem się z Leonidasem (znanym z częstych komentarzy tutaj) i Rusisem. Wypiliśmy parę piw ale mi się już paliło, żeby ustawić się pod bramą i wbić już do hali. W końcu zaczęli wpuszczać, szybko się z chłopakami pożegnałem i ustawiłem się w kolejce. Czekało mało osób, dlatego też zmieniono miejsce koncertu. Po prostu sprzedaż biletów była za mała. Dziwi mnie to, kurczę. Ja rozumiem, żelazna kurtyna itd., i przez to znajomość niektórych artystów jest w naszym kraju bardzo mała. Ale kto się zagłębia w temat ten wie, że to żywa legenda. The Stooges obok zespołów takich jak Black Sabath, Jimi Hendrix czy Led Zeppelin uznawane jest za prekursorów cięższej muzyki. The Stooges obok New York Dolls zaliczane jest do prekursorów punku. Gdzie wy byliście, wszyscy “znawcy”?

Staliśmy trochę pod ta sceną, rozmawialiśmy sobie. Spotkałem ciekawą dziewczynę z Francji. Swoim łamanym angielskim próbowaliśmy pogadać i dowiedziałem się, że dzisiejszej nocy zobaczy Iggy Popa po raz siódmy. Trzeci na tej trasie.
W pewnym momencie zacząłem rozglądać się po całej hali. Patrząc w prawo na trybunie siedział jakiś koleś w słuchawkach i z kimś rozmawiał. Podobny do Wojewódzkiego, pomyślałem. Cóż, okazało się że Kuba Wojewódzki będzie na tym koncercie konferansjerem. Wyszedł do nas po jakiś 20 minutach. Oznaczało to, że show się zaczyna.
Pod pachami miał dwie gumowe lalki. Przywitał się i powiedział, że przećwiczymy rzucanie się w publiczność. Sru, rzucił lale gdzieś przed siebie, trochę poskakały po widowni ale zaraz ktoś upuścił powietrze z jednej i sobie ją wziął. Czego to ten Wojewódzki nie zapowiadał! Że zaraz wejdzie legenda (prawda to), rówieśnik Zbyszka Wodeckiego, że zaraz będzie się obnażał, rzucał w ludzi, da komuś w ryja i że wytarza się w szkle. Ludzie się zagrzali, chyba nikt normalny nie pomyślał, że 60-letni człowiek zrobi to wszystko. Owszem, Iggy to wulkan energii. Niech ktoś spojrzy na niego i powie, że dragi nie konserwują. Ale bez przesady, on już od paru lat nie robi takich numerów (no, czasem się obnaży ale w szkle to tarzał się w latach 70)!
Potem zaczął rozrzucać jakieś konkursowe płyty. Znowu wszystko przed siebie, nic na lewo, nic na prawo. Za chwilę powiedział, że Iggy lubi krew na koncercie, więc wziął butelkę krwi i zaczął lać ludzi. Niezdara z niego, bo okrwiony został fotograf a widzowie (pal licho, że lał po środku) dostali delikatnie przy barierkach. Do tego jeszcze Wojewódzki uparł się, żeby ćwiczyć śpiewanie jakies piosenki Iggy’ego. Ludzie zaczynają: Now I Wanna Be Your Dog! a on, że nie, że lepiej coś innego. I intonuje lalala z The Passenger. Iggy nie zagrał Passengera, bo to solowy numer a on grał razem z The Stooges. TO też po koncercie parę osób z widowni zbluzgało Wojewódzkiego. I bardzo dobrze.
Następnie Kuba zapowiedział support - zespół Lecha Janerki. Nie uniknął przy tym standardowych i nudnych dowcipów o polityce, które niby miały nawiązać do numerów Janerki, takich jak m.in. “Żelazny muł” (toto niby o Giertychu).

Nie podoba mi się muzyka Janerki. Aczkolwiek motywy z instrumentem smyczkowym były świetne. Akustyka była jakaś taka gówniana, że nie rozumiałem słów piosenki. Brawo Polacy, robicie koncert na którym nie da się zrozumieć wokalisty - rodaka!
Po występie Janerki było pół godziny przerwy. Ani w głowie było mi iść po coś do picia czy jedzenia. Miałem świetne miejsce i nie mogłem doczekać się wejścia samego Iggy’ego!

W końcu pół godziny minęło. Bez zbędnych zapowiedzi muzycy weszli na scenę i zaczęli grać. Gdy za muzykami wyszedł sam ON to tłum, jak się można było spodziewać, oszalał. Taniec tego człowieka jest niesamowity. Jest on mniej więcej w wieku mojego dziadka. Gdyby to dziadek pokazał takie wygibasy, skoki i w ogóle energię, to prawdopodobnie skończył by w szpitalu!
Przyznaję się, że nie pamiętam całego koncertu. Zawsze na koncertach walczę sam ze sobą. Z jednej strony odzywa się strona dokumentalisty, czyli zboczenia nabytego przez bootlegi KISS. Ogląda człowiek koncert i przed telewizorem - siłą rzeczy - nie będzie skakał. Więc skupia się nad tym, co pokazuje zespół. A to w jakiej formie jest wokalista, w jakiej gitarzysta a jak radzi sobie bębniarz. Z drugiej strony odzywa się we mnie zwyczajny widz, który w dupie ma wszelkie obserwacje i chce się po prostu bawić. Wypośrodkowałem sam siebie…
Najbardziej podobał mi się moment śpiewania “1969″ i “I Wanna Be Your Dog”. Cała hala śpiewa słowa tego drugiego, Iggy schodzi pod barierki, mam go na wyciągnięcie ręki i czochram go po głowie. Niezłe przeżycie.
Równie mocno podobało mi się podejście lidera do widowni. Na “No fun” zaprosił ludzi na scenę. Na oko weszło tam z dwudziestu widzów, ochrona była bezradna. Ramię w ramię z Iggy’m tańczyli na scenie! Skoro nawiązałem do ochrony, to był tam jeden taki delikwent. Kazał chować aparaty, telefony. Kazał nawet gasić ludziom papierosy. Iggy to zobaczył i… opluł go! Reakcja ochroniarza nie mogła być inna, niż tylko zaczerwienienie się ze złości i stanie prawie na baczność. Na koncercie mnóstwo było smaczków tego typu. Widać, że każdy koncert The Stooges różni się od siebie dzięki frontmanowi. A do tego dochodzi sprawa oczywista, czyli świetna muzyka. Zgrali stare kawałki z tymi z nowej płyty. Według mnie, to nie odbębnili swojego i nie pojechali. Chociaż mogli, bo grali w Polsce dla zaledwie paru tysięcy. Ja bym odwalił pełną fuszerkę. Ale oni tego nie zrobili. Zespół czuł luz, więc czuła go też publiczność.

Iggy, proszę, przyjedź jeszcze raz!

* * *







"Moim marzeniem jest uratować ich od natury."
Christian Dior
BYKOM STOP!Spam Karma 2.3GET FIREFOX!Powered by WordPress