TheElder.net - Domator

niedziela 25 lutego 2007 , 4:41 po południu

Domena CharlesBukowski.pl

Autor: Domator

Jeżeli wpiszecie w Google “Charles Bukowski”, to pierwszy wynik jaki wam wyskoczy będzie polską stroną! Z tego co mi wiadomo, owa polska strona była jedną z pierwszych na świecie poświęconych tylko i wyłącznie Bukowskiemu. Potem wyskoczą wam dwie Wikipedie, Polska i Angielska aż w końcu wyskoczy sieciowy gigant - Bukowski.net. Za dużo takich stron nie ma co mnie dziwi. Na wyżej wymienionym Bukowski.net po otwarciu forum wyszło ilu maniaków siedzi w Internecie i jakie było na taki produkt zapotrzebowanie.
Otwarcie polskiego serwisu chodziło mi po głowie, porwałem się z motyką na słońce i pojawiła się kwestia praw autorskich. Szanuję prawa autorskie, więc z serwisu po prostu zrezygnowałem. Niedawno zakiełkował nowy pomysł, by stworzyć zwykłą stronkę, taki pomnik dla pisarza. Nasza polska strona nie żyje od roku 2003, zawdzięczam jej wiele, w tym samo odkrycie Bukowskiego (długa historia)! Więc nabyłem domenę - CharlesBukowski.pl i napiszę, gdy stronę skończę. To nie będzie wielki serwis, tylko stronka w prostym HTML, w hołdzie dla Bukowskiego. Następny pomnik.

* * *

środa 21 lutego 2007 , 8:07 po południu

Opowieści z Milandu…

Autor: Domator

Jakoś nie mam weny na konkretny wpis, więc wkleję wam dwa zdjęcie, z życia wzięte, jak to mawiają.

Mam przy szkole mały sklep spożywczy o nazwie Miland. Pracuje w nim pani Halina, która boi się licealistów kupujących drożdżówki, coca-colę i kradnących batoniki.
Oto pewnego razu, gdy stałem sobie za sklepem podszedł do nas gość, którego znaliśmy bardzo słabo z innej, równoległej klasy. Po oczach dało się wyczuć, że lubi sobie zajarać. Przywitał się z nami i powiedział:
- Kurwa, trza by było po jakieś fajki iść. - I poszedł.
Za chwilę, bardzo krótką chwilę, ktoś nas zawołał. Obróciliśmy się i o to co zobaczyliśmy:

Delikwent z dachu

Boże, nie codziennie widzi się kolesia otwierającego paczkę papierosów na dachu sklepu spożywczego!

Z innych milandowych akcentów:

Dziadzia

Dziadzia. Bardzo miły facet, ale trochę za dużo uprawia żulerki. Pomaga panią ze sklepu, odgarnia śnieg, podaje pomarańcza, pali papierosy i pije piwka. Najlepszy i najmilszy “lokator” Milandu

* * *

piątek 16 lutego 2007 , 10:25 po południu

“Grindhouse” - petycja

Autor: Domator

Polska to dziwny kraj, ale o tym przecież wiecie.
Rodriguez i Tarantino znowu zebrali się razem i zrobili wspólny projekt o nazwie “Grindhouse“. Ich wizja po raz kolejny mnie zaskoczyła. Jak zrozumiałem z plakatów i trailera, to pomysł polega właśnie na tym, by widz spędził w kinie 180 minut oglądając pod rząd dwa różne filmy. Oczywiście Polak potrafi. Postanowiono sobie olać ideę twórców i obraz zwyczajnie podzielić na Vol. 1 i Vol. 2. Nie rozumiem dlaczego. Jakoś “Władca pierścieni” nie był dzielony, a trwał kurewsko długo i był nudny. Kto zna Tarantino ten wie, że to reżyser dbający o każdy szczegół i o to, by jego wizja trafiła w całości na ekran.
Proszę was więc, byście podpisali petycję do polskiego dystrybutora w sprawie “Grindhouse”

P E T Y C J A

Dodatkowo zamieszczam wam trailer, byście wiedzieli czego się spodziewać i pod czym się właściwie podpisujecie.
W sumie to nie wiadomo, czy petycja coś da, ale chyba warto spróbować. Niech chociaż wiedzą, że ich pomysł jest kretyński.

Jak dla mnie to jest świetny i panowie reżyserzy znowu skopią mi dupę.

Źródło dzisiejszej notki.

I jeszcze zupełnie z innej beczki - wystawiłem nowe aukcje.

* * *

czwartek 15 lutego 2007 , 7:09 po południu

Johnny Depp użyczy głosu w animacji wg. prozy Bukowskiego

Autor: Domator

Johnny Depp użyczy głosu w animacji wg prozy Bukowskiego,2007-02-15- - FILMWEB.pl

Wspaniały news (dzięki uprzejmości Burzola)! Aż by się chciało czytać takie codziennie :) . Jak widać po poprzednich filmach, czyli Ćmie barowej i Factotum, to ekranizowanie pana Bukowskiego jest ciężkim orzechem do zgryzienia.
Tutaj idą po ogień opowiadania i do tego w wersji rysunkowej. Kiedyś widziałem rysunkową adaptację wiersza, udała się fe-no-me-na-lnie! Jej tytuł to The Man With Beautiful Eyes.
Czy bożyszcze kobiet i gładki chłopiec jakim jest Deep podoła misji? Gdyby go pobrudzić to nadał by się świetnie (tak przynajmniej sądzę). Napawa mnie tez optymizmem inspiracja panem Crumbem. Może to skojarzenie złe, bo on tego rysował nie będzie ale facet za stołem, którego możecie podziwiać wyżej jest jego autorstwa. Rysunek pochodzi z książki Bukowskiego, Crumb ilustrował niejedną książkę Buka i to we wspaniały sposób. Inna sprawa, że skoro Deep wyprodukuje film to znaczy, że i do roli powinien się przyłożyć :) .

Ciekawi mnie co wezmą na warsztat. Cztery opowiadania. Jest w czym wybierać i jest wyzwanie, by przerzucić to na ekran. Będę śledził ten projekt z niecierpliwością. Pozostaje tylko czekać. Czekać i na animacje i na film, gdyż przy okazji premiery Factotum dowiedziałem się, że prawa do powieści The Post Office (znanej w Polsce jako Listonosz) zostały już wykupione.

* * *

wtorek 13 lutego 2007 , 10:10 po południu

Psy wojny i Englert

Autor: Domator

Do audio booków podchodziłem zawsze z rezerwą i pewnie dlatego nigdy żadnego nie odsłuchałem. Owszem, mam jakieś tam archiwa Bukowskiego i Ginsberga gdzie czytają pojedyncze wiersze ale to jednak nie to samo co cała książka. Okazja do straty dziewictwa pojawiła się wczoraj, gdy w Gazecie Wyborczej dali płytę, gdzie Jan Englert czyta Psy wojny. Cała kolekcja ma się składać z 21 płyt a każda ma mieć zawartość książki nagraną w formacie mp3. Wspaniałe rozwiązanie, człowiek wrzuci to sobie do odtwarzacza i idzie przed siebie.
Jako, że jadę do szkoły aż przez 40 minut to sobie tą płytę puściłem. Cholera, wciągnęło mnie. Englert nie bawi się w przesadne udawanie głosów jak ojciec czytający dziecku, nie przeżywa ale i nie jest wypruty z emocji jak lektor w filmie porno.
No i słucham sobie, słucham (dobra ta książka) i nagle film mi się urwał. Patrzę, a tu tramwaj zaczyna już drugi kurs. Czyli przespałem całą pętlę ale szczęśliwie wysiadłem na pierwszym przystanku trasy. Nienawidzę tego.

(Ale i tak czekam na płytę z drugiego lipca gdzie Marek Kondrat będzie czytał Złego!)

* * *

niedziela 11 lutego 2007 , 4:03 po południu

Cheer up, emo kid!

Autor: Domator

Dojrzewanie zawsze jest trudnym orzechem do zgryzienia dla człowieka. Tu się zmienia autorytet, tam gust muzyczny czy literacki, za chwile widzisz, że twoje ciało przechodzi okropne zmiany i twarz masz całą w jakiś ropiejących krostach. Do tego po paru latach odkrywasz, że byłeś tak wielką emo ciotą, że aż strach. Pisałeś wiersze o aniołach, słuchałeś poezji śpiewanej, nie ruszałeś książek które nie mówią o problemach młodzieży i widziałeś jak świat zostawia cię w tyle. Nikt cię nie rozumiał. Najmniejsze gówno mogło zburzyć twój światopogląd i mogłeś użyć żyletki na sobie czy nawet skoczyć z okna.

Ania z Gdańska nie wytrzymała. Nakręcenie jej tyłka kamerą przez kolegów było takim ciosem, że jej ostatnim przyjacielem stała się skakanka.
Czasami oglądam swoich rówieśników i myślę, gdzie Dobry Bóg i moja matka popełnili błędy. Nie jestem taki jak oni. Z niejednym dzieje się teraz to, co ja mam już za sobą. Nie uważam się za dorosłego, dojrzałego. Nie pokazuję ludziom, że góruję nad nimi jak słońce. Idę swoją drogą, i patrzę kogo mijam. Poznaję osoby, które na co dzień, gdy spotykają ludzi w twarz, są szydercami, cwaniakami, czuja się ponad to wszystko. Gdy wracają do domu widzą, że nie porozmawiają ze ścianami, są sami, wchodzą do Internetu. I zaczyna się. Zmieniają się w artystów, wrażliwych chłopców szukających akceptacji. Odkrywają, że zaczyna im czegoś brakować. Dochodzą do wniosku, że chociaż mają 14, 15 czy 16 lat to na pewno brakującym ogniwem jest kobieta. I miłość. Są zdesperowani, olewani przez kogo można, śmieją się z ludzi w życiu, ale to w Internecie śmieją się z takich jak oni. Śmieją się z emo. I dobrze

Nie rozumiem i chyba nigdy nie będę rozumiał jak można tego nie zauważyć i nie zmienić się. Uważam, że człowiek zaczyna najlepszy okres swojego życia właśnie w okolicach lat 16. I nie potrzeba stałego, poważnego, życiowego związku żeby się wyszaleć. Żeby robić coś, co kiedyś będzie się wspominało ze łzą w oku. Po co nam dorosłość, dorosłość nie umiejętnie wykorzystana zamienia się prędzej czy później w odpowiedzialność, cholerną odpowiedzialność.
Apeluje z tego mało poczytnego i skrytego miejsca (bo mam nadzieję, że te osoby które powinny wezmą to sobie do serca a przestaną marnować czas na jakieś narzekania i płacz): Bawcie się. Nie stosujcie się do durnego Carpe Diem, lecz po prostu bawcie się. Żebyście mogli kiedyś, pufając fajkę przed domem i gładząc długą siwą brodę powiedzieć: “Wyszalałem się. Wtedy, gdy była to dobra chwila”.

* * *

czwartek 8 lutego 2007 , 10:57 po południu

Szósty luty przechodzi do historii.

Autor: Domator

W życiu znałem trzy osoby, które miały ambicje by napisać książkę. Nie zbiór opowiadań czy wierszy, a powieść. Niestety, cała trójka wybrała za swój target fantastykę. Z jednym z nich straciłem już kontakt. Ale przez cały rok naszych zdawkowych rozmów w bibliotece na pytanie jak mu idzie odpowiadał zawsze “46 i pół strony”. Streścił mi fabułę tej książki i chociaż w dużym skrócie, to nie wróżyłem mu za dobrze.
Potem dwójka osób, które poznałem na początku roku szkolnego. Po jednej spodziewałem się więcej po drugiej mniej. Jak się okazało ta pierwsza pokazała mniej a druga więcej, ironia losu ;) Ale oni z tego co wiem w swoich projektach trwają i jakoś im to idzie.

Czas na mnie. Nie myślcie proszę, że to po to żeby pokazać kolegom że i ja potrafię mówić “hej, zacząłem pisać KSIĄŻKĘ!”. W ogóle nie mam ochoty zabierać się za fantastykę która w domowych wydaniach kojarzyć mi się będzie zawsze z pryszczatym nastolatkiem, który ma przetłuszczone włosy i prawie przepisuje dzieła mistrzów lub wali oklepanymi schematami lub rozpisuje się z dokładnością mistrza RPG.

Ja właściwie nie wiem jeszcze co to będzie. Mam zarys tego w głowie ale zanim skończę i popoprawiam to minie dużo, bardzo dużo czasu. Nie piszę też drugiej biblii ani drugiej Lalki. Czyli nie będzie grubości, dwuznaczności, tajemniczości, poetyckości ani silenia się na inteligenta. Nie odkryje literackiej ameryki, nie mam aspiracji na nagrodę Nobla czy Pulitzera.
Przewidywana premiera to jesień 2008. Oczywiście mówimy o formie książki, normalnie wydanej, dostępnej przez Internet i kilka księgarń. Mam już plan co do wydania tego, także to nie tak, że sobie marzę i wam o tym piszę.

Ale ja tu gadu gadu, a przecież mam dopiero pierwsze rozdziały, wpierw trzeba coś napisać żeby potem reklamować. Dlatego to taki wstępny news, następnego nie napiszę zanim nie zrobię większego kroku w przód. Nawet nie wiem czy podołam, więc jak kiedyś zobaczycie tu wpis że wdupiłem to nie piszcie “a nie mówiłem” :) . Cendrars zaczął pisanie “Złota” w wieku 15 lat, więc nie jest ze mną tak źle…
Roboczy tytuł i jakieś spoilery - później, później, później.
Grunt, że wystartowałem.

UPDATE 18/09/2007: Oczywiście projekt porzuciłem. Oczywiście.

* * *

poniedziałek 5 lutego 2007 , 12:26 po południu

Żałosne żłopanie piwska po raz XXII

Autor: Domator

Tytuł jest oczywiście żartem, kto kojarzy komentarze na Bastionie ten zrozumie ;)

XXXII przełomowe spotkanie wielkopolskich fanów Star Wars odbędzie się 10 lutego. Zbiórka o tradycyjnej godzinie 12, w tradycyjnym miejscu, czyli na Starym Rynku, pod Dramatem (na przeciw Ratusza). Z pewnością bardzo łatwo będzie wypatrzyć naszą fanowską grupkę, bo będziemy jedynymi, którzy nie będą patrzeć w górę na trykające się koziołki ;). A w planach spotkania: tradycyjne dyskusje, rozmowy i gry towarzyskie, oraz obowiązkowy punkt programu - niezwykle zacięty turniej w Star Wars Miniatures.
Serdecznie zapraszamy.

W sumie to daję to ot tak, dla formalności. Bo potem jak mi będą kazali pisać raport to się zasłonię wklejoną z Bastionu zapowiedzią…
Aha, przyjedzie Z A B R A K!

* * *

niedziela 4 lutego 2007 , 11:30 po południu

“Szczypali, szczypali i się wyszczypali!”

Autor: Domator

Już na samym wstępie napiszę coś, co i tak każdy wie. Nie lubię sportu. Dlatego dzisiaj zamiast finału piłki ręcznej oglądałem jakąś debatę młodzieżówek politycznych z profesorem w telewizji regionalnej :)

Pamiętam, że w moim domu piłka noża była zawsze. 90% rodziny to wielcy kibice. Z tego ich kibicowania zapamiętałem też, że nigdy nie wygrywamy, ale czy chcemy czy nie, to piłka nożna jest u nas najpopularniejsza. Długo w polu dyscypliny nr 1 w Polsce nie było innego sportu. I wciąż nie ma, bo wszystko inne jest tylko sezonowe.

Pojawił się Adam Małysz. Ten wąs z Wisły wywalczył dla swojego kraju dużo, więc po jakimś czasie pojawił się termin “Małyszomanii”. Kubki, breloczki, smycze, gry komputerowe i inne gówna z Adamem. Kiedy nagle Adam przegrał, stwierdzili, że już się kończy jako sportowiec. Nie było już sensu oglądać tak nieprawdopodobnie nudnego sportu tylko po to, żeby mieć o czym rozmawiać rano w spożywczym.

Pojawiła się Otylia ze swoim pływaniem, czyli dyscypliną którą oglądała tylko garstka zapaleńców. Było miło, do czasu aż nie zabiła brata. Ona się trudno z tego zbierała, nikt nie chciał czekać aż się pozbiera do końca więc wyłączyli telewizory.

Włączyli je stosunkowo niedawno, by obejrzeć sukcesy siatkarzy. Nikt w sumie nie rozumie zasad siatkówki, więc patrzy się tylko na rosnące punkty. Wywalczyli srebro, i każdy czuł już, że właściwie siatkówka była w jego sercu zawsze na pierwszym miejscu i potrzebował czasu by to odkryć.

Z nowymi odkryciami byli przygotowani na ostatnie dni, które na szczęście są już za nami. Oto “Szczypiorniści” (słyszałem już kilka wersji powstania tej nazwy, każda na jedno historyczne kopyto) mają srebro. Zauważyłem jakiekolwiek transmisje tego sportu dopiero parę dni temu.
Tytuły w gazetach, które miałem okazję czytać na przystankach były za słodkie. Przed wczoraj jechałem do szkoły inną trasa niż zwykle, kawałek trasy spędziłem w autobusie. Tam dwóch pijaczków rozmawiało sobie, między stekiem bzdur usłyszałem:
“Kurwa, ziom, ale się dzieje w tym sporcie. Każdy miał piłkarzy ręcznych w dupie, a tu co? Szczypiorniści! Szczypali się, szczypali i się wyszczypali!”. Mimo, iż na kilometr wiało od niego sezonowym kibicowaniem (no i piwem, rzecz jasna) to miał rację. Każdy miał piłkarzy ręcznych w dupie.

Przyszłośc reprezentacji

* * *

czwartek 1 lutego 2007 , 8:09 po południu

Metamorfoza!

Autor: Domator

Dzisiaj znowu krótko.

Otóż przeżyłem małą transformację, już nie mam włosów jak murzyn, obciąłem je i wyglądam teraz jak jeszcze większy idiota. Jeżeli miniecie mnie na ulicy i nie rozpoznacie, to nie obrażę się. Włosy w porównaniu z poprzednimi są króciutkie, po obcięciu wyglądały jak te z Oświęcimia. Dziwnie się czuję…

* * *







"Wielkim artystą jest ten, kto zwalcza w sobie romantyka."
Henry Miller
BYKOM STOP!Spam Karma 2.3GET FIREFOX!Powered by WordPress