To kult!
Przymiotnik “kultowy” bywa często nadużywany w odniesieniu do dzieł filmowych czy literackich (…)
- Z okładki książki W drodze
Oglądam sobie wczoraj Polsat i reklamują odcinek serialu “Chirurdzy”. Fajnie, pierwsze słyszę o takim serialu ale pewnie obejrzę. Za chwilę słyszę głos lektora: “Kultowy serial powraca na antenę”. Potem reklama pierwszej części Szklanej pułapki. “Kultowy film akcji!” - mówią. Ale czy tylko Polsat puszcza takie babole? Ależ nie! TVP 1 uznało Lost za niesamowicie kultowy.
Rzecz dotyczy nie tylko telewizji, mówimy też o grach np. takich jak KULT, gra ta już w dniu premiery była reklamowana jako rzecz kultowa.
I już mnie to denerwuje. Należy sobie postawić pytanie czym jest “kultowość”. Więc? Dla mnie zawsze było to słowo używane oszczędnie, nadające czemuś naprawdę wysoką rangę. O, na przykład Secret Service - 100% kultowości! Tak samo jak z Gwiezdnymi wojnami czy paroma innymi rzeczami (nie chcę się rozpisywać, takich rzeczy było by pewnie więcej). Wyszło mi więc, że przylepianiu czemuś takiej naklejki to sprawa bardzo subiektywna. Czy nie uważacie jednak, że określanie tak filmów nowiutkich, świeżych i nie znanych za bardzo (mowa o owych Chirurgach) to przesada? Bo ja tak uważam, i za prawdę powiadam wam, zaczyna denerwować mnie wszystko co KULTOWE! A ostatnio mam wrażenie nasiliło się to aż za bardzo, bo gdy coś jest reklamowane właśnie w ten sposób, to przyciąga nowe osoby, które nie mają swoich małych kultów u siebie.
Morał tej krótkiej notki będzie banalny. Miejcie swoje kulty (ha, może nawet pewnego dnia spiszę swoje kultowe pozycje i umieszczę je na jednej liście), nie dajcie się zalewać papką, która to wcale a wcale nie jest kultem, a zwykłym gównem.