TheElder.net - Domator

niedziela 31 grudnia 2006 , 11:30 po południu

Rok 2006

Autor: Domator

Pierwsza w historii tej strony tego typu notka. Wrzucona 30 minut przed rokiem 2007. Wrzucona automatycznie, gdy ja gdzieś siedzę i przednio się bawię.
Wcześniej jednak, pokuszę się o obszerne podsumowanie roku 2006. Z pozoru wygląda to na rzecz niemożliwą, przecież w 365 dni dzieje się dużo, cholernie dużo. Jednak spróbujmy.

Blog
W tym roku, w sierpniu ruszyło to miejsce. Wpierw jako część strony o bootlegach a potem jako główna atrakcja z bootlegami gdzieś tam na uboczu.
Rok 2006 dla tej strony to 60 wpisów i prawie (lub już ponad) 100 komentarzy. Licznik dobije pewnie do 1500 odwiedzin. To dobry wynik jak na nie reklamowanego, prywatnego bloga, z małą liczbą czytelników. Mogę powiedzieć, że i ja i Wy spisaliście się :) Ale nie jesteśmy tutaj dla rosnących cyferek. Ja sobie tutaj piszę, a paru z was to czyta. 60 wpisów dotyczyło chyba większości ważnych dla mnie rzeczy: Książek, komiksów, muzyki, KISSu… Fajnie by było, gdyby i w 2007 to miejsce trwało, ze mną i z wami na pokładzie. Dzięki.

Filmy
Przyznam szczerze, że nie dałem zarobić za bardzo twórcom filmowym i nie chodziłem często do kina, prawie wcale nie oglądałem nowości. I tak oto ominęło mnie “Casino Royale”, ‘Batman”, “Superman” czy “Miami Vice”. Są to rzeczy do nadrobienia. Jedyną nowością której losy śledziłem było “Clerks 2“.

KISS
Nowa płyta Paula Stanleya zatytułowana “Live To Win” przyćmiła cały świat fanów zespołu. Do tego “Alive: The Millenium Concert”, i apetyty na premierowe, oficjalne materiały zostały chociaż na moment zaspokojone. Ale niestety nic nie zastąpi studyjnego albumu całej grupy.
Warto też wspomnieć o KISSOLOGY, czyli o DVD, które na jakiś czas ukróciło handel paroma bootlegami na eBayu. Ponad 6 godzin muzyki, 4 całe koncerty oraz jeden dodatkowy, w limitowanym nakładzie z trzema płytami (oczywiście Domek taką nabył, a co). To marzenie fanów, spełnione nieco za późno. Braków materiałów koncertowych wydanych oficjalnie brakowało przez cały czas (lata 70 = 2 płyty, lata 80 = 1 VHS!, lata 90 = 2 płyty i dwa DVD) a zwłaszcza tych, z klasycznym KISS z lat 70. Ale zaczęły wykwitać bootlegi video, an VHS a potem na DVD. To dopiero mrowie koncertów. Na szczęście lepiej późno niż wcale zespół zabrał się za kolejne KISSOLOGY, liczę że 3 płyta znowu będzie miała koncert nie wypuszczony przez fanów na bootlegu i będzie wyjebana.

Komiksy
Mówcie co chcecie, ale żadne DC, Dark Horse i inne nie pobiły Marvela. Marvelowskie Civil War skutecznie przywaliło resztę komiksowego rynku. Każdy patrzy w stronę CW. Ze Star Warsów warto odnotować serię Legacy. No odważna jest i fajna :)

Media, polityka, bla bla bla
Dużo, oj dużo działo się w polityce. Sranie w koalicji, taśmy prawdy, sex afera, Kononowicz… Sądzę, że rozgrywki polityczne i dokłądna analiza to coś, czego się nie podejmę. Bo nie umiem.

Muzyka
Poza Stanleyem o którym pisałem wyżej to jeszcze jedna płyta wprawiła mnie w niemałe zaskoczenie!
Tak, rok 2006 u mnie należał także do zespołu New York Dolls. Niestety nawet nie wiedziałem że wydawali płyty cały czas, jednak same Live’y i składanki :) A tu raka niespodzianka, po 1974 roku walnęli nową płytę studyjną. “One Day It Will Please Us To Remember Even This” to dla mnie zaskoczenie tego roku, bo nie czytałem żadnych newsów o NYD i płyta tak nagle mi wyskoczyła. A NYD to bez wątpienia legenda…
Do tego Twisted Sister rzuciło chociaż ślad nowości o czym możecie poczytać w ostatnich, grudniowych wpisach.
No i The Who! Nie pobili New York Dolls (którzy wydali swoją płytę po 32 latach od ostatniej studyjnej!). Ale zawsze to coś, wydać płytę po ponad 20 latach przerwy (cały czas, przypomnę, mówimy o przerwach w albumach studyjnych).
Więc tak oto w roku 2006 mogłem cieszyć się płytami glamowej legendy, brytyjskiego giganta i największego frontmana w historii…
Nie wspomniałem jeszcze o nowej płycie Iron Maiden. Da się posłuchać ale ogólnie to rozczarowanie. Meczy mnie granie na jedno kopyto od tylu lat. Ale wiem, fani ich za to kochają…
Czy rok 2007 przyniesie inne powroty legend? Po cichu liczę na Aerosmith i Bruce’a Kulicka. Chociaż Guns n’ Roses mogło by wypuścić to “Chinese Democracy”. Fajnie by było posłuchać jak najdroższa płyta w historii rocka (a do tego najdłużej produkowana) okazuje się gniotem :)

Książki
Podobnie jak w przypadku kina tak i w literaturze nie zapoznaje się z nowościami. Wiecznie katuję książki wydane już dawno. Wyjątkiem może być nowy Wędrowycz (recenzja wkrótce?), antologia “Hura! Niech żyje Polska!” (też fantastyka) oraz “Księga Tęsknoty” Cohen’a.
I cóż? Dla mnie 2006 tok to znowu standardowy skład autorów, poznawanie nowych i… plotki w sprawie Ambera :) Niestety, nic więcej nie przychodzi mi do głowy.

Życie
Wszystko co moim zdaniem powinno ujrzeć światło dzienne znajduje się tutaj. Uwaga na hasła.

Do zobaczenia w 2007 ;)

* * *

sobota 30 grudnia 2006 , 10:24 po południu

Saddamie, jestem z Tobą.

Autor: Domator

…Chociaż pewnym dla mnie było, że zginiesz. Pytanie brzmiało: jak? Nie rozstrzelali cię, nie poszedłeś na krzesło, nikt ci niczego nie wstrzykiwał. Zwyczajnie zadyndałeś. Ok, pozornie to ich kraj i ich prawo. Co prawda gdyby w każdym państwie sądy działały w ten sposób to nie starczyło by sznura ale co tam :)
Jednak wiecie co mnie wręcz zbulwersowało? Zdjęcia i filmy,które krążą po całym Internecie. Masz chwilkę? Więc zrób sobie herbatę i spójrz, jak wieszają Saddama!
Czy już wszyscy upadli tak nisko, by oglądać egzekucję? Co ludzi kręci w oglądaniu dyndających zwłok? Pewna strona zrobiła nawet coś co przypominało mi reklamę proszku do prania. Zastosowali bowiem manewr “PRZED i PO”…
Czy ludzie koniecznie potrzebują dowodów? No cóż, gdybym był jakimś tam Irakijczykiem czy synem grubego Amerykanina który napędza swoją gigantyczną furę ropą to może i bym się ucieszył, za te krzywdy. Ale tak? Mi Saddam niczego nie zrobił, a wystawianiem jego zwłok na widok całego świata się brzydzę.

* * *

piątek 29 grudnia 2006 , 6:39 po południu

Pory prozy

Autor: Domator

17 października, godz. 18.00
POZNAŃ, księgarnia Bookarest, Stary Browar, ul. Półwiejska 42
Spotkanie z Danym Laferrierem poprowadzi Mirosław Loba

Gdy człowiek czyta taką informację to, co tu dużo mówić, wkurwia się. To tak, jakby dowiedzieć się, że ulubiona kapela grała niedawno kilka miast dalej czy że właśnie zjebał ci ostatni pociąg na wymarzony wypad. Albo, że kupon w totka, który wpadł ci do szamba miał zakreślona niezłą sumkę. Ja się dowiedziałem, że wspaniały pisarz przyjechał z zajebiście dalekiej Florydy do małego wschodniego państwa. Szansa na powtórkę? Jedna na milion. No nic, i żyjemy dalej.

* * *

wtorek 26 grudnia 2006 , 4:36 po południu

Trochę mi zleciało

Autor: Domator

W rzeczy samej.

Recenzja Twisted Christmas nie powstała. Święta zajmują człowiekowi masę czasu, nie ma czasu na muzykę, zwłaszcza świąteczną :) A serio, kolędy amerykańskie są tylko trochę lepsze niż polskie. I o ile jakieś tam Let It Snow zna każdy to już niektóre tytuły nijak było przyrównać do oryginału. A o takie zrównywanie przecież chodzi, gdyż było, nie było, to zawsze covery. Czyje? Tego akurat nie wiadomo.

Ale wrzucam wam dwa teledyski do nowej płyty:


Podobny do teledysku “We’re Not Gonna Take It” co jest oczywistym mrugnięciem w stronę fanów skoro muzyka wzięta jest właśnie z tamtej piosenki na potrzeby przerobionej kolędy.


Tu mamy wersję animowaną. Nie potrafię potwierdzić oficjalności videa.

Generalnie to widać, że ten zespół jest już dawno po najlepszych, złotych latach. Widok zespołu w pierwszym teledysku lekko przygnębia, że tylko wokalista zachował powera ale tez napawa nadzieją na przyszłość, że może jeszcze doczekamy się studyjnej płytki…

***

I sru, mamy drugi dzień świąt. Święta (jak zwykle zresztą) są wspaniałe. Zero szkoły/pracy, zero obowiązków, dużo jedzenia, pieniędzy i podarków.
Dostałem takie prezenty, że śmiało mogę określić święta słowem KISSMAS :)

I jeszcze na sam koniec małe sprostowanie dotyczące osoby, której opisem posługiwałem się w ostatnim wpisie:
Przykro mi, że błędnie trafiłem z osądem, sugerując się tylko opisem. Generalnie chciałem twoimi opisami pokazać, że istnieje taka grupa osób. Wyszło tak, że idealnie można było ta grupę tobą zobrazować po twoich opisach opisach, ale nie po zachowaniu za co musisz mi wybaczyć.
A wy, którzy to przeczytaliście musicie wiedzieć, że istnieje grupa która nie lubi świąt dla zasady, siedzi w domu dla zasady i zawsze chce się wybić dla zasady, nigdy z przekonania. Tacy stereotypowi łamacze stereotypów. Więc to nic osobistego, stary.

* * *

poniedziałek 25 grudnia 2006 , 10:10 przed południem

Jesus 2006th Anniversary

Autor: Domator

Jesus Christ

It’s Jesus 2006th* Anniversary!

* - Wiem, wiem, sprawa dyskusyjna.

* * *

piątek 22 grudnia 2006 , 7:27 po południu

Klimat przed świąteczny…

Autor: Domator

Już?!
O matko, w tym roku wyjątkowo zdziwiłem się, że tak szybko siedzę przed kompem z wolnym tygodniem przed sobą i robię co chcę. Jakoś rok wcześniej już pod koniec listopada widziałem, że idą święta. Dzięki uprzejmości naszej telewizji, radia, Internetu… A teraz to sam zwątpiłem, czyżby media zaspały bo nie ma śniegu? Mi to akurat odpowiada, nienawidzę śniegu i zimna. Wolę pocić dupsko w tramwaju niż trząść się z zimna.

Wszystkie prezenty już kupiłem, filmy, książki, prezentów dla samego siebie mam najwięcej. Zawsze wtedy się zastanawiam czy jako niewierzący mam prawo do tego wszystkiego, tj. do podarków, hajsu, góry żarcia etc. I, cholera, oczywiście że mam!
Tak się jakoś wczułem w klimat, że odsyłam od tej i od jutrzejszej notki wszystkich którzy na siłę próbują być oryginalni i krzyczą, że nie lubią świąt. Mam takiego jednego na GG, z opisem “Czy tylko ja nie lubię świąt?”. Jako, że wcześniej miał coś w stylu “jeżeli nie będę pijany na sylwestra to znaczy, że nie będę już fajny?” to uważam, że to zwykły gość bez życia który próbuje być na siłę oryginalny. Nie mówię, siedzenie w chacie na sylwestra to nic złego, jednak nie usprawiedliwiajmy naszego siedzenia jakimiś wielkimi ideologiami. Ale nie o takich chciałem jutro pisać. Jutro będzie o płycie “Twisted Christmas”, czyli odważnej próbie nagrania rockowych/metalowych piosenek świątecznych. Czy się udało? Przekonacie się jutro.

* * *

środa 20 grudnia 2006 , 4:54 po południu

Szatniarz.

Autor: Domator

Załamałem się dzisiejszym dniem.
Siedziałem od 7:20 w szatni i podawałem lub odwieszałem kurtki dając im numerek. Bo ekonomiczniej jest raz na jakiś czas brać dwóch uczniów co by robili za murzynów niż zatrudnić jednego pajaca z którego dzieci by się śmiały, że przegrał życie i zapierdala jako szatniarz podając im drogie kurtki z haków :)

Wpierw mocowałem się 5 minut z kratą, żeby otworzyć kłódkę i włożyć z powrotem ale w inną dziurę. Potem policzyłem numerki przy haczykach, już na starcie brakowało ich kilka. Zaczęli się złazić pierwsi ludzie i rzucać mi kurtki.
Człowiek słyszy co chwilę “szybciej, kurwa” i dostaje do łapy numerek.
Kilka co ciekawszych sytuacji:

  • Jedna dziewczyna poprosiła o szczęśliwą liczbę.
  • Jeden koleś koniecznie chciał numer “69″
  • Dwóch mięśniaków chciało nas zniszczyć, dziękuję bogu za kraty

Pojebałem kurtki chyba z osiem razy, kilka leżało na ziemi, parę osób zostało bez kurtek.W pewnym momencie poczułem nawet wódkę od pani sprzątaczki.
- Czuję wódkę. - powiedziałem.
- Chyba żeś sam se chuchł i się odbiło - odpowiedziała natychmiast.
- Oj, uderz w stół…

Potem woźny ładnie sprawdził szatnie. Bilans to 19 zgubionych numerków, jedna kurtka, jeden zeszyt ćwiczeń oraz wciśnięta paczka po papierosach gdzieś pod ścianą (skąd?).

* * *

wtorek 19 grudnia 2006 , 9:13 po południu

Amber i koniec Star Wars

Autor: Domator

Był taki tam news, gdzie wieszczono koniec gwiezdno-wojennych książek. I cholera, smutno mi się tak jakoś zrobiło. Pamiętam, jak w roku 1999, roku widma, wspaniałym roku wyszedłem poza filmy. Kupiłem pierwszy numer egmontowskiej gazetki oraz pierwszą książkę na straganie przed “Biedronką”. Rzecz się działa w Ustce, a pierwszą książką był “Dziedzic Imperium”.
I wpadłem w to. Nieograniczony niczym świat, ulubieni bohaterowie znani z filmów i ciężka książka drukowana na białym papierze (tak, tak, Amber wydrukował kilka książek na papierze który nie żółkł!). I nigdy nie zapomnę tego grzbietu. Jak we wszystkich książkach Ambera wydrukowany nie poprawnie, bo przecież grzbiet, gdy książka jest odwrócona do góry okładką, powinien pokazywać tytuł od lewej do prawej.

Okazało się na szczęście, że książki jeszcze jakiś czas będą wydawane. Chociaż już nie kupuję ich od długiego czasu, ba, wręcz wyprzedaję je (dzisiaj 9 sztuk poszło w świat) to jakiś tam sentyment mi pozostał. To kupa forsy utopiona i masa czasu. Przyjemnego czasu.

Dopisek z 22.12.2006: Podano innego newsa. Wynika z niego, że książki jednak będą wydawane nie przez krótki czas ale przez długi. Plany są aż na 2008. Tak, wiem, plany to nie wszystko…

* * *

niedziela 17 grudnia 2006 , 7:19 po południu

Księżniczka Angina

Autor: Domator

Roland Topor. Już kiedyś o nim pisałem, w notce o Pythonach. Niedawno zdarzyło mi się, że nie mając czego czytać podszedłem do półki z książkami i ujrzałem książkę Topora której - o zgrozo - nie czytałem!
Książka dość wymiętolona. Dokładnie pamiętam jak cały podniecony licytowałem ją na Allegro, razem z garstką zbieraczy. Cudem wygrałem. Cholera, okazało się, że to taki prawie biały kruk. A Topor miał parę takich np. “Toporlinno”, taki mały albumik z rysunkami, nigdy go nie widziałem nawet na zdjęciu.. Pomijam mrowie plakatów które zdobiły nasze polskie teatry z okazji rozmaitych spektakli. Generalnie to prawdziwy kolekcjoner ma przesrane. A kolekcjoner znający francuski ma przesrane do potęgi…

Wziąłem z półki “Księżniczkę Anginę”.

Księżniczka Angina to nie choroba, lecz osoba. “Księżniczka Angina” to nie opowieść, lecz gra. To historia dziewczynki, która chce być kimś innym i baśń, która chce być czymś innym. Dziewczynka postanowiła stać się księżniczką, a baśń postanowiła stać się krzyżówką. Dlatego Angina jest kimś więcej niż księżniczką, a jej przygody - czymś więcej niż książką.
W ogóle nic nie jest tu takie, jak się wydaje. Nawet Roland Topor, który tę książkę napisał, nie jest taki, jakiego znamy. Tym razem nie straszy nas, ale wzrusza. A im bardziej wzrusza, tym bardziej się śmieje. A im bardziej się śmieje, tym lepiej widać, ile w nim jest z małej, perfidnej dziewczynki…

I dawno nie przeczytałem tak trafnego (jak się okazało po lekturze) opisu książki. To cały Topor, ten gość po prostu rozbraja. Osobiście przeczytałem prawie wszystkie jego książki wydane u nas (i wszystkie je mam na półce), poza paroma rzadkimi wyjątkami i tutaj poczułem się totalnie jak w domu. Oto Roland jakiego polubiłem, podobny do tego z “Cztery róże dla Lucienne”, ale jednak mniej makabryczny. Wiecie, tu się rzuca czytelnika bez wprowadzenia w jakiś świat. Dzięki temu świat ten nie ma żadnych ograniczeń. I to widać. Dla mnie to totalna klasyka Topora, to postawienia obok “Czterech róż…” i “Chimerycznego Lokatora”.
Końcówka standardowo już rozwala cyce. Strona z nadzieją a za chwilę trach i człowiek jest rozjebany. I to na ostatniej, ostatniej stronie. Za to dodatkowy plus.

Szturmujcie Allegro.pl, antykwariaty, księgarnie w poszukiwaniu Anginy. NIE MA JAK TUńCZYK W OLEJU!

Księżniczka Angina

A jeżeli znacie francuski, to odwiedźcie oficjalna stronę Topora - www.rolandtopor.net, muzyka na stronie jest świetna.

* * *

środa 13 grudnia 2006 , 6:36 po południu

To już 30 lat…

Autor: Domator

Kiedy szedłem na pierwsze spotkanie fanów to nie widziałem co o tym wszystkim myśleć. Nie widziałem co będzie na takich spotkaniach, jak to będzie wyglądać i z kim mi przyjdzie rozmawiać. “30 lat” później na XXX spotkaniu podczas picia piwka doszło do mnie, że gdyby nie Anor i Kolarz to nie poznał bym tych wszystkich wspaniałych ludzi pokroju Zaxa, Gunfana, Leonidasa, Burzola i innych. Gdyby nie dwaj założyciele spotkań to nie mógłbym pojechać w dziewicze rejsy do Sosnowca (MACZKI!), Pilchowic, Gorzowa i wielu innych miejsc. I wreszcie, gdyby nie oni to nigdy tak naprawdę nie przekonałbym się czym są Gwiezdne Wojny. To wcale nie 6 filmów, 100 książek i 1000 komiksów. To więź, która tylko motywuje ludzi do spotkania się, która jest tylko pretekstem do wyłapania podobnych sobie.
I nie było by nocnych maratonów, spotkań w knajpie, wymiany stuffu, podziwiania totalnego maniactwa niektórych. Nie było by nawet narzekania Jayi na moje zachowanie.
Za to wam, po tych trzydziestu spotkaniach, dziękuję.

* * *
Starsze wpisy »







"Jestem tak spłukany, że nawet nie próbuję się wykręcać."
Tom Waits
BYKOM STOP!Spam Karma 2.3GET FIREFOX!Powered by WordPress