TheElder.net - Domator

środa 31 stycznia 2007 , 2:32 po południu

31 stycznia ssie

Autor: Domator

Obudziłem się rano, wszystko zapowiadało się idealnie. W końcu zrobiłem sobie przerwę od szkoły (jednodniową ale zawsze)!
I jako, że dzień ten strasznie ssał to wypiszę wam w punktach (trójca święta dnia) dlaczego:

- Rano zabrakło mleka na moje “kakało”
- Książka Hemingwaya o którą się mordowałem, czyli “Słońce też wschodzi” została wystawiona na Allegro za 10 zł “Kup teraz” i to aż pięć sztuk. Zapłaciłem 25 zł więcej…
- …Których to 25 zł brakuje mi to rarystasu wystawionego na Allegro, czyli książki dla której zwiedziłemw szystkie znane mi antykwariaty w Poznaniu

No cóż, nie zawsze jest różowo.

* * *

piątek 26 stycznia 2007 , 10:23 po południu

Dear Mr. Bukowski

Autor: Domator

Polecam waszej uwadze świetny komiks (?), który znalazłem na eBayu:

Dear Mr. Bukowski. San Luis Obispo: Garage Graphics, 1979. First edition. No Binding. 12 x 22 cm. [12] loose sheets. Silk-screening done beautifully by Ray Hartman. Publisher’s orange envelope, tied with silk ribbon. ONE of ONLY 50 copies SIGNED by Bukowski. Issued in response to a fan letter inviting the author to dinner with the fan and her four-year-old daughter.
- Z eBay.com

1 i 2
3 i 4
5 i 6
7 i 8
9 i 10
11 i 12

* * *

wtorek 23 stycznia 2007 , 3:35 po południu

Przy świecach…

Autor: Domator

To był czwartek, dnia 18 stycznia bieżącego roku. Wszystko zapowiadało się wspaniale, kolacyjka parowała na stole, telewizor włączony. Przecież zaraz zaczną się Chirurdzy!

Nigdy nie jest tak kurwa pięknie.

Spadek napięcia, komputer się wyłącza. Za chwile stopniowe ściemnianie i rozjaśnianie światła. Pasy na ekranie telewizora. Co jest? Duch? Czułem się tak, jakby mój skromny domek został właśnie nawiedzony. I nagle, jasność, żarówki świecą jakby miały 500 wat! Wygląda jakby sam bóg mnie przyjmował. Za chwilę, jak nie jebnie, jak nie huknie i ciemność. Dajcie świeczkę, albo latarkę jaką! Świecę na swój telewizor, gdzie jeszcze chwilę temu oglądałem dzielnych rezydentów w szpitalu, którzy operują kolarzy z nielegalnego wyścigu. Teraz oglądam dym, dużo dymu. Nie jest więc wesoło. Pozostaje mi przy świecach sobie poczytać, tak jak moi przodkowie, wieki temu. Czytam Skowyt Ginsberga, zdenerwowany.

Po paru dniach już wszystko jasne, telewizor nie był jedyną stratę. Straciłem we wspaniały sposób także wieże, pralkę, lodówkę, dekoder polshitu.

Dzisiaj, 23 stycznia, wszystko poza dekoderem już działa. Wieża ma mały ubytek. Na mojej ulicy wciąż leży to ogromne drzewo - sprawca całego zamieszania.
Współczesny człowiek, pozbawiony prądu jest znudzony. Nie ma co robić! Nie ugotuje sobie człowiek porządnego posiłku, bo lodówka nie działa i wszystko się psuje. Wieczorem, zwłaszcza zimą, można sobie jedynie usiąść na wyrku i pomyśleć co się zrobi jak prąd już będzie, bo żadne światło nie działa, żaden telewizor, żaden komputer. Człowiek przewidywalny spędzi parę dni z telefonem komórkowym który ma pełną baterię i pogra w wężyka albo z jakimś odtwarzaczem muzyki. Niestety u mnie telefon się wyładował, nie mówiąc już o odtwarzaczu mp3…
Na szczęście już po, od 5 dni mam prąd. Nauczyłem się czegoś. Żeby zawsze mieć pełną baterię i zapas świec.

Z innej beczki, dzisiaj poszedłem na pocztę i okazało się że wciskam kobiecie z okienka stare druki. Podczas wypełniania nowych akurat musiał wbić się facet z ogromnym kartonem przesyłek. Czekałem dobre 15 minut. Też tak czasem macie?

* * *

środa 17 stycznia 2007 , 9:10 po południu

Jak bez wysiłku kochać się z murzynem?

Autor: Domator

Okładka...- Słyszała pani? Dwaj Murzyni zjedli studenktkę z uniwersytetu McGill.
- Tak? Skąd to wiadomo?
- Policja znalazła rękę w lodówce.
- Mój Boże! Ta nowa polityka imigracyjna! Będą nam sprowadzać kanibali.
- A swoją drogą, nie zgwałcili jej?
- Trudno stwierdzić, droga pani, została zjedzona.

Czasami idąc do księgarni z tytułem napisanym na karteczce, mając to przeczucie, że kupujemy wielkie arcydzieło, kupujemy gniota. Innym zaś razem, odkrywając jakąś książkę przypadkowo odkrywamy prawdziwe dzieło, książkę prawie doskonałą. Dawno, dawno temu kupiłem czasopismo “Lampa” i odkryłem tam recenzję książki Dany Laferriere’a pod tytułem “Jak bez wysiłku kochać się z murzynem?”. Po raz kolejny sprawdza się przysłowie które mówi, by nie oceniać książki po okładce. Gdybym bowiem zobaczył okładkę, a na niej taki tytuł to w życiu nie kupił bym książki. A wtedy popełnił bym największy błąd i uszczuplił moją bibliotekę o taką książkę! Recenzja w “Lampie” mówiła: “To historia jakby wzięta z (…) Henry Millera czy Bukowskiego”. Czyli kolejna książka ucznia, który spijał każda literę z dzieł mistrzów? Mistrzów uwielbiam, chciałem sprawdzić ucznia. Nie zawiodłem się. Laferriere napisał krótką i wspaniale czytającą się książkę. Ten człowiek zna swoich mistrzów doskonale. Widzimy, jak miejscami autor oddaje hołd swoim ulubionym pisarzom. Autor po uszy siedzi w swojej fascynacji do literatury i pisarstwa. Dzięki temu mógł pozwolić sobie na pozostawienie pewnego dystansu między swoim pisarstwem a pisarstwem które kocha co pozwoliło mu na pewną zabawę z konwencją, która w książkach które dały mu inspirację obowiązują od wielu, wielu lat. Bohater książki potrafi być momentami bardziej autentyczny niż Chinaski u Bukowskiego! Nie sposób go odróżnić od prawdziwego autora, są jednością.
Jednak książka nie opowiada tylko o pisarstwie i czytaniu książek. Tak zwany podmiot liryczny nie pisał by swojego dzieła, gdyby nie liczne przygody z kobietami. Całą książkę podrywa on różne kobiety. Raz jest to kobieta opętana miłością do literatury, innym razem zacięta buntowniczka. Ułożona miłośniczka kotów, dosypująca kokę nawet do naleśników też się znajdzie. Tą rewię kobiet łączy jedno, każda jest biała, a nie jedna jest zdrowo przekoloryzowana. Takie stereotypowe, białe kobiety. Trudno je opisać, lepiej przeczytać.
Bohater żyje w mieszkaniu ze swoim przyjacielem - Bubą. Ten też interesuje się kobietami ale dla odmiany ma fioła na punkcie jazzu i Islamu. Całe dnie spędza na sofie, jedząc, pijąc, czytając i śpiąc tam. I co dalej? Ano nic, książka sama z tym wszystkim idzie do przodu. Z pozoru niewiele się tam dzieje, ale czytanie tego wszystkiego sprawia dużą przyjemność. Fragment, w którym autor śni o spotkaniu Millera i Cendrarsa pijących piwko na ławce i spoglądających na zakrwawionego Bukowskiego jest świetna. I właśnie takich krótkich epizodów jest w książce pełno. Do tego kobiety, jazz i pozorna nuda. Coś pięknego. Nie stać mnie aż na wielkie kwieciste zdania, bo trudno rozpisać się o książce. Recenzja tej książki powinna być jak ona sama - krótka. Lecz po przeczytaniu człowiek żałuje, że książka nie jest dłuższa. Póki co to z niecierpliwością czekam na kolejną książkę Dany Laferriere’a i gorzko żałuję, że nie przeczytałem na czas informacji o jego wizycie w Polsce (było to w październiku). Jedyne co mogę zrobić to postawić na półce ucznia w towarzystwie mistrzów…

Moja ocena: 10/10

Dany Laferriere, “Jak bez wysiłku kochać się z murzynem?”, Państwowy Instytut Wydawniczy 2004

Książkę można zamówić tutaj lub tutaj, warto.

* * *

poniedziałek 15 stycznia 2007 , 9:09 po południu

R E K L A M A

Autor: Domator

Dzisiaj krótko, w celu rozreklamowania swoich towarów.

Nie ważne, czy uznacie to za kolekcjonerstwo, zbieractwo czy za kupowanie śmieci. Jeżeli zostawicie u mnie pieniądze to będzie w porządku. Wystawiłem i pewnie w najbliższym czasie jeszcze będę wystawiał parę aukcji na serwisie Allegro.pl. Jako, że to będzie większa seria to też dlatego okleiłem całe TheElder.net bannerami i buttonami. Banner nad notkami a buttonik tuż obok KISSOnline. Banner zlikwiduję ale button zostanie, bo często wystawiam jakąś pojedynczą aukcję.

I już nie ma na co czekać bo czas ucieka. Klikajcie, klikajcie i jeszcze raz klikajcie. Koniec przekazu.

* * *

sobota 13 stycznia 2007 , 2:46 przed południem

Sentyment

Autor: Domator

Miałem dwa kartony. Duży i miły. Potrzebny był akurat duży, więc musiałem z niego przesypać do dużego wszystko co było w środku. Okazało się, że trzeba przesypać pamiątki z różnych wypadów, sytuacji… Oczywiście zamiast zdrowo przesypać wszystko z kartonu do kartonu to ja przekładałem każdą rzecz pojedynczo. Ku mojemu zdumieniu, znalazło się tam tylko jedno zdjęcie! Dziwnie się czułem patrząc na nie. Może powinienem poszukać ich więcej? W necie (przecież doskonale wiem gdzie leżą) lub u znajomych? Kiedyś nad tym gorzko zapłaczę, w poszukiwaniu straconych dni, pomyślałem.
Cholera, sentymentalny gość ze mnie.

* * *

czwartek 11 stycznia 2007 , 8:38 po południu

Opinia

Autor: Domator

Sklep merlin.pl powoli przekształca się w taki nasz polski odpowiednik amazon.com. Tak jest też na polu recenzji klientów, gdzie można przyznawać gwiazdki i pisać co nie pasowało a co się podobało w kupionym towarze. Postanowiłem wkleić swoją recenzję “Wieszać każdy może”. Zobaczyłem, że jest konkurs na recenzję tygodnia więc co mi szkodziło… Jak było do przewidzenia, niczego nie wygrałem :) Acz dzisiaj wchodząc na skrzynkę by sprawdzić maile ujrzałem mail od adresata “Andrzej Pilipiuk” a w nim:

Andrzej Pilipiuk
< adres@domena.pl > do mnie
09:30 (9 godzin temu)

dziękuję za cenne uwagi - zostaną przemyślane przed pisaniem tomu
szóstego.

pozdrawiam
Andrzej


Andrzej Pilipiuk

Cholera, poczułem się strasznie dziwnie. Ale to fajnie, gdy autor zadaje sobie trud czytania recenzji na jakimś tam sklepie internetowym, a jak jeszcze napisze parę słów czytelnikowi to już w ogóle. Strasznie się zdziwiłem.

* * *

poniedziałek 8 stycznia 2007 , 7:31 po południu

Piękni przegrani

Autor: Domator

Piękni przegrani to najsłynniejsza powieść Leonarda Cohena, kultowa książka lat 60., wysoko ceniona przez krytykę i erotyczne, ale też kult Katarzyny Tekakwitha, indiańskiej świętej z XVII wieku. W dalszym planie powieść dotyka tematu masowych zagład nowożytnych cywilizacji, rewolucji seksualnej, rewolty politycznej lat 60. i kultury masowej jako substytutu religii.
- Z tylnej okładki Pięknych przegranych

Kiedy człowiek czyta taki opis na okładce, to ma ochotę książkę zwyczajnie odłożyć bo wydawca napisał to tak, że wyszedł bełkot, którym jarają się niesamowicie oświeceni literaci. Ja żem jest zwykły chłop, i chcę czegoś normalnego.
Wyszło kiedyś tak, że koniecznie chciałem przeczytać coś Cohena i z braku wolnej kasy zaproponowałem jakąś jego książkę mojej mamie na prezent gwiazdkowy, wybrała Pieknych przegranych. Po przeczytaniu już wiem, że nie warto wierzyć ani krytykom ani opisom z okładki. Podobieństwa do Kerouaca nijak nie da się znaleźć. A jeżeli ktoś znajdzie, to znaczy, że szukał bardzo na siłę. Joyce’a nie czytałem nigdy, ale skoro porównanie do W drodze jest chybione to pewnie i do Portretu… też.
Kim jest Leonard Cohen? Na pewno znacie go ze spotów radiowych i telewizji, bo w Polsce jest sławny głównie za sprawą swojej muzyki. Muzyka niezła do posłuchania ale nie żeby jakoś przeżywać. Przebojowy singiel In my secret life średnio mi sie podobał. Ale często słowo pisane daleko leży od śpiewanego, więc zacząłem czytać.
Piękni przegrani to książka cholernie osobista, napisana przez kogoś, kto debiutował nie prozą a poezją! Efekt był więc dziwny, często autor raczy czytelnika dziwnymi wizjami, sformułowaniami które pasowały by znacznie lepiej do tomu poetyckiego. Autor miota się między tym co chce powiedzieć, tym co wypada mu powiedzieć a tym co może powiedzieć. I mimo, że czasami opisy są odważne jak na czas, gdy ksiązkę wydano, czyli rok 1966 to i tak Cohen boi się wszystkiego nam opowiedzieć. Błądzi między odwoływaniami i “puszczaniem oczek” do znajomych i nie żyjącego przyjaciela a czytelnym i czystym odbiorem czytelnika. Moim zdaniem średnio mu to się udało a czasami wypada wręcz blado. Czytasz, ale z trudem.
Postawiłem sobie pytanie: Dlaczego? Odpowiedź może tkwić w tym, że książki tej nie powinno się ruszać gdy dopiero zaczynasz z Cohenem i ma to być jego pierwsza książka którą czytasz. Polecano mi zaczęcie od Ulubionej gry albo nawet od Księgi tęsknoty (i właśnie leży u mnie na stoliku). Mądry polak po szkodzie, poetyckie książki pełne kwiecistego języka są dla mnie nie do przejedzenia, gdy nie jestem w tych klimatach. Przewalona książka, treści góruje nad formą. Takie przegięcie nie jest dobre dla czytelnika, co innego gdyby było na odwrót i to forma była lepsza od treści. Zasnął bym, ale czytał z łatwością.
Więc, panie Cohen, poromansuję z pana wytworami przy innej okazji, teraz odkładam pana na półkę, po męczącej walce. A ja nie lubię walczyć z książką.

Na koniec mała obserwacja. Jacy są krytycy, to wie każdy kto czyta więcej niż jedną książkę rocznie. Mnóstwo, ale to mnóstwo recenzji przeczytałem, gdzie Piękni przegrani są “głosem pokolenia lat 60″, “manifestem młodych ludzi lat 60″, “największym kultem lat 60!”. Boże, zacząłem się zastanawiać czy ci ludzie czytali tą książkę.

Ocena książki: 3/10

Dopisek (11.01.2007):
“Pięknych przegranych” napisałem, siedząc na zewnątrz, przy stole otoczonym skałami, zielskiem i stokrotkami, przed moim domem na Hydrze, wyspie na Morzu Egejskim. Mieszkałem tam wiele lat temu. Lato było wyjątkowo upalne. A ja nie zasłaniałem głowy. Trzymasz więc w rękach, Czytelniku, coś, co jest bardziej udarem słonecznym niż książką.
- Leonard Cohen, Nota do Chińskiego Czytelnika, Księga Tęsknoty - Wyd. Rebis 2006.

* * *

niedziela 7 stycznia 2007 , 9:39 po południu

“Won z terenu katolickiego!”

Autor: Domator

Abp Wielgus zrezygnował, msza dziękczynna zamiast ingresu - Onet.pl Wiadomości - 07.01.2007, wszystkie cytaty z tej strony.

Gdzie mi tam to polityki kościoła.

Arcybiskup Stanisław Wielgus złożył rezygnację z urzędu metropolity warszawskiego. Papież przyjął rezygnację. Arcybiskup ogłosił swoją decyzję podczas mszy w archikatedrze warszawskiej.

Doskonale. Papież, którego nie znosi tak wielu polaków tylko dlatego, że jest Niemcem, jeździ autem Wojtyły czy też nie potrafi płynnie mówić po polsku przyjmuje rezygnację od człowieka, którego sam wcześniej powołał. Między innymi przez “nienaganną przeszłość”. Oj, Benedykcie, nie zaskarbisz sobie tutaj sympatii ani żaden twój następna dopóki nie posadzą na piotrowym tronie jakiegoś klona pana Papieża Karola.

Potem odczytano komunikat nuncjatury apostolskiej o rezygnacji abp. Wielgusa i jej przyjęciu. Niektóre osoby, usłyszawszy o jego rezygnacji, opuściły katedrę.
“Dokonał się nad abp. Stanisławem Wielgusem sąd. Cóż to za sąd na podstawie świstków, dokumentów trzeci raz odbijanych? My nie chcemy takich sądów” - mówił prymas w homilii.

Tymi oto słowami, tłum zgromadzony w kościele został podburzony i zapaliła mu się lampka - “władzy też się to nie podoba, krzyczymy”. Kościół, świątynia boża, zamieniła się w stadion wypełniony kibicami którzy akurat przegrywali.

I tu dochodzimy do głównego tematu tego wpisu. Zachowania ludzi wierzących, którzy dopiero co opuścili kościół. Myślałem, że między nami a arabami jest kilka wieków różnicy w sprawach religijnych. Dzisiaj widze, że jedyną różnicą jest wiek demonstrujących i brak karabinów. A na poważnie - oto ludzie, którzy na ulicy pokazują zupełnie coś innego niż w kościele. Jak można było obejrzeć w dziennikach, wszystkie formułki o miłowaniu bliźniego, życiu w pokoju i miłowaniu świata poszły zwyczajnie w odstawkę na czas bicia dziennikarzy parasolami, laskami i krzyczenia wielkich haseł. Czasem widywało się też transparenty z… błędami ortograficznymi! Tak, tak! Widziałem w TV napis w stylu “WIELGI WIELGUS”. Ok, napisze zaraz ktoś, że to taka zależność od nazwiska. A ja nie uwierzę. Strasznie mnie zadziwiła ludzka tępota. Stłoczeni jak bydło na ulicy wydawali się być w szale. Dziennikarz z TVN? Polsatu? Gazety Wyborczej? WON! Lustracja powinna wziąć za mordy dziennikarzy (po co?) a nie księży! Porównywanie dziennikarzy do gestapo, morderców. Zapomnienie, że to przecież Wielgus pracował z faktycznym złem, nie media.
Mam taką cichą nadzieję, że takich spraw w najbliższych latach będzie mnóstwo. Tak dużo, że kościół będzie w końcu miał gówno do gadania. Nie tak jak teraz, gdzie do powiedzenia ma bardzo wiele.

Na koniec wklejam film z portalu gazeta.pl. Niech da wam chociaż częściowy pogląd na maszerujący tłum. Obłęd.

* * *

sobota 6 stycznia 2007 , 9:46 po południu

Wieszać każdy może

Autor: Domator

Okładka...Wieszać każdy może. Oto ostatnia książka którą przeczytałem w roku 2006, piąty tom opowiadań z Wędrowyczem autorstwa A. Pilipiuka. Z tą postacią i dzięki temu pisarzowi zacząłem czytać polską fantastykę, którą dzisiaj czytam z chęcią. Uważam, że prezentuje niezły poziom a przede wszystkim jest strasznie rozrywkową literaturą. I o to przecież chodzi, o łatwość czytania. A tą bez wątpienia zawsze serwował właśnie Pilipiuk. Nie jestem w grupie czytelników, którzy uważają, że nic poza egzorcystą z Wojsławic pisarzowi się nie udało. Czytałem kilka jego rzeczy, np. ostatni zbiór opowiadań - 2586 kroków, Operacja Dzień Wskrzeszenia czy Kuzynki. Czeka na mnie Dziennik Norweski i dwie inne książki. Zaletą jego książek jest to, że wciągają. Pisane w taki sposób, że książka wręcz znika w rękach. Było tak przy poprzednich razach, było tak przy nowym Wędrowyczu.

O czym tak właściwie jest Wieszać każdy może? Przypomina mi to zbiór Czarownik Iwanov, gdzie obok kilku krótkich opowiadań znalazło się jedno długie, zajmujące większość książki. W przypadku nowego tomu jest to opowiadanie Pola trzcin. Opowiadania są w standardowej dla autora rzeczywistości. Albo słynne już Wojsławice i ograniczanie się do opowieści o bimberku, stajniach sąsiada, mili/poli-cjantach lub wyruszenie w świat z hukiem, w połączeniu z magią, stworami i egzorcyzmem w wykonaniu Jakuba W. Najdłuższe opowiadanie skupia się właśnie na wielkiej podróży do Egiptu. Jeżeli dodamy do tego duchy Lenina, Dzierżyńskiego, rumuńskie wampiry, zamczyska, sterowiec z okresu I WŚ i kilka klątw to może być ciekawie. Może, ale nie musi. Bo niestety wyraźnie widać, że humor spada z książki na książkę. Jest to moim zdaniem spowodowane raz, ewolucją bohatera o której pisze E. Dębski na tylnej okładce tomiku a dwa, tego, że Pilipiuk powoli staje się ze swoim bohaterem czymś co zjada własny ogon. Bo ileż można pisać coś zabawnego, zamkniętego w pewne ramy (koniecznie wieś, wódeczka etc.)? Parę razy widać się udało, ale ludzie krzyczą więcej a wydawca liczy na zysk, więc pozostaje tylko pisać.

Krótkie opowiadania bronią się właśnie poprzez swoją objętość. Można im wiele wybaczyć bo ono już z założenia miało zajmować parę stron. Czasami jednak, żałuje się, że wątku nikt nie rozwinął. Chociaż tak było na samym początku, krótkie formy i lepiej wstać od stołu nienajedzonym niż rzygając z przejedzenia :) Pola trzcin jednak postanowiłem przerobić na elder bardziej wnikliwie. Bo tam mamy tyle świetnych pomysłów co niedoróbek. Ale po kolei.
Jako pozytywni bohaterowie występują tam: Jakub Wędrowycz, Semen Korczaszko i… 13-letni prawnuk Jakuba - Maciek. To coś nowego, oto do starych pijaków dochodzi dziecko. I o ile Maciej sprawdza się jako tłumacz, dziecko mądre, które zaskakuje swoją wiedzą w najmniej odpowiednich momentach itp. to ni w ząb nie pasuje mi na bohatera pełną gębą, który bawi się bronią, zabija wampiry i steruje sterowcem. Są sceny, które mnie raziły bo były za infantylne jak na taką powieść. To już nie Pan samochodzik czy Norweski dziennik, który podobno zbliżony jest do tej pierwszej serii. Tu 13-latek nie powinien kastrować arabskiego szejka uwalniając cały harem i okradając go z jego milionów. Tak, to Wędrowycz a nazwisko zobowiązuje ale on ma 13 lat, i wciąż rozmyśla o seksie. Strofuje się, żeby nie uprawiać seksu przed 15 rokiem życia i żeby nie pić, bo jest za młody. Dziwnie mi ta postać w książce wypadła, skoro w poprzednich Wędrowyczach takie dzieci były gdzieś tam z boku doklejane.

Podsumowując - całość mi się podobała. Nie jest to najlepszy tom cyklu a krótkie opowiadania potrafią rozśmieszyć (nie wszystkie, rzecz jasna). Niektóre mają świetny, lecz zmarnowany pomysł, inne zaś całe są super. Najgorszym opowiadaniem jest Wieśmin, którego to nie napisał Pilipiuk a laureat konkursu na opowiadanie o tematyce wiejskiej. Psuje to efekt końcowy, lubię takie książki kończyć czymś miłym a tu… Z drugiej strony wyobrażam sobie, że obietnica o opublikowaniu musiała zostać spełniona, nie jest to jakiś bubel a i na otwarcie ksiązki tego nie wrzucą. Został więc koniec.
Oby tylko Wieśmin nie okazał się ostatnim opowiadaniem w ostatnim tomie o egzorcyście. Trud pisania jest duży, pomysłów i pola do popisu coraz mniej, jednak ja i tak kupię 6 tom. Bo Pilipiuk pisze lekko i na nudę jest to świetne.

Moja ocena: 6/10

Wszystkie grafiki pochodzą ze strony wydawcy - Fabryki Słów.

* * *
Starsze wpisy »







"Sezamie, otwórz się - chcę wyjść."
Stanisław Jerzy Lec
BYKOM STOP!Spam Karma 2.3GET FIREFOX!Powered by WordPress