Wieszać każdy może. Oto ostatnia książka którą przeczytałem w roku 2006, piąty tom opowiadań z Wędrowyczem autorstwa A. Pilipiuka. Z tą postacią i dzięki temu pisarzowi zacząłem czytać polską fantastykę, którą dzisiaj czytam z chęcią. Uważam, że prezentuje niezły poziom a przede wszystkim jest strasznie rozrywkową literaturą. I o to przecież chodzi, o łatwość czytania. A tą bez wątpienia zawsze serwował właśnie Pilipiuk. Nie jestem w grupie czytelników, którzy uważają, że nic poza egzorcystą z Wojsławic pisarzowi się nie udało. Czytałem kilka jego rzeczy, np. ostatni zbiór opowiadań - 2586 kroków, Operacja Dzień Wskrzeszenia czy Kuzynki. Czeka na mnie Dziennik Norweski i dwie inne książki. Zaletą jego książek jest to, że wciągają. Pisane w taki sposób, że książka wręcz znika w rękach. Było tak przy poprzednich razach, było tak przy nowym Wędrowyczu.
O czym tak właściwie jest Wieszać każdy może? Przypomina mi to zbiór Czarownik Iwanov, gdzie obok kilku krótkich opowiadań znalazło się jedno długie, zajmujące większość książki. W przypadku nowego tomu jest to opowiadanie Pola trzcin. Opowiadania są w standardowej dla autora rzeczywistości. Albo słynne już Wojsławice i ograniczanie się do opowieści o bimberku, stajniach sąsiada, mili/poli-cjantach lub wyruszenie w
świat z hukiem, w połączeniu z magią, stworami i egzorcyzmem w wykonaniu Jakuba W. Najdłuższe opowiadanie skupia się właśnie na wielkiej podróży do Egiptu. Jeżeli dodamy do tego duchy Lenina, Dzierżyńskiego, rumuńskie wampiry, zamczyska, sterowiec z okresu I WŚ i kilka klątw to może być ciekawie. Może, ale nie musi. Bo niestety wyraźnie widać, że humor spada z książki na książkę. Jest to moim zdaniem spowodowane raz, ewolucją bohatera o której pisze E. Dębski na tylnej okładce tomiku a dwa, tego, że Pilipiuk powoli staje się ze swoim bohaterem czymś co zjada własny ogon. Bo ileż można pisać coś zabawnego, zamkniętego w pewne ramy (koniecznie wieś, wódeczka etc.)? Parę razy widać się udało, ale ludzie krzyczą więcej a wydawca liczy na zysk, więc pozostaje tylko pisać.
Krótkie opowiadania bronią się właśnie poprzez swoją objętość. Można im wiele wybaczyć bo ono już z założenia miało zajmować parę stron. Czasami jednak, żałuje się, że wątku nikt nie rozwinął. Chociaż tak było na samym początku, krótkie formy i lepiej wstać od stołu nienajedzonym niż rzygając z
przejedzenia :) Pola trzcin jednak postanowiłem przerobić na elder bardziej wnikliwie. Bo tam mamy tyle świetnych pomysłów co niedoróbek. Ale po kolei.
Jako pozytywni bohaterowie występują tam: Jakub Wędrowycz, Semen Korczaszko i… 13-letni prawnuk Jakuba - Maciek. To coś nowego, oto do starych pijaków dochodzi dziecko. I o ile Maciej sprawdza się jako tłumacz, dziecko mądre, które zaskakuje swoją wiedzą w najmniej odpowiednich momentach itp. to ni w ząb nie pasuje mi na bohatera pełną gębą, który bawi się bronią, zabija wampiry i steruje sterowcem. Są sceny, które mnie raziły bo były za infantylne jak na taką powieść. To już nie Pan samochodzik czy Norweski dziennik, który podobno zbliżony jest do tej pierwszej serii. Tu 13-latek nie powinien kastrować arabskiego szejka uwalniając cały harem i okradając go z jego milionów. Tak, to Wędrowycz a nazwisko zobowiązuje ale on ma 13 lat, i wciąż rozmyśla o seksie. Strofuje się, żeby nie uprawiać seksu przed 15 rokiem życia i żeby nie pić, bo jest za młody. Dziwnie mi ta postać w książce
wypadła, skoro w poprzednich Wędrowyczach takie dzieci były gdzieś tam z boku doklejane.
Podsumowując - całość mi się podobała. Nie jest to najlepszy tom cyklu a krótkie opowiadania potrafią rozśmieszyć (nie wszystkie, rzecz jasna). Niektóre mają świetny, lecz zmarnowany pomysł, inne zaś całe są super. Najgorszym opowiadaniem jest Wieśmin, którego to nie napisał Pilipiuk a laureat konkursu na opowiadanie o tematyce wiejskiej. Psuje to efekt końcowy, lubię takie książki kończyć czymś miłym a tu… Z drugiej strony wyobrażam sobie, że obietnica o opublikowaniu musiała zostać spełniona, nie jest to jakiś bubel a i na otwarcie ksiązki tego nie wrzucą. Został więc koniec.
Oby tylko Wieśmin nie okazał się ostatnim opowiadaniem w ostatnim tomie o egzorcyście. Trud pisania jest duży, pomysłów i pola do popisu coraz mniej, jednak ja i tak kupię 6 tom. Bo Pilipiuk pisze lekko i na nudę jest to świetne.
Moja ocena: 6/10
Wszystkie grafiki pochodzą ze strony wydawcy - Fabryki Słów.